Wola Boga Ojca
  1. Jesteś tutaj:  
  2. Start

25.12.1990(w) DZIECIĄTKO JEZUS W MOICH DŁONIACH

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 25 grudzień 1990
Odsłon: 1042

    Tuż po północy oglądałem Pasterkę z Watykanu...z refleksją, że Bóg pragnie piękna naszych dusz, a często nad liturgią dominuje celebracja. Po przebudzeniu o 5.30 usiadłem w ciemności i rozmyślałem o Panu Jezusie, który jest delikatny w sprawie umartwień, ponieważ zna nasze słabości.

   Namówiłem żonę do wspólnego pójścia na Mszę św. Podczas nabożeństwa napływały sekundowe błyski w duszy wywołujące łzy. Z serca wyrwał się krzyk: „Jezu, Jezu jakże chciałbym nieść Ciebie w swoich dłoniach i pokazywać wszystkim...mówić o Tobie prosto do ludu."

   W czasie podniesienia nikt nie zadzwonił (brak ministranta)...znowu dusza zawołała: ”Jezu! tyle darów dałeś każdemu, a nikt nie chce służyć Ci...właśnie dzisiaj!" Nawet pojawiło się pragnienie takiej pomocy kapłanowi podczas Mszy św. To wielka łaska, bo m. in. chronisz św. Hostię przed upadkiem na ziemię!

    W domu trwało rozdrażnienie, bo żonie nic nie wychodziło z przygotowaniem pokarmów. „Panie Jezu nie pozwól nam zdenerwować się”, przeżegnałem się, a kuchnię wyświęciłem...pocałowałem żonę w rękę, a ona uśmiechnęła się.

   Serce zalała radość i pokój, wróciło ukojenie i chęć postu. Duszę przenikło zdanie z transmisji radiowej nabożeństwa: „narodziłeś się z Boga!” Popłynie piękne kazanie o Jezusie: „Tylko Tyś jest Święty”, a dzisiaj jest rocznica przybycia Jego na ziemię...”Jezu mój, teraz idę za Tobą i służę Ci...właśnie teraz jestem z Tobą Jezu, Jezu, Jezu mój.”

   Teraz w ciszy napływa natchnienie, aby odmówić litanię do św. Józefa...dodałem do niej litanię do Serca Pana Jezusa oraz modlitwę przebłagalną „za pijaków” oraz „za tych, którzy nie uznają Pana Jezusa”. Ta modlitwa miała wielką moc, bo aż trzy razy była przerywana snem z koszmarami...w tym ujrzeniem faceta z kolorowym kondomem na głowie!

   Na spacerze z żoną mówiłem o Jezusie, bo nikt o Nim nie pamięta, a ludzie wokół są tak obdarowani! Najlepiej można ujrzeć to na dzieciach mających wszystko, bo biedne odkładają dla mamy kawałek otrzymanej czekolady.

   Żona była uciskana w szkole przez dyrektorkę komunistkę, a teraz dała za nią na Mszę św. Tak jest, że niezasłużone cierpienia spadają na nas przez ludzi, którzy są tylko wykonawcami decyzji Boga Ojca.

    Nagle pojawił się mój przyjaciel „kulawy misiek”...obaj cieszyliśmy się z tego spotkania...on skakał i udawał, że gryzie moje palce. Podczas przechodzenia trzech drabów schował się za mnie! Moje oczy zalały łzy, objąłem jego głowę i poczułem serce: brak własnego lokum i pożywienia, stałe niebezpieczeństwa, zimno, wolność, ale bez poczucia pewności. Nakarmiliśmy go…

    W TVP była rozmowa z Żydem: chwalą Boga Ojca, ale nie uznają Pana Jezusa...jakże chciałbym z takimi rozmawiać. Nagrałem piękną audycję radiową o Maryi i Józefie...tak podaną, aby nikt nie słuchał! 

   Dalej serce zalewała obecność Pana Jezusa...nawet wołałem: „Jezu, Jezu mój, jak straszne jest nasze wygnanie!” Wzrok zatrzymała biała serwetka na talerzu, a to skojarzenie z Ołtarzem Świętym wywołało dodatkowe cierpienie.

   W nagłej jasności ujrzałem moją posługę lekarską: muszę leczyć równocześnie duszę każdego pacjenta...poprzez moc płynącą od Prawdziwego Lekarza. Problem uzdrawiania nękał mnie wcześniej, ale nie śmiałbym prosić o ten dar!

-  Proszę Cię Jezu wyjaśnij mi to!

-  Uzdrawianie będzie odbywało się przez dotykanie głowy chorego, a formuła będzie wypowiadana z serca i tylko w myśli: „bądź uzdrowiony w Imię Jezusa!...jeżeli przyjmiesz ten dar uczynisz wiele dobra szczególnie dla chorych dzieci!"…

                                                                                                               APeeL

24.12.1990(p) PRAWDZIWA RADOŚĆ...

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 24 grudzień 1990
Odsłon: 954

Wigilia

    Wciąż zadziwiają mnie sny do przodu: właśnie spotkałem kolegę i to w miejscu, gdzie miał dopiero trafić karetka rano. Nawet widziałem jak badał u chorego „objaw oponowy” (zginamy wówczas głowę do klatki piersiowej). Każdy lekarz czyni to schematycznie, a chirurdzy obowiązkowo.

    Dzisiaj, gdy to przepisuję 06.01.2018 kolega jest już w zaświatach...szkoda, że - tak jak mój brat - na koniec żywota zapisał się do gnijącej PZPR. Kilka razy byłem za niego na Mszy św.

   Z radością wyszedłem po chleb nasz codzienny, a myśl pobiegła do Dobrego Boga, który na tym zesłaniu daje nam wszystko potrzebne do życia. Nasza dusza „za karę” (grzech pierworodny) została dołączona do "mięsa i kości" - z możliwością uwolnienia i powrotu z tej niewoli - po śmierci!

   Zarazem nasze ciało jest cudem stworzenia, a potwierdzam to jako lekarz. Nie mogę zrozumieć dlaczego nadal szuka się łącznika pomiędzy małpami, a człowiekiem...traci się tylko czas, bo to "odkrycie" nic nam nie da. To podsuwa Szatan, który zna prawdę. Rozum mamy po to, aby odnaleźć Boga Ojca, a nie wymyślać naszego pochodzenie.

   W radości odmawiałem modlitwę przebłagalną „za rozłączone małżeństwa” z którymi zetknąłem się w moim życiu. Jakże chciałbym przytulić ich od Boga, być mediatorem, który sprawia połączenie ich rąk. Ile mielibyśmy wspólnej radości, nie wspominając o ich skołowanych dzieciach! Pomyślałem też o kierowcy za którego przyjąłem Eucharystię, ponieważ nie lubi mnie i moich poglądów.

   Żona wróciła w czystości z kościoła, napłynął obraz św. Rodziny z „anielskością” św. Józefa, który był z Maryją całe życie! Na ten moment do mojego mieszkania w bloku przybył pacjent z żoną...po wniosek do sanatorium! Powiedziałem, że w domu nie przyjmuje pacjentów, a dzisiaj "Pan Bóg dał mi dzień wolny od chorych"...

   Z uśmiechem tłumaczyłem mu, że uległ pokusie...wskazałem na żonę, która kocha go i nie chce, aby umarł! To ludzie trzeciego wieku, pragnący zdrowia ciała i przedłużenia życia! Gdyby przyszedł biedny -a taki nawet nie ma w czym jechać do sanatorium - pojechałbym własnym samochodem do przychodni i wypisałbym mu to skierowanie!

    Naraziłem się córce za krytykę Michała Anioła, który kaplicę Sykstyńską wymalował nagościami. Sam w końcu życia stwierdził, że wszystko, co robił miało mały sens...dopiero wiara w Jezusa uwieńczyła życie wykonaniem Piety! 

    Łzy zalały oczy podczas oglądania filmu o małym Jezusie, a tuż przed Wigilią serce zalała tęskna miłość za Zbawicielem, której nic nie może ukoić. W takich momentach staję się nieobecny dla otoczenia. Chwyciłem twarz w dłonie, bo odczułem smutek Pana Jezusa o którym właśnie teraz nikt nie pamięta.

   Wszystko zasłaniają stoły pełne jedzenia oraz prezenty i tak jak w tamtym czasie: "nie ma miejsca dla Ciebie". Nawet spowiedź i Komunia św. to pocieszenie dla nas! Całkowicie straciłem chęć do picia i jedzenia.

   Wsiadłem w samochód i pojechałem zapalić dwa nowe znicze pod "moim" krzyżem. Dopiero w tym momencie do serca wróciła radość oraz miłość do rodziny, pokój i ufność: „Panie Jezu przyjmij moją pamięć jako przebłaganie za letnich katolików!"

  Po kolacji córkę opanowała nagła złość i krzyczała bez powodu, a ja uciekłem do ciemnego pokoju ponownie wołając: „Jezu mój, Jezu! Wokół zastawione stoły, dyskusje i kłótnie. Kto Ciebie Jezu może pocieszyć? Za nic dajesz nam wszystko! Tyle prezentów, a rodzina zniechęcona."

   Na ten moment płynie relacja - o uwięzionych w Sowietach oficerach, o naszej wierze i Wigilii oraz o Panu Jezusie - tego, który to przetrwał i teraz jest kapłanem. „Jezu! Ty nic nie miałeś, nawet uczniowie Cię zawiedli. Teraz masz mnie...czy będę Ci wierny?”... 

    Dzisiaj, gdy kończę przepisywanie tego świadectwa wiary (06.01.2018) z radia płynie piosenka śpiewana przez Annę Jantar ze słowami Pana Jezusa do mnie: „jeszcze dzień, jeszcze dwa, a będziesz mój”...

                                                                                                                          ApeeL

 

23.12.1990(n) SERCA KOCHAJĄCE BIJĄ JEDNYM RYTMEM

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 23 grudzień 1990
Odsłon: 859

    W śnie wynoszą zmarłego sanitariusza ze sklepu mięsnego „jako kupę mięsa”, a ja wiem, że Zły pragnie odciągnąć mnie od modlitwy za niego! Wielu tak czyni i modli się tylko za dobrych. Dzisiaj, gdy to przepisuję posłanki w Sejmie RP (styczeń 2018 r.) żądają zabijania dzieci nienarodzonych określając je „zlepkiem komórek” (Nowacka)!

    Podczas modlitwy przebłagalnej za jego duszę przypomniała się jego matka, która śpiewała w chórze kościelnym. Modlitwę przerywa napad kolki nerkowej u młodego mężczyzny z czuwającą nad nim żoną. Wcześniej było odwrotnie, bo ona miała kamicę pęcherzyka żółciowego (wówczas też trafiła na mnie)!

   Odmówiłem przyjęcia gratyfikacji, bo „dzisiaj jest dzień święty”. Podczas oczekiwania na efekt zastrzyku dalej czytałem książeczkę Cliffa Richarda „Ty, ja i Jezus”, gdzie są rady z Apokalipsy św. Jana: trzeba stać się gorącym w wierze (nawróconym), kupić u Jezusa „złoto oczyszczone”, przywdziać „białe szaty” (czystość), a oczy przetrzeć „balsamem”, aby ujrzeć!

   Nasze serca biją w jednym rytmie, bo nie ma nic ważniejszego od Jezusa. Trzeba wykorzystywać każdą sposobną chwilę, aby mówić o Nim. On zawsze żegna się, a ja zawsze proszę Ducha Św., aby „mówił przeze mnie”...trzeba być przy tym delikatnym i nie udawać wiedzącego wszystko.

    „Panie Jezu Chryste! Daj mi Twoje Serce, Twoje Słowa, Twoją moc, pokorę, cichość i delikatność. Daj mi Jezu, mój Panie, Przyjacielu, Towarzyszu i Zbawicielu”…

   Podczas powrotu do domu skręciłem po róże dla żony od Matki Bożej za roraty. Przy okazji zapytałem kwiaciarkę: naprawdę nie miała pani czasu iść do spowiedzi przez handel kwiatami? Ja myślałem, że pani służy, a pani pracuje tylko dla pieniędzy! Co będzie, gdy w nocy przyjdą po duszę?

   Jakże piękna jest miłość małżeńska, wspólne śniadanie na białym obrusie i kawa. Dalej trwała modlitwa przebłagalna za duszę sanitariusza. W drodze do kościoła na 12.00 wstąpiłem do kwiaciarni zwrócić dług. Poprosiłem Ducha Świętego o jedno zdanie dla tej pani. Powiedziałem jej, że nie ma Boga o imieniu Jehowa!

   Przed spotkaniem z Panem Jezusem w Eucharystii czytałem zdania z różnych modlitw, a moje serce przeszyła tęsknota pomieszana z radością z powodu daru posiadania kościoła „Panie spraw, abym jaśniał w Twoim Imieniu. Panie spraw, abym kochał Twoim Sercem.”

    Teraz oglądam film o małym Jezusie, który był śledzony i czyhano na Jego życie od urodzenia. Cóż oznacza moje cierpienie! To wielka łaska, bo doznajesz udręk, które przechodził Sam Zbawiciel! Późno. Kończę pisać list do „brata odłączonego” (nie ma u nich Eucharystii), a to zamyka dary Ducha Św.

    Mam też przeczytać „Dzienniczek” s. Faustyny, gdzie trafiłem na słowa: "O Hostio św. zdroju Bożej słodyczy. Ty dajesz duszy mojej moc /../.” Jak bliska mojej duszy jest Faustynka...sam z siebie nic nie znaczę, nawet nie mogę wymówić św. Imienia Jezus! Gdy nadchodzi zniechęcenie - wówczas to poznajemy!

   W takich momentach czujesz, że nie ma Boga, a nawet stajesz się nienawistny w stosunku do wiary - stąd prawdopodobnie biorą się śmiertelni jej przeciwnicy! W takich momentach modlitwa kierowana do Jezusa i Boga ma większą wartość...niż modlitwa dająca pociesznie. Wyobraź sobie, że jesteś panem pracowników - część pracuje, czeka na twoją kontrolę i pochwały...część pracuje niezależnie od kontroli i pochwały, a ci są pewniejsi.

   Faustynka pisze, że walcząc z pychą modli się z czołem na ziemi. Położyłem się w kuchni (nie mam swojego pokoju): „Panie Jezu, spraw, abym nie był pyszny!" Zgasiłem światło i tak trwałem, a w tym czasie weszła córka, zapaliła światło i przestraszyła się.

   Przed północą moje serce zalał ból Serca Zbawiciela spowodowany „badaniem” świętości s. Faustyny. Tylko pojękiwałem: „Jezu, Jezu, Jezu"...

                                                                                                                         APeeL

22.12.1990(pt) DYŻUR Z MATKĄ BOŻĄ

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 22 grudzień 1990
Odsłon: 983

    Zerwałem się zbyt wcześnie na Mszę św. i odmówiłem modlitwę przebłagalną za konających. Dodatkowo na kolanach poprosiłem:

    „Jezu, Maryjo obejmijcie Swoją Opieką rodzinę kolegi, który odstąpił od naszego Kościoła Świętego. Matko Boża ofiaruję Ci dzisiejszą pracę, pragnę być skupiony i pracować z radością. Proszę o pomoc w napisaniu listu do tego kolegi”. 

   Wyjazd, świeci słonko, radość w sercu, które nagle przeszyło cierpienie związane z badaniem sprawy świętości s. Faustyny...zacząłem pojękiwać: ”Och Jezu! Jezu, Jezu mój".

   W tym czasie narastała tęsknota za Bogiem, którą ukoiła modlitwa za zespół karetki i kolegę-lekarza, który już od rana „czuwał” nade mną przy parkowaniu. „Matko obejmij ich Swoją opieką, odmień ich serca, spraw, aby ujrzeli zło w którym uczestniczą”.

    Nagle ujrzałem wszystkich ludzi na ziemi mających moje pragnienie życia w pokoju, wolności, prawdzie i miłości...bez walki między sobą z pomaganiem wszystkim potrzebującym.

   Po postanowieniu, że ten dzień będę pracował z Matką Jezusa mam świadomość ataków złego, który właśnie zaczyna swój taniec. Kierowca stwierdza, że dzisiaj jest zespół pokerowy...nawet ma litr alkoholu, a „chory” sanitariusz wspomina o piwie. Jak dobrze, że poświęciłem ten dzień Matce Prawdziwej...niechybnie grałbym i pił alkohol.

    Na ten moment czytam rozważania Cliffa Richarda ze słowami Pana Jezusa do mnie: „nie jesteś słaby i osamotniony”! Tak, bo to, co trudno dokonać samemu wykonujesz lekko z pomocą Bożą. Nad nami jest całe Królestwo Boże pragnące pomagać: Bóg Ojciec, Pan Jezus i Duch Święty, Matka Boża, święci, dusze czyśćcowe i całe legiony dobrych niewidzialnych stworzeń. Większość ludzkości nie wierzy w to!

    Zbliża się uroczysty moment „Pierwszego Dnia Wolności” w Sejmie RP. Lech Wałęsa z MB Częstochowską w klapie wchodzi do Zgromadzenia Narodowego, nie milkną oklaski…padają słowa przysięgi zakończone słowami: „Tak mi dopomóż Bóg”!

   Wówczas nic nie wiedziałem o Bolku przeskakującym przez płot i ustawce (przepisują to 21 stycznia 2018 r.). Trzeba przyznać, że za jego czasów udało się wyprowadzić z naszej ojczyzny...drugą armię świata! Czy nie było to działanie Boga Ojca?

    Łzy zalały oczy, chwyciłem twarz w dłonie i tak trwałem w uniesieniu duszy. Jak pięknie to wszystko jest ułożone...drogi Pana nie są naszymi.

    Na ten czas wchodzi pielęgniarka z informacją, że w oddziale wewnętrznym zmarł starszy pan, co potwierdził - przybiciem pieczątki na karcie gorączkowej - wezwany kolega.

   Ponieważ tam zastępowałem ordynatora z koleżanką wpadliśmy na pomysł, aby na nim przećwiczyć defibrylację (uderzenie prądem w celu ożywienia serca). Powtarzaliśmy to szereg razy z poczuciem profanacji zwłok, a chory nagle ożył...umarł dopiero po sześciu latach! 

    Moja myśl uciekła do momentu śmierci. Na dusze ufające Bogu czekają świetliste istoty dające ukojenie! Kto czeka na złych ludzi całkowicie odrzucających Boga?

   W Zamku Królewskim w W-wie dalej trwały uroczystości związane z odzyskaniem wolności. Wówczas wyraził to urywek wiersza Kazimierza Wierzyńskiego:

<<Ktokolwiek jesteś bez ojczyzny
Wstąp tu /../ Będziemy razem nie mieć domu.

Bo nie ma ziemi wybieranej,
Jest tylko ziemia przeznaczona,
Ze wszystkich bogactw - cztery ściany,
Z całego świata - tamta strona.>>

    Mszę św. z udziałem prezydenta przerwało zamieszanie, ponieważ przyprowadzono pogryzionych przez psa. Wróciłem na czas na Eucharystii. Popłakałem się, skuliłem i miałem tylko jedno pragnienie, aby nikt w tym czasie nie wszedł do pokoju lekarza dyżurnego. Nie wiem dlaczego, ale zacząłem wołać do Boga za dwóch sanitariuszy...w tym za nagle zmarłego o ksywie "wisz, co...wisz, co”.

   Później dyspozytorkę pogotowia poprosiłem o drgnięcie ku Bogu. W Apokalipsie św. Jana Apostoła trafiła na słowa, że Bóg nie znosi „letnich”. Trzeba być wierzącym lub niewierzącym, mówić: „tak lub nie”…

                                                                                                                          APeeL

 

21.12.1990(pt) ZA PRZYNOSZĄCYCH NADZIEJĘ

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 21 grudzień 1990
Odsłon: 906

     Po przebudzeniu z powodu koszmarów miałem wrażenie, że w pokoju są wrogie mi istoty...zerwałem się, zapaliłem światło i wyświeciłem wszystkie pokoje. Ktoś negujący istnienie świata nadprzyrodzonego pokręci głową, a koledzy psychiatrzy rozpoznają urojenie. Człowiek normalny zdziwi się, że lekarz używa wody święconej...

   W ciemności szliśmy z żoną na Mszę św. roratną, a ja w tym czasie czasie odmawiałem modlitwę przebłagalną za pijaków...także za mnie! Od pierwszych chwil tego nabożeństwa serce zalewało uniesienie duchowe, a łzy płynęły po twarzy. Zły rozpraszał podsuwając mi „dobre myśli”, abym przeoczył krótkie kazanie!

  W czasie Podniesienia zawołałem do Pana Jezusa: „mój Towarzyszu”, a to kojarzy się z budowniczymi ustroju sprawiedliwości społecznej...dla "samych swoich"! Po Eucharystii serce zalała wszechogarniająca Miłość Boża do klęczących ze mną. „Panie Jezu daj łaskę wiary większej ilości ludzi, możesz to uczynić Jezu!”

    W ciszy i prawdziwym odpocznieniu ponownie odmawiałem litanię do Najświętszego Serca Pana Jezusa: „uczyń serce moje wg Serca Twego, uczyń Panie, uczyń.”

   Podczas powrotu do domu zły ponownie kusił rozmyślaniami o mafijności społeczeństwa i „patriotach” z diabelskiej łaski, którzy są członkami organizacji przestępczej. Przegoniłem go w Imię Pana Jezusa...wróciła cichość i pokora.

   Myśli uciekły do pięknego rozważania Cliffa Richarda o ostatnich chwilach życia Zbawiciela. Przez sekundę wyobraź sobie: ból zranionego podczas biczowania oraz słabość w otoczeniu opętanego tłumu, rozciąganie i przybijanie do krzyża z poczuciem opuszczenia: „Eloi, Eloi lema sabachthani". Jakże chciałbym znać aramejski - ojczysty język Zbawiciela.

    Podczas załatwiania różnych spraw prowadziłem "rozmówki duchowe" ("napieraj w porę i nie w porę"): 

- uczestnictwo pana w przestępczej organizacji nie zamyka drogi do Nieba w które pan nie wierzy...tak samo jak w istnienie złych siły niewidzialnych. Bóg Ojciec nie jest pamiętliwy, ale prosi przeze mnie: „nie rób tego więcej”!

- mówi pan, że naga dziewczyna na wystawie przyciąga klientów...zapłata nadejdzie w swoim czasie, a tym bardziej, że w sklepie słychać bicie dzwonów kościelnych!

- u pani wisi jeszcze obraz Lenina (wielkości 1.2 x 0.7 m), a tu trzeba powiesić ładny kalendarz z Matką Bożą! Niech pani uda, że spadł...podeptać go i wyrzucić! To moja pacjentka, bardzo chora. Speszona szybko zdjęła "obraz” przekazany jej po skasowaniu przestępczej organizacji (PZPR).

- ten krzyżyk prosi się o miejsce centralne, bo nawet w sklepie mięsnym może nastąpić czyjeś nawrócenie

- skłóconemu z żoną poradziłem, aby cały czas starał się o pogodzenie...nie tylko przez dwa lata jak mówi jego żona, ale aż do śmierci, bo ten krzyż jest plastikowy. Zarazem przestrzegłem, że w próbie godzenia się nadejdą przeszkody od demona. Wówczas trzeba zwracać się do Matki Bożej Fatimskiej! "Widzę was chodzących razem do kościoła”...

   Po latach - od jednego ze sklepikarzy - dowiem się, że „straszę ludzi”. To tak jakbyś straszył dziecko jego ojcem ziemskim!

   W szumie zakupów - z zamkniętymi oczami i złożonymi dłońmi - odmawiałem modlitwę przebłagalną za to miasto, aby zwiększyła się liczba wierzących. W pewnym momencie zacząłem wołać z nasilającym się krzykiem: „Jezu, Jezu, Jezu, Jezu!" Prawie widziałem strzałę biegnącą prosto do Najświętszego Serca Pana Jezusa!

    W sercu pojawił się piosenkarz Seweryn Krajewski, któremu w wypadku samochodowym zginął 6.5 -letni synek. Przytoczę fragmenty listu do niego:

   << Po przeczytaniu wywiadu z Panem serce zabiło mocniej, ponieważ napłynęło wspomnienie śmierci rocznej córeczki. Stwórca powołuje i odwołuje nas…także w niewinności („Biały krzyż”).

    Śmierć dziecka jest jedną z największych prób na ziemi, które każdy znosi inaczej. Pan mówi z rezygnacją i „ucieka w muzykę”, a przeciętny śmiertelnik utwierdza się w ateizmie, bo „jakby Bóg był to nie pozwoliłby na to”. Tak właśnie postąpiliśmy z żona. Co stałoby się z nami po śmierci?

   Nie wolno - w takim cierpieniu - odwracać się od Boga i Pana Jezusa (upadek), ale przybliżyć się, szczególnie do Matki Bożej! Wasz synek Maksymilian jest tak jak inni zmarli...my tez będziemy!

   Nie wolno zmarnować tej próby. Niech śmierć waszego synka nie pójdzie na marne. Może napisze Pan i zaśpiewa coś, co spowoduje pęknięcie serca niejednego poganina. Kto może pojąć cierpienie Matki Bożej pod krzyżem na którym konał zlinczowany Syn - Jezus? Niech MB Fatimska ma Was w opiece, a męka Pana Jezusa stanowi pocieszenie...>>

                                                                                                                                         APeeL 

  1. 20.12.1990 (c) ZA ZJEDNANYCH CIERPIENIAMI DUCHOWYMI
  2. 19.12.1990(ś) Ty, ja i Jezus...
  3. 18.12.1990(w) W życiu modlitewnym nie ma wolnego...
  4. 17.12.1990(p) UPADEK PO POJEDNANIU Z BOGIEM...
  5. 16.12.1990(n) CZAS OCZYSZCZENIA...
  6. 15.12.1990(s) Rozdarcie serca z powodu prowadzenia podwójnego życia...
  7. 14.12.1990(pt) Trafiłem do piekła...
  8. 13.12.1990(c) Poczekalnia...
  9. 12.12.1990(ś) Za łowców szpiegów... 
  10. 11.12.1990(w) Pierwszy dzień wolności...

Strona 2182 z 2360

  • 2177
  • 2178
  • 2179
  • 2180
  • 2181
  • 2182
  • 2183
  • 2184
  • 2185
  • 2186

Menu główne

  • Strona domowa
  • Dziennik duchowy
    • Chronologicznie
  • Moja duchowość...
  • Dwa zdania o sobie

Licznik odwiedzin

Odwiedza nas 424  gości oraz 0 użytkowników.

WYSZUKIWANIE

Logowanie

  • Nie pamiętasz hasła?
  • Nie pamiętasz nazwy?