Zaczynam zapis tego świadectwa, serce ściska ból, a w oczach kręcą się łzy. Nie spodziewałem się takiej intencji i cierpienia przed Mszą św. o 19.00. W dzień, podczas rozmowy z wnuczkiem - o otaczających nas cudach - dwa razy „spojrzała” korona na figurce Pana Jezusa.

   W kościele wzrok przykuła MB Łaskawa oraz obraz św. s. Faustyny, mojej obecnej opiekunki. Przez nią poprosiłem o pomoc, bo chciałbym opracować dziennik, a pozostało mi niewiele czasu. Zarazem dziękowałem przez świętą za wszystkie łaski otrzymane od Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego.

    Od Ołtarza św. popłyną;

- Słowa Boga Ojca przekazane przez proroka Jeremiasza (Jr 30), gdzie pada pytanie do narodu wybranego; „Dlaczego krzyczysz z powodu twej rany, że ból twój nie da się uśmierzyć? Z powodu twej wielkiej nieprawości i licznych twoich grzechów to ci uczyniłem”.

- W tym czasie psalmista wołał w Ps 102(101); „Pan przychyli się i nie odrzuci ich modłów (…) aby usłyszeć jęki uwięzionych, aby skazanych na śmierć uwolnić.

- Dziwne, bo kanonik staruszek pomylił się i przeczytał wczorajszą Ew. (Mt 14, 22-36), która pasuje tutaj, bo dotyczy przestraszenia sie uczniów w łodzi miotanej falami jeziora...do której przybył Pan Jezus.

    Po przyjęciu Ciała Pana Jezusa wzdychałem głęboko i zdziwiłem się ułożeniem Eucharystii w węzełek (jako pokarm dla żniwiarza na Poletku Pana Boga), a nie planowałem zapisów, bo źle się czułem.

    Wyszedłem na spacer z pragnieniem odczytania intencji, bo tylko wówczas modlitwa płynie z serca i łatwo jest dokonać zapisu. Jak to się odbywa? W kościele myślałem o wchodzących na drogę świętości lub o wdzięcznych za łaski Boże. Teraz, już na początku wiedziałem, że chodzi o wołających o pomoc Bożą, wzywających pomocy Bożej...aż do ostatecznej; błagających Boga o pomoc.

    Krążyłem w ciemności i nie mogłem się ukoić, mógłbym tak wołać bez końca, bo czas - w łączności z Bogiem - nie dłuży się. W takich chwilach można zrozumieć całonocne modlitwy Zbawiciela...

   Jak zwykle niektóre stacje Drogi Krzyżowej i św. Agonii powtarzałem dziesięciokrotnie (np. "Obnażenia Pana Jezusa na Golgocie", "Boże, mój Boże czemus Mnie opuścił?" oraz sam moment śmierci Zbawiciela).

   Chwilami ból rozrywał serce, chciało się płakać, musiałem krążyć, aby nie spotkać kogoś znajomego, bo wówczas każde pozdrowienie wywołuje wstrząs. Przepłynął cały świat błagających Boga o pomoc; ogarnij miejsca wojen, głodu, nieuleczalnych chorób oraz ofiar obecnej zarazy chińskiej.

   Po powrocie do domu podano wstrząsającą wiadomość o wielkim wybuchu w stolicy Libanu Bejrucie (dziesiątki zabitych i 2.5 tys. rannych). Wprost słyszałem błaganie tych ludzi o pomoc Bożą. Przypomniało się zdjęcie matki nad zabitym synem, która krzyczała do nieba z rozpostartymi ramionami… 

                                                                                                                                APeeL

 

 

   Rano sprawdziłem, że ukazał się mój komentarz (Teista) na blogu Jana Hartmana (www.polityka.pl) pod jego wpisem w dniu 30.07.2020; Tęcza i krzyż. Kto tu profanuje? To wielka łaska mocnego świadectwa i mężności w obronie wiary...aż do oddania życia.

1. W moim stanie pragniesz pisać i mówić o Bogu oraz cudzie stworzenia wszystkiego ze szczytem jakim jest Eucharystia (Cud Ostatni)...żadnego większego już nie będzie.

   Zważ, że uczeni nic nie wiedzą o strukturze słońca dającego życie na ziemi. Napłynął czas, gdy „krążyło wokół ziemi”, a faktycznie my się kręcimy i to wg naszej osi (465 m/sekundę)!

2. Nie planowałem Mszy św. porannej, ale wsłuchując się w natchnienie płynące od Boga znalazłem się na ławeczce przed kościołem. Tak spotkałem znajomego, który przekazał, że cierpi z powodu choroby nowotworowej.

    Powiedziałem mu, że spotkanie nie jest przypadkowe i w kilku słowach wskazałem na posiadanie przez nas duszy i zaleciłem ofiarowanie swojego cierpienia za zmarłego syna.

   Dzisiaj doszło do starcia proroka Jeremiasza z fałszywym prorokiem Chananiaszem (Jr28, 1-17). Jest zrozumiałe, że miłe są proroctwa zapowiadające pomyślność. Natomiast Jeremiasz głosił prawdę, aby naród zmienił swoje postępowanie i uchronił się od zapowiadanego nieszczęścia. Dlatego chcieli go zabić. Prorok przekazał od Boga, że Chananiasz umrze w tym roku za głoszenie buntu przeciw Bogu. Tak się tez stało.

    Psalmista w tym czasie zawołał w Ps 119(118); „Nie odbieraj moim ustom słowa Prawdy”, a w śpiewie przed Ewangelią padną słowa; „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych”. To sprawiło odczyty intencji modlitewnej tego dnia...

3. Po drodze trafiłem na matkę z maluszkiem w wózku zaciekawionego tym światem. Wskazałem na proszenie o Opatrzność Bożą, bo świat jest pełen niebezpieczeństw. Młoda pani potwierdziła, że wczoraj przeżyła to ze swoją córeczką.

4. Wzrok zatrzymał inny, który - robił pierwsze kroki na rozstawionych nogach - jak starcy dla utrzymania równowagi. Przy okazji zapytałem jego matkę i znajomą; czy Panu Bogu udała się starość? Wszyscy odpowiadają, że nie.

   Wskazałem, aby zawsze pytać; co Pan Bóg chce przez to pokazać? Osobiście nie lubię życzeń; „stu lat”, ponieważ jesteśmy wieczni (jako dusze). W przychodni wszystkim skarżącym się babciom zalecałem przywalenie laską tym, którzy życzyli im długiego zesłania.

5. Natknąłem się na trzy panie prowadzące dysputę o zakończeniu życia. Przekornie zapytałem, bo „napieraj w porę i nie w porę”;

- Czy nasze życie kończy się śmiercią czy życiem?

- Jaki jest ostateczny cel naszego życia?

- Jaka jest dobra śmierć i co z nami później?

- Gdzie trafiamy po śmierci?

- Czym kierować się w naszym postępowaniu?

   Jednej z pań - z otwartym sercem - zaleciłem przybycie na nabożeństwo w ten piątek (do Serca Pana Jezusa) z przystąpieniem do Sakramentu Pojednania (przekazaniem cierpień z całego życia) z prośbą o prowadzeniem przez Boga...

6. Do dwóch znajomych mówiłem o życiu pozagrobowym.

7. Wnuczkowi wskazałem na grzeszność gadania o niczym.

   Źle się czułem, ale po boju duchowym pojechałem na ponowną Mszę św. (wieczorną), którą ofiarowałem Bogu Ojcu z odmówieniem całej mojej modlitwy...

                                                                                                                                  APeeL

 

Aktualnie przepisane...

05.09.1991(c) Akt oddania się Matce Bożej...

   Po głębokim śnie myśl uciekła do wczorajszego czytania o Matce Bożej. Padłem na kolana z wołaniem; „Mateczko Niepokalana na Twoje Ręce przekazuję - w tym miesiącu - wszystko co posiadam od Boga. Czyń ze mną, co uważasz...dla dobra ludzi i Boga”.

    Odmówiłem litanię Loretańską i ponownie zajrzałem do tej książki, gdzie trafiłem na słowa nawróconego; „Ona wspaniałomyślnie - razem z Jezusem - zaczęła mnie odrywać (...) nawet od siebie samego, pokazując skarby ukryte w Bożym Sercu”…  

   Tam  były też słowa, że dała nam Pana Jezusa, Zbawiciela. Ona kocha mnie i będzie przy mojej śmierci.

   W drodze do pracy zabrałem koleżankę, której matka „jest chora na śmierć” (wiek). Zaleciłem jej sprowadzenie kapłana, bo na nią spada odpowiedzialność, ponieważ jej matka jest niesprawna i na pewno boi się Pana Jezusa w Eucharystii. Ten strach wpuszcza Szatan wskazując na nadchodzącą śmierć, a Sakrament Pojednania jest przepustką do Nieba…

   Nastawiłem się na odpoczynek, a tu wyjazd do; „chyba już zmarłej”. Po przybyciu do wiejskiej chaty trafiłem na siną i zimną staruszkę klęczącą z twarzą w pierzynie. W tym czasie zaczęła płakać rodzina i jej wiekowa matka, a od demona napłynęło, że „nie wolno mi wydać karty zgonu” (tak jest faktycznie, ale wówczas musi przyjeżdżać lekarz rejonowy)...

   Szatan nienawidzi Matki Bożej. Podczas jego ataku pojawia się rozdrażnienie, ucisk w klatce piersiowej, niemożność wypicia kawy i złapania oddechu. Ponadto niemożliwa jest modlitwa, a dodatkowo złapała mnie śmiertelna senność z błyskami w sekundowych snach;

1. Twarz młodzieńca z czarnymi bruzdami w miejscu spływających łez. Teraz wiem skąd płyną natchnie­nia dla „artystów”...

2. Kapłan w kapelusiku góralskim na głowie!

3. Niby św. Oblicze Pana Jezusa, ale wykrzywione w zbliżeniu, co obecnie czynia w zatrzymywanych kadrach telewizyjnych, aby ukazać czyjąś brzydotę lub zrobić z kogoś frajera. Krzyknąłem tylko; „Jezu mój! Jezu!”

    Po czasie wrócił Pokój Boży i przez godzinę odmawiałem moją modlitwę i to w cieniu zieleni oraz szumie brzóz pod błękitnym niebem z wiewiórką biegającą po płocie. Nagle poczułem moc Matki Bożej nad szatanem, niezwykle podłym wrogiem, który atakuje nas z furią w różnych sytuacjach...nawet w czasie defekacji może podsuwać święte obrazy lub słowa duchowych zawołań. 

    Szatan nie lubi mnie i naszych modlitw...właśnie wokół mnie zaczęto kosić trawę oraz zerwano na wyjazd do szaleńca. Chory chodził po mieszkaniu, odmawiał zabrania do szpitala, w złości włączył radio na cały regulator, pralkę i przewracał garami w zlewie. Nawet bałem się o nagły atak widelcem lub nożem.

   Usiadłem na lepce...spojrzałem na obraz Jezuska ze świecącym krzyżem i zawołałem; „Matko przyślij tutaj 10 aniołów do pomocy, złagodź jego serce i odmień go”. W tym czasie spokojnie zacząłem mówić do niego po imieniu.

   Nagle pacjent założył czapkę, pocałował żonę w rękę, wsiadł do karetki i zaczął ładnie śpiewać. Przed odjazdem zauważyłem, że z podwórka widać wielką figurę Jezusa z Najświętszym Sercem. Zawołałem w podziękowaniu; „Pani moja, Niepokalana Mateczko, Panno Czysta dziękuję za Twoją Obecność. Wiem, że Jesteś”…

                                                                                                                                    ApeeL

 

 

   W nocy zostałem wstrząśnięty wpisem na blogu Jana Hartmana (www.polityka.pl) z 30.07.2020; Tęcza i krzyż. Kto tu profanuje? Przed wyjazdem na Mszę św. (o 7.00), w garażu wzrok zatrzymała wielka korona cierniowa, którą wykonała żona. Ból ścisnął serce, łzy zalały oczy, bo napad na naszą wiarę był bezprecedensowy.

   Na placu kościelnym trafiłem na słowa z pieśni „Kiedy ranne wstają zorze”; „Boże w Trójcy niepojęty, Ojcze, Synu, Duchu Święty, - Tobie chwałę oddajemy, niech dla Ciebie dziś żyjemy”. Teraz zapatrzyłem się na figurę Pana Jezusa w koronie cierniowej...

    Przez głośnik popłyną do na - przez proroka Izajasza - słowa Boga (Iz55, 1-3a), abyśmy przyszli i skosztowali przysmaki bez płacenia. „Nakłońcie uszu i przyjdźcie do Mnie, posłuchajcie Mnie, a dusza wasza żyć będzie”. Potwierdzam to dzisiaj jako mistyk świecki (mistyka eucharystyczna), wiedzący, że chleb, który daje nam Bóg jest duchowym Ciałem Pana Jezusa, które łączy się z naszą duszą.

    Na ten czas mój profesor św. Paweł Apostoł powie (Rz8, 35. 37-39), że nic nas „nie zdoła odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym”. To wielka prawda, bo nawet śmierć nie jest straszna („nie ten, co zabija ciało”).

    Natomiast Pan Jezus nakarmił pięcioma chlebami i dwoma rybami 5 tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci (Mt 14, 13-21). Dla szyderców i bluźnierców jest to bajka...

   Eucharystia sprawiła moją przemianę; z ciała mającego duszę na duszę z małym ciałem. Stało się jasne, że mam stanąć w obronie jedynie prawdziwej wiary katolickiej. Zarazem pojawiło się pragnienie odczytania intencji i odmówienia modlitwy (1.0-1.5 godz.), co zrealizuje się w czasie towarzyszenia grającym w piłkę nożną. Ciałem byłem na meczu, a duszą towarzyszyłem Panu Jezusowi w Bolesnej Męce.

   Wrócił wstrząs związany z czytaniem napastliwego wpisu profesora Hartmana na swoim blogu, bo „To nie krzyż jest w Polsce profanowany, lecz święty dla ludzi dobrej woli znak tęczy!Dali mój komentarz jako Teista!  Zważ, że teraz znakiem prześladowanych jest kolorowe płótno (nie tęczowe, bo brak indygo).

   Rodzi się pytanie; czy kolorowe płótno może zbawić jakąś duszę? Większość nie wie, że posiada duszę, a reszta neguje jej istnienie. Uważają, że po śmierci spotka ich los; kotka, pieska i karalucha. W dobie internetu nie docierają...nawet do profesora dalej trwające cuda. Jest to wynik zaślepienia powodowanego przez upadłego Archanioła o nadprzyrodzonej inteligencji.

    Wprost pragnę błagać profesora, aby zszedł z tej drogi, bo gubi siebie i swoich fanów. Można powiedzieć, że jest mordercą duchowym, który gubi siebie i innych...nawet podrostków. Nie widzi tego, bo ma czarną maseczkę na oczach.

   Szczególnie w tym wpisie widać demoniczny amok, który świadczy o jego opętaniu intelektualnym (inteligencja jest opanowana przez Bestię). Najgorszy człowiek nie pisałby w ten sposób jak profesor, któremu wydaje się, że „czyni dobro”, a jest tylko „ręką piszącą” i tuż po przebudzeniu pragnie atakować Stwórcę swojej duszy. Sam nie wyjdzie z tego, bo Szatan zna jego wartość w gubieniu dusz.

    To groźny stan i polityka.pl powinna rozstać się z jego czynieniem „dobra”, bo ateizm (brak łaski) nie oznacza szału Szatana, który znalazł sobie wykonawcę. Ktoś może pozwać portal do sądu (TVN zapłaciła karę za Kupę Wojewódzkiego), który też myślał, że wszystko mu wolno.

    Jako wyznawca ideologii (wg profesora jest nią wiara katolicka) żądam swoich praw, bo my jesteśmy dyskryminowani...tak było za czasów „Nie” oraz „Faktów i mitów”. Zobacz określenia autora blogu;

1. „Agresywne epatowanie krzyżem”. Profesor w krzyżu nie widzi znaku odkupienia i dalej krzyczy jak Żydzi, aby uwolnić przestępcę Barabasza! Wymienia przy tym poczynania hierarchów Krk (odpowiedzą za swoje czyny przed Bogiem), a sam oszukany przez Bestię wpadnie prosto do Czeluści.

   Nie ma Boga to nie ma Piekła, a kto to głosi jest głupi. Mądry jest tylko wyznawca nowej religii, która może rywalizować z makaroniarzami (pastafarianami). Proponuję podobnie „śmieszną” nazwę tej wymyślonej wiary; Kościół Kolorowych Szmaciarzy.

2. Od tysiąca lat niszczone jest to, „co tutejsze”. Prosi się pytanie; gdzie jest Pana ojczyzna? Niech Pan wróci do Izraela, bo tam już Boga nie ma.

3. „Zdaniem chrześcijan wszystkie ludy powinny ukorzyć się przez krzyżem i Jezusem Chrystusem”. To wyraźne działanie Antykościoła z chowaniem się za kolorowa zasłoną. Wyraźnie wpychani jesteśmy do kruchty, a profesor ogłasza siebie „królem”, któremu wszystko wolno...w tym paradowanie po mieście. Na świecie jest tylko garstka wyznawców Zbawiciela, ale to nie znaczy, że mamy być dyskryminowani…

                                                                                                                           APeeL

 

Aktualnie przepisane

03.09.1991(w) Miłość bez słów...

Odnajdziemy się w m i ł o ś c i...

    Wybija północ, a ja wołam; „w Imię Ojca i Syna i Ducha Św. proszę o błogosławieństwo dla żony, bo dzisiaj są jej imieniny". Wskoczyłem pod kołdrę i odmawiałem część radosną różańca.

    Po zejściu z dyżuru w pogotowiu (przed pracą w przychodni) o 7.30 przybyłem do żony z kwiatami, ale tam złość. Syn nic nie podarował, a córka była wyszykowana do wyjazdu na Litwę...też zła. Połączyłem ich dłonie, a żona powiedziała do niej, że; „nikt tak nie kocha jak matka”. Łzy zakręciły się oczach.

   Tutaj zauważę, że wiara może powodować rozdźwięk w małżeństwie...żona pragnie utrzymać czystość i z trudem tłumaczę jej błędność tego stanu. Zły w okresie, gdy małżonkowie mogą być razem sprowadza kłótnie, a w okresie potrzeby wstrzemięźliwości daje pokusy! Jest jasne, że są małżeństwa, które mają zadanie życia w świętości...

   W przychodni praca nie szła, trwała pustka w sercu z brakiem radości w niesieniu pomocy...nawet zawołałem; „Matko pomóż”. Po tym okrzyku odruchowo przerzuciłem fale radiowe i trafiłem na piosenki miłosne z mojej młodości.

   Do serca wpadły słowa; „co mi dasz?...ja Ci kwiaty, Ty mi śmiech i w miłości odnajdziemy się”! Zobacz co oznacza pomoc Nieba! Z wielkiego ucisku w sercu pojawiła się wielka tęsknota, chęć płaczu, łzy, które musiałem ukrywać przed pacjentem; „poznaj smak rozstania, zobacz jak tęsknię za duszami”. Wejdź jeszcze i posłuchaj Loreena McKennitt „Tango to Evora”…tak zmieszał się tamten i ten czas (31.07.2020)

    Tak, tak...każdego dnia inne doświadczenie, inne cierpienie, całkowicie niewidoczne zewnętrznie. Ciekawe co powiedziałaby pani psycholog na moje cierpienie; „tęsknotą za Panem Jezusem?” Tak ładnie radzi w audycji radiowej. Teraz pacjentka mówi;

- Ojciec opuścił nas, gdy byłam malutka...nigdy go nie szukałam, bo pił!

- Co będzie, gdyby Ojciec Niebieski przyłoży do pani taką miarę na Sądzie. To przecież była próba; czy pani drgnie. Jeżeli ojciec żyje i jest w poniewierce? Dałem jej adres Centralnego Biura Adresowego.

    Napływają podarunki; torba wielkich kani (co z tym robić?) oraz oraz książeczka od matki zakonnicy (Jezus Miłosierny oraz „Droga Krzyżowa”).

   Sprawdził się sen; pociąg – wyjazd córki oraz krzyż i zakonnica - ten podarunek. Kanie przydały się, ponieważ odwiedziła nas moja siostra, która je lubi. Dołożyłem jej książeczkę z wizerunkiem Pana Jezusa Miłosiernego.

    Sprawdziło się też wykopane złe jedzenie, bo przeholowałem...także z kieliszkami. 

                                                                                                                                   APeeL

 

04.09.1991(ś) Matka Boża jest ze mną...

    W śnie pojawił się obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, a w tym czasie zbudził mnie ostry dźwięk budzika żony wstającej na Mszę św. Ponownie napływa; „wol­ne”...jakby przypomnienie. To już pewność. Chodzi o wolny dzień w przychodni za nadgodziny z późniejszym dyżurem w pogotowiu (od 15.00).

    W drodze na dyżur odmawiałem cz. radosną różańca. Nagle „ujrzałem” czystość królującą w Królestwie Niebieskim, która przenika wszystko. W tym jest czystość Najświętszej Maryi Panny, której szczytem było poczęcie Jezusa...z Ducha Świętego („Dziewica teraz i zawsze”).

    Ta czystość jest wzorem na nas, także małżeństw, bo świat głupieje na tle seksu. W przyszłości wzorem dla mnie będzie św. Józef z białą lilią do którego będę uciekał się w pokusach. Szczególnie napływają, gdy jestem w stanie łaski, podobnie jak żona i w tym stanie modlitwa otwiera Niebo, bo w sensie ziemskim jesteśmy świętymi!

   Zły wie o tym i wszystko robi, abyś upadł. Dlatego później zabiorę na działkę wodę święconą z klasztoru s. Faustyny. Obawiam się, że zły „rzuci mnie w kierunku żony” - nie chcę tego.

    W modlitwie przeszkadzają znajomi ludzie i nagły wyjazd do nieprzytomnej. Nie planowałem tego, a w czasie przejazdu w uniesieniu odmawiam modlitwę. Podczas zawracania karetką zauważyłem piękną figurę Matki Bożej Niepokalanej. To jakby podziękowanie od Matki za przyjęcie tego wyjazdu w sercu.

    Dzisiaj w pogotowiu jest spokojnie...nawet mogę modlić się na ławeczce. Ponownie wyrywają do babci w innej wiosce, gdzie mijamy taką samą figurę Matki Bożej. „Wołam” do Pana Jezusa o Miłosierdzie dla dusz oziębłych; „Panie Jezu, one nie wiedzą, że Jesteś. Bądź dla nich szczególnie wyrozumiały”!

   Dzisiaj modlitwa płynie sama - ja pracuję, a dusze modli się. W ręku mam książkę; „Matka Boża w moim życiu”, gdzie są słowa do mnie; „Jestem z tobą, Ja ciebie wybrałam, Bóg mi ciebie dał, pozwól się pokierować. Staraj się być coraz mniejszy, w twojej małości będzie twoja moc. Codziennie rano staraj się być bliżej Mnie. Będę zawsze z tobą – zaufaj. Staraj się być najpierw ze Mną. Nie lękaj się zła, moc Boża jest wielka. Ludzie zapomnieli o Mnie, mów im o Mnie”...

                                                                                                                                   ApeeL

07.09.1991(s) Jesteśmy poczwarkami...

    Tuż po północy machinalnie przeżegnałem się, ze wstydu odwrócony do wizerunku "Jezu ufam Tobie” (objadam się i piłem alkohol do lustra). Nagle napływa ostrzeżenie; „natychmiast przerwij to jedzenie i picie!" Naprawdę przestraszyłem się i rzuciłem wszystko, nawet kanapkę w środku jedzenia!

   Dopiero teraz przypomniałem sobie, że podczas wieczornej Mszy św. zawołałem; „Panie Jezu daj zawsze mocny znak, że to próba...zawołaj”! To była piękna Msza św. i wstrząsające przeżycia, a ja jak faryzeusz żydowski skończyłem post o północy i rzuciłem się na jedzenie i picie w nagrodę!  Pan Bóg nie lub takich czynów, których dobro wyznacza północ jako próg dnia.

    Teraz jadę do pracy, na odchodne pocałowałem żonę ze słowami; „Pan jest Dobry” i w uniesieniu zawołałem; „Panie Boże, Wielki Boże, tyle dobra zaznaję” powtarzając wkoło o sobie; marność nad marnościami!

   Przypomniała się wczorajsza Eucharystia, w kolejce stałem za bardzo wysokim osobnikiem i pomyślałem, że Matka Boża mówi do mnie; „masz być mały...coraz mniejszy, malutki!” Każdy wie jak trudno jest stać się takim i zrozumieć swoją marność, ale nie ujrzysz z tego bez Światła Bożego! W każdym z nas jest poczucie godności i trudno się uniżyć. To poczucie godności powoduje, że staramy się pokazać swoją ważność, swoje ja.

    W tej łączności ze światem nadprzyrodzonym demon zaskoczył mnie (w najmniej spodziewanym momencie); wyjazdem poza kolejką (za kolegę), a miałem chęć na picie kawy i modlitwę z dyskusją („nawracaniem”), która wywołuje odwrotny efekt.

    Po wszystkim stwierdzam, że na takie ataki jest tylko jedna rada; modlitwa, bo wówczas milczysz i nie dyskutujesz, a zły traci moc. Pies szczeka, a człowiek nie zwraca na niego uwagi. Dopiero teraz padłem na kolana, a w tej sekundzie weszła dyspozytorka. Nie mamy telefonu z pokojem lekarskim.

   W tym czasie w programie katolickim pokazywano dzieci głuchoniemych...dzieci wskazują na Pana Jezusa poprzez Jego rany na krzyżu. Miłość Boża sprawia, że w oddaleniu nasila się tęsknota za Bogiem, a to odsuwa znużenie.

   Wczoraj miałem chęć posiedzieć w kościele, ale kościelny spieszący się do swojego gospodarstwa na odległej wsi wyganiał brzękiem kluczy. Wielokrotnie chciałem zwrócić mu uwagę jako ateiście, ale dzisiaj wiem, że podobnie dzwoni do takich Bóg Ojciec.

    Na wyjeździe mówiłem, że w każdej sprawie trzeba zgłaszać się do Matki Bożej. Podczas powrotu z wyjazdu przypomniał się przekaz o kobiecie z krwotokiem po porodzie, która psom wyrzuciła 5-miesięczne dzieciątko. Jak taką ma sądzić Trybunał Boży?

   Nagle odeszły kuszenia, nie ma rozdrażnienia z uciskiem w okolicy serca, które zalewa radość i słodycz, a tego nie można przekazać. Na dodatek towarzyszy mi piękna melodia z poczuciem łączności z Panem Jezusem.

   Teraz oglądam audycję o zniszczeniu Sodomy i Gomory, gdzie królował homoseksualizm i różne wypaczenia erotyczne. Przepłynęły obrazy z mojego życie erotycznego, a smutek zalał serce, padłem na kolana i odmówiłem „Biczowanie Pana Jezusa”.

    Z „Apelu Miłości” padną słowa; „Wszystko ci przebaczam. Jesteś Moim za cenę Mojej Krwi i tobą chcę się posłużyć, aby zbawić wiele dusz, które tak drogo Mnie kosztowały. Nie odmawiaj Mi niczego”.

   Nieprzypadkowo obejrzę film o p o c z w a r k a c h...z obrzydliwości powstaje przepiękny motyl! Nie wiadomo skąd na moich spodniach znalazłem mocno trzymającą się poczwarkę. Dla mnie jest to jasne; tak z naszego grzesznego ciała ma wylecieć święta dusza (piękny motyl).

    Podczas modlitwy zalała mnie cichość i marność. Natomiast teraz mówię; „szanuję pana jako ateistę, ale po śmierci żyjemy...jesteśmy, a pan krytykuje Kościół Boży, a bez niego nie można otrzymać Eucharystii; przepustki do Nieba". Pracował jako policjant i w służbach nie powinna być nakazu bezbożności. Nasze życie jest niepewne. Mówiłem to spokojnie i zdecydowanie, zarazem ostrzegałem przed szatanem i jego sztuczkami.

   Z „Apelu Miłości” popłyną słowa; „Do grzeszników musisz odnosić ze współczuciem, a nawet ze słodyczą i modlić się za nich". Jakże to wszystko jest jasne. Przykładem jest obmawiająca nas wstrętna sąsiadka! Trzeba ją błogosławić i dziękować Bogu Ojcu za taką próbę, bo On patrzy co zrobisz.

   W ciszy serca módl się za nią i przyjmuj w jej intencji św. Hostię, nigdy się nie tłumacz, czyń swoje, bądź szczególnie dla niej grzeczny/a i wyrozumiały/a...obejmij ją swoim sercem, szczególną miło­ścią Jezusową - większą niż do własnych dzieci! Zrobisz to, a otrzymasz oklaski w Niebie! Łatwo tak się radzi, ale trudniej to wykonać!

                                                                                                                              APeeL

 

08.09.1991(n) ZA ZIEMSKIE SIEROTY…

    Na kończącym się dyżurze w pogotowiu zrywają (5.00) do straszliwego wypadku; samochód ściął słup linii elektrycznej. Po drodze płynie modlitwa różańcowa, bo dzisiaj jest dzień Narodzin Matki Pana Jezusa. Napływa Joachim...Anna...wędrujący obraz Matki Boskiej Częstochowskiej...właśnie wnoszą go do mojego mieszkania! Łzy zakręciły się w oczach.

   Z trudem wydobywamy z samochodu połamaną dziewczynę, a obok samochodu leży pijany i trzęsie się z zimna (tylko 4 stopnie C.). Ponieważ uciekłem od pierwszej chwilki tego dnia do Matki Bożej...wszystko układa się dobrze. Ruszamy z chorymi, zawiadamiam policję ("hieny” wg Szatana).

   Teraz w świetny sposób przeszkadza mi w modlitwie. Wczoraj przyniosłem do pracy zdjęcie Stalina z Bierutem. Wódź w pięknym białym mundurze („ojciec" ludu) i teraz ten obraz wpuszcza w myśli, a to wyklucza nawet wypowiedzenie; „Zdrowaś Maryjo”!

    Próbuję na różne strony, ale to przypomina przyklejenie plastra na czoło przy zawiązanych rękach!  Szatanowi pomaga sanitariusz, bo będzie okazja popatrzeć na pięknie zbudowaną pacjentkę. Zważ na moje męki duchowe. Z całą mocą przyzywałem w myślach wizerunek Pana Jezusa Miłosiernego z wypływającymi z Jego Serca promieniami. Wierzę, że „ojciec narodu” przebywający w Czeluściach spłonie dodatkowo w moich myślach...nawet widzę jego zwęglony kawałek.

   Pod szpitalem prawie wołam do Nieba i nagle zrozumiałem, że dzisiaj jest wielki dzień dla mnie - narodziła się Matka Zbawiciela...to początek mojego zbawienia! „Dzięki Ci, Boże Ojcze za ten d a r - za św. Narodziny Najczystszej Panienki, która otworzyła mi Niebo...to Ona, Panna Panien, Niewiasta Niewiast, Matka Matek, Niewinna z Niewinnych, Czysta z Czystych...połączenie Prostoty i Cichości.

   To Ona, Matka moja Jedyna ma dostęp do Ciebie, Ojcze mój - dla Niej i Syna Swego uczynisz wszystko! Ty, Ojcze mój nie odmówisz Im niczego o co poproszę. Może to Mateczka wyprosiła u Ciebie, Ojcze dar wiary dla mnie? To Jej będę wiecznie wdzięczny. Dziękuję już teraz”...

    Dusza pragnie czystości, a ciało przyjemności. To walka między miłością ziemską do żony i miłością duszy do Matki! To konflikt, który będzie trwał do końca życia. W smutku zawołam; „Matko. Matko...całe życie byłaś czysta...tyle masz czystych kapłanów!”

   Wyjechaliśmy do kościoła, ale nie tam, gdzie miałem trzykrotne wezwanie (inny kościół). Teraz jesteśmy w próbie wynikającej z przewagi woli własnej...zbyt głośno i jasno, bo zajechaliśmy na odpust, a to raczej jarmark.

   Narasta rozdrażnienie, ale wołam; „Matko to dla Ciebie w intencji wczorajszych pogan...daj im promyk wiary, daj ulgę w złości serca, proszę”. Dziwne, ale wypada właśnie modlitwa przebłagalna; „za pogan”. W czasie słów o Duchu Św. spojrzałem na 11-letniego Jezusa w Świątyni Jerozolimskiej, a dreszcz przepłynął przez moje ciało!

    „Matko dzisiaj Twoje urodziny...tam powinienem być, gdzie wezwałaś mnie do narodzin dla Nieba...przyjmij mój pobyt tutaj!” Stoję i odmawiam rozszerzoną cz. bolesną różańca i w tej modlitwie przeważa dzisiaj wołanie do Matki. „Co robiłaś podczas Ostatniej Wieczerzy? Jaki smutek zalewał wówczas Twoje Serce?

      Gdzie byłaś Matko, gdy Jezus modlił się w Getsemani, a gdzie podczas Jego poniżania w ciemnicy, a gdzie podczas biczowania? Biskup mówił o „zatrutym ziarnie”; mass mediach, złych kandydatach do parlamentu (jest za zabijaniem - nie wybieraj!).

    Później wrócą delikatne natchnienia; Matka i Czystość, a ja w tym dniu nie posłuchałem próśb o zachowanie czystości. Zobacz naszą nędzę. Czego można żądać od innych? Wieczorem będzie program o dyskryminacji rasowej, a przecież to trwa dalej u nas.

    Skarżysz się do „niezależnego” sądu, a wszędzie są sami swoi, towarzysze; sędzia czerwony, ławnik czerwony, sekretarka czerwona i woźny czerwony! Wypiłem kilka kieliszków, a zły kieruje mnie w kierunku mafii! Nic nie dało przełączenie kanału, bo tam był program wspomnieniowy o Jonaszu Kofcie z jego piosenką „Radość o poranku”...„Jak dobrze jest rano wstać”, a gościa jeszcze o 11.00 trudno było obudzić.

    Żartował też z czerwonej mafii i to w rządzie; „To wszystko mafia”…”Kiedy napiszesz. Niewinnego coś w klozecie. Mafia odczyta. Zapamięta cię i zgniecie (...) Nerwowo drżę. Chcą mnie wykończyć Zbuntowanego. (…) To wszystko mafia. Że nawet szóstka w totolotka się nie trafia”…

    Jako rodzynek trafił się Jan Pietrzak. Nagle przeniknąłem serce tego wielkiego Polaka! Tak chciałbym napisać do niego. Czuję jego smutek i zaślepienie w konflikcie; Wałęsa-Rutkiewicz-Pietrzak...mafia włożyła między nich drewniany kołek! Pan Bóg, Jezus i Matka zawsze są przy słabych.

    Podczas śpiewu Murzynów w kościele stwierdzam, że oni też są s i e r o t a m i ! Tak, to sieroty ziemskie, ponieważ nie mają Matki Prawdziwej! Czy ja mogę normalnie oglądać telewizję? Inna piosenka; „ty sam o sobie nie wiesz nic!".

    To wielka prawda, bo tylko Pan Jezus zna nas i nasze dusze. Tylko On może dać nam łaskę odmiany, tylko Jego prowadzenie może nas odmienić. Naprawdę sami niewiele możemy, a to jest już teren Mądrości Bożej!

    Przepisuję to, a do mieszkania ostro zadzwonił młody człowiek "zbierający żywność" (tak robią narkomani). Dziwne, w ręku miał torebkę cukru. Powiedziałem mu, aby podał adres...podjadę do niego i pomogę, bo po domach nie wolno chodzić. Podał ulicę, której nie ma u nas. Poszedł dalej, gdzie był przeganiany.

   Ja w tym czasie popłakałem się przy piosence Enrico Macias Zingarella, gdzie wstrząsająco tańczy Gina Lollobrigida oraz Je suis resté fidèle (Pozostałem wierny...) Posłuchaj jeszcze; Loreena McKennitt „Tango to Evora”, a nie pożałujesz…

        Tak zmieszał się tamten i ten czas (31.07.2020)...

                                                                                                                                   APeeL

 

 

    W śnie znalazłem się w ciemnym pomieszczeniu, gdzie spotkałem moją matkę chrzestną, która miała na sobie piękny góralski serdak (mieszkała w Zakopanem, ale zmarła i została pochowana w Gdańsku). Nawet nie powiadomiono mnie o jej śmierci. Jej dusza została zapomniana, ponieważ rodzina jest niewierząca...przybyła po wsparcie duchowe do mnie.

   Takie dusze nigdy nic nie mówią, ale o prośbie świadczyło przebywanie w ciemności i brzydkim pomieszczeniu (w moim zrozumieniu jest to jakaś część Czyśćca). W kościele dwa razy wzrok zatrzymał Pan Jezusa Miłosierny...chodziło o dodanie duszy ojca chrzestnego.

    W ich intencji poświęciłem poranną Mszę św. z Eucharystią, która ułożyła się w laurkę i zamieniła w łódź. Jest to zawsze znak podziękowania i ochrony. Natomiast podczas nabożeństwa do Matki Bożej (z okazji pierwszej soboty) w zawołaniach litanii prosiłem za ich dusze z przekazaniem błogosławieństwa Monstrancją.

    Wiedziałem, że mam wrócić do Domu Pana wieczorem, bo ten dzień pragnę poświecić w intencji prześladowanych, ponieważ chciano zabić proroka Jeremiasza za przekazane od Boga Ojca ostrzeżenie (Jr26, 11-16,24). Powiedział im odważnie;

    „Ja zaś jestem w waszych rękach. Uczyńcie ze mną, co wam się wyda dobre i sprawiedliwe. Wiedzcie jednak dobrze, że jeśli mnie zabijecie, krew niewinnego spadnie na was, na to miasto i na jego mieszkańców.”

   Słuchałem tego zdziwiony, ponieważ sam jestem taką ofiarą (śmierć cywilno – zawodowa)...z celowym nękaniem od 12 lat. Nic się nie zmieniło w boju o Prawdę. Na ten czas psalmista wołał do Pana w Ps 69(68); „W Twojej dobroci wysłuchaj mnie, Panie (…) wybaw mnie od tych, co mnie nienawidzą (…)”.

   Natomiast Pan Jezus wskazał; „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowania dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie”, a Ew. (Mt 14, 1-12) dotyczyła relacji z bestialskiego zamordowania Jana Chrzciciela.

    Wyszedłem wcześniej na Mszę św. wieczorną, aby w tej intencji odmówić moją modlitwę i przyjąć ponownie Eucharystię. Cały dzień serce zalewał smutek, który wyjaśniło odczytanie tej intencji...                                                                                                                     

                                                                                                                               APeeL

 

    Miałem już nie wchodzić na blog Jana Hartmana (www.polityka.pl), ale profesorowi znowu się pogorszyło i 30.07.2020 dał elaborat; Tęcza i krzyż. Kto tu profanuje? Napisałem tam komentarz (Teista), który zmieścili (opis jest w następnym świadectwie)...

      Zarazem przypomniał się wcześniejszy bój duchowy - jako przykład walki Światła (Prawdy) z ciemnością - na tym blogu po wpisie profesora z dnia 13.12.2019 r. dotyczącym krzyża Pana Jezusa. Tam we wstępie napisałem; Nie ma Boga oprócz Jahwe. Dlaczego uparliście się na atakowanie Prawdy...

@kormoran poczuł się kaznodzieją politeistą, naucza z miłością i wygania mnie z tego blogu;
– wmawia mi, że podniecam się innymi wiarami
– Kościół Boga nazywa organizacją religijną i wymienia całe zło, który uczynili śmiertelnicy wciśnięci do hierarchii…przez Szatana
– ja jestem tam z przyzwyczajenia, niewiedzy (co ma wiedza do łaski wiary?) i ze strachu przez współwyznawcami (tak jest u bolszewików i w islamie, a także u św. Jehowy)
– obraża przy tym dzikie ludy z Afryki
– nie daje na tacę, a krzyczy o złodziejach w sutannach…

pombocek odpowiedzi dla jakub01 - okazuje się bardzo groźnym wrogiem wiary katolickiej. „To nie jest żadna religia pokoju tylko wiara w mściwe, sadystyczne, megalomańskie i homofobiczne bóstwo /../”.

    Dale trwał jego demoniczny atak na wyznawców Boga Objawionego, którzy jako bojownicy są ślepawi na jedno oko. Z takimi nie wolno dyskutować, bo mają inteligencję od Przeciwnika Boga (opętanie intelektualne). To racjonalista, który wszedł w walonkach na teren święty i z samego siebie zrobił bożka. „Jezu zmiłuj się, bo nie wie, co pisze!”                                         

@Niezapominajka wiarę w Boga Objawionego zmieszała z resztą wierzeń, a zarazem chce wszystkie zdelegalizować. Wówczas nastąpi pokój na wieki wieków. Nie wie, że w gułagu, którym jest ziemia z jej „właścicielem” Czarną Bestią…większość jest zniewolona.

    Prawdziwa Wolność oznacza oddanie swojej wolnej woli Bogu Ojcu...nawet przykuty do skały jestem wolny! Wobec stwierdzenia, że „jestem sfanatyzowany i rwący się do rozszarpywania przeciwników, czy urojonych heretyków”...pomodlę się za Ciebie.

@mopus1112 napisał; „Mnie, ateistę krzyż ani ziębi, ani grzeje. Tego typu akcja podgrzeje tylko niepotrzebne emocje, uzbroi wszelkiej maści kołtunów w oręż do obrony polskości, wiary, kościoła etc.
Straszą nas ważniejsze problemy niż te wiszące w sejmie dwie skrzyżowane deski.”
    Proszę Cię, nie powtarzaj po posłance Joannie Senyszyn, że najświętszy znak na ziemi to „dwie skrzyżowane deski”.

@Kormoran i Koszyk wykładali to samo; „Chrześcijaństwo nie potrafi pokojowo współistnieć z innymi religiami”. Nawrócą się już niedługo na islam...przy pomoc miecza. Wskazałem, że wyznają bożka; własną głupotę duchową.

@gps 55 Rani go „Krzyż w przestrzeni publicznej”, ale toleruje profanację Mszy św. oraz procesję Eucharystyczną z boska waginą

@jakub01 jako „islamista” głosi, że nie ma boga prócz Allaha, a Mahomet jest prorokiem.

    Mnie to jako  w i e d z ą c e m u, że wszystko jest prawdziwe w Kościele katolickim - nie przeszkadza. Prawdy dowiesz się po śmierci, ale będzie za późno. Jesteśmy na zesłaniu…za karę nasze dusze są dołączone do ciał fizycznych. Rozrywa to śmierć. Zostaw ten dziki świat, gdzie króluje; władza, złoto i seks.

   Nie wiesz o tym i szukasz przyczyn zła, a Apokalipsa już trwa! Zawołaj do Nieba, a – w twoim języku, bo jesteś „robaczkiem-nieboraczkiem” – odpowiedzą Ci. Tylko nie szydź. Spróbuj, co Ci szkodzi. Jak to uczynić? Normalnie; jak dziecko swojego tatusia!

@Antyateista pisał, że „wierzę w religijne bajki i gusła” oraz w stosowanie zacofanych dogmatów wiary katolickiej przez guślarzy kościelnych. Trzeba mieć nadprzyrodzoną inteligencję w czynieniu zła, aby tak pisać, a dodatkowo mieszać w głowach maluczkich, że 90% parlamentarzystów to lobbyści kościoła.

   „Polska jest watykańskim kondominium...zacofana, intelektualnie biedna i całkowicie zależna od watykańskiego okupanta”. Ponadto spojrzenie na krzyż (wielka łaska) wywołuje strach przed „grzechem i karą”.

   Piszesz to w demonicznym transie. Moje zalecenie jest proste; „Nie piłeś nie pisz”, bo czas płynie, fikniesz niedługo i zdziwisz się, że masz duszę. To samo wykłada @waldi-14 który potwierdza nasze istnienie w momencie śmierci i słusznie pyta; „Czy, walcząc z krzyżem, rzeczywiście myśli się, że wygra z Bogiem?

   To wszystko wyjaśnił Pan Jezus w Ew (Mt 11,16-19): „Z kim mam porównać to pokolenie? Podobne jest do przesiadujących na rynku dzieci /../”, bo Jana Chrzciciela określono opętanym, a Syna Człowieczego żarłokiem i pijakiem, przyjacielem grzeszników i celników!

 

 

„Dla braci moich stałem się obcym”…

    Po krótkim śnie zerwałem się na dodatkową Mszę św. w intencji wczorajszej; za grube ryby i dusze takich. Trwa bowiem atak opętanych „grzechem sodomskim” czyli współżyciem seksualnym między osobami tej samej płci lub różnych płci, ale wbrew naturze...

   Szatan zalewa zgniły zachód swoimi pomysłami; podsuwa wypaczenia z późniejszym obnoszeniem się ze swoją grzesznością i nienawiścią do głoszonej czystości, miłości małżeńskiej i życia wg Praw Bożych. Ponieważ nasza wiara mówi Prawdę - i nie układa się dla demonicznego dobra - dlatego jesteśmy szczególnie znienawidzeni i atakowani w różny sposób.

    Właśnie na Mszy św. porannej Pan skierował proroka Jeremiasza, aby na dziedzińcu domu Pańskiego przekazał ostrzeżenie (Jr26,1-9): <<Jeżeli nie będziecie Mi posłuszni i nie będziecie postępować według Prawa, które dla was ustanowiłem, i jeśli nie będziecie słuchać słów moich sług, proroków, których nieustannie do was posyłam (…) to miasto uczynię przekleństwem dla wszystkich narodów ziemi>>. Za słowa Prawdy Bożej lud chciał go zabić!

    Czym różni się to działanie od wyczynów sodomitów, którzy podszywają się pod Miłosierdzie Pana Jezusa; grzeszysz świadomie i liczysz na przebaczenie. Umierasz tej nocy i wpadasz do Czeluści. Bestia wie o tym, a ja to ujawniam.

   Czy nie widzisz mocarzy, a nawet bożków ziemskich (Kim Jong Un), który „nie wypróżnia się”. Wreszcie ujawnili, że na całego trwa u nich pandemia i Kim z rakietami jest śmiertelnie przestraszony. Taki mocarz, a boi się czegoś niewidzialnego.

   Przy tym neguje istnienie Boga, a przez to także Szatana, któremu nieświadomie służy. Jeszcze niedawno śmiał się i klaskał przy każdym udanym starcie rakiety atomowej. Nie ma pojęcia, że wpadnie do Czeluści...morduje dalej bezwzględnie całe rodziny śmiejące się z niego.

   Właśnie trafiłem na dyskusję w TVP Info („Jedziemy” Rachonia), gdzie przedstawicielka SLD wyraźnie opętana intelektualnie łamała czterech dyskutujących. Nie wolno takich zapraszać do studia i prowadzić dysputy, bo ich inteligencja płynie wprost od Szatana (w czynieniu zła i jego argumentowaniu).

   Nie da rady nawet wiedzący o tym, że wszystko jest prawdziwe w Kościele katolickim. Przecież nie przegadasz Joanny Senyszyn, Jerzego Urbana, a nawet Julii Pitery. Jak można patrzeć na sprawy ziemskie bez Światła Bożego? Do czego wówczas dojdziemy?

    U nas, w kraju katolickim dyskryminowani „spółkujący inaczej” profanują największe świętości; Mszę św. i procesję z Eucharystią, a w paradzie grzeszności noszą waginę na patyku ze wstążkami. Nawet naszą flagę zamieniono na szmatę...

    Przebił ich wcześniej Kubuś Parchatek wkładając ją w kupę. Później określano go Kupa Wojewódzki. Starzeje się w oczach, rośnie mu dolna szczeka, a cały czas udaje młodzieniaszka pewnego siebie, ale chodzi z ochroniarzami (2 tys. za godzinę).

   Cóż da mu ta ochrona, gdy prosi się o śmierć i to wieczną. Trzymają go w TVN ze względu na tatusia Bogusława Wojewódzkiego, prokuratora biorącego udział w prowokacji w Bydgoszczy. W tym czasie psalmista wołał w Ps 69(68);

       „Liczniejsi od włosów na mej głowie są ci, którzy mnie nienawidzą bez powodu.

        Silni są moi prześladowcy, wrogowie zakłamani, czyż mam oddać to, czego nie zabrałem?

   Pan Jezus musiał ujść z Nazaretu, gdzie nie mogli pojąć skąd Jego nauczanie w synagodze (Mt13,54-58). Tak jest też obecnie, bo jako lekarz budzę kontrowersje; przecież to ten, który pił wódkę i grał w pokera, a pamiętasz co wyczyniał? Skąd u niego to wszystko...to nawiedzenie, fluidy, wreszcie urojenie i ostatecznie psychoza.

    W tej intencji wróciłem na nabożeństwo do Krwi Pana Jezusa oraz na Mszę św. wieczorną. Ten dzień duchowo kończy się zapaleniem lampki pod krzyżem Pana Jezusa...przypomniał mi o tym mój Anioł, gdy wracałem samochodem do domu. Radość sprawiły pięknie rosnące bratki...

                                                                                                                             APeeL

 

Aktualnie przepisane...

06.09.1991(pt) Sens naszego cierpienia...

    Po północy na dyżurze w pogotowiu pomyślałem o modlitwie, ale napłynęły szatańskie rozproszenia; „ciekawe czy będzie czynił to pod kołdrą?” oraz śmiertelna senność, a po padnięciu na kolana zatroskanie Bestii, bo „nie wolno lekceważyć zdrowia!” Podłość tego szczura nie zna granic. Nigdy nie da takiego ostrzeżenia przed piciem wódki!

    Teraz jestem z Panem Jezusem podczas Jego Bolesnej Męki i właśnie przeżywam Jego biczowanie. Nagle zrozumiałem, że podczas największych tortur trzeba być z Panem Jezusem („przylgnąć do Jego męki”). Ja modlę się, a dyspozytorka czuwa; wierzy w moją winę i w czynienie dobra! Później Bestia zaleci, aby jednemu z patriotów powiedzieć, że „jeszcze w trumnie będzie patrzył w moją stronę”.

    Towarzysze wymyślali „wrogów ludu” (bраг народа), a raz uznany za takiego...już się nie wyplączesz, bo po czasie „obserwacji” byłeś likwidowany. Nikt nie bawił się w pozory, nie kryło się aktywistów, bo tow. Stalin mordował nawet najbliższych i swoich oficerów.

     To nie koniec ataku, bo kolega będący na kolejce wyszedł, a wezwano do wypadku. To zarazem była próba dla mnie, bo cierpienie niezasłużone trzeba przyjąć w sercu i ofiarować; ”Jezu mój! Matko dla Ciebie będę dzisiaj pracował...nikomu nie odmówię!”

    Starsza pacjentka powiedziała, że zazdrości mi łaski wiary, a ja odpowiedziałem, że nie chowam tego daru...właśnie tłumaczę jak postępować w cierpieniu, bo "pani chce strzelać z tego powodu do Nieba!” Natomiast porzuconej przez męża zaleciłem wołanie do Matki, a nigdy tego nie robiła!

    W tym czasie pacjenci podstępem obdarowywali mnie; „oto torba, którą podała spotkana żona, aby zaniósł pan ją do domu”, a inny włożył pieniądze między karty. Tak tracę czystość, a w sercu ogarniam tych ludzi, bo na tym wygnaniu z Miłości Bożej (Niebieska Syberia)...jeden musi pomagać drugiemu i po czasie wszyscy mamy wrócić do Pana.

    W drodze do domu przy figurze MB Niepokalanej, która przyszła pod mój dom zawołałem; „Mateczko!” i poczułem, że uśmiechamy się do siebie. Kupiłem kwiaty pod krzyż, a w drodze na spotkanie z Panem Jezusem przypomniały się słowa kolegi, że nie wolno obierać tylko jednego kierunku. Jest odwrotnie, bo jest tylko jeden kierunek; Pan Jezus.

   Właśnie proszę o miłosierdzie dla dusz kapłańskich i zakonnych oraz o błogosławieństwo dla naszego kapłana, który wyjątkowo pięknie śpiewa i często mówi; „Panie Jezu dziękuję Ci za to, że nie jestem z większością - wówczas nie byłbym z Tobą...na pewno nie byłbym tutaj, u Ciebie”.

    Z zamkniętymi oczami zbliżyłem się do Rany Boku Zbawiciela, a przez ciało przebiegł dreszcz. Ta św. Rana to Wielka Tajemnica...to Otchłań z łaskami w której zmieszczą się wszystko dusze świata! Nie można wyrazić tego błysku Światła Bożego.

    Teraz otworzyłem oczy, a Zbawiciel trzymający baranka mówi wprost do mnie; „paś baranki Moje!” Ja nie jestem kapłanem, ale jako uczeń Królestwa Bożego jestem „ojcem jakiejś rodziny”, którą mam prowadzić duchowo. Zawołałem; „Ty, Panie Jezu dotkniesz mnie i obmyjesz”.

    Podczas pieśni po Eucharystii; „Św. Boże, Św. Mocny, Św., a Nieśmiertelny” moja dusza otworzyła się na Majestat Stwórcy! Nawet odczułem strach, ponieważ nigdy nie uzyskam czystości godnej kontaktu z Bogiem Ojcem! Radość wróciła do serca po spojrzeniu na obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. To nasza ochrona przed „groźnym” Ojcem Prawdziwym!

   W drodze powrotnej odmawiałem moje modlitwy i zawołałem; „Panie Jezu, Ty ogarniasz wszystko i wszystkich...w Twoim Sercu jest miejsce dla każdego”. Nagle ujrzałem wielką łaskę zawołania przez Boga, a nawet poczułem „moją wartość” i zrozumiałem, że takich ludzi jest garstka. Oni gdzieś są, ale nie ma między nami komunikacji.

   Po latach spotkam podobnego do mnie, który nie czuje potrzeby przekazywania swoich doznań z dawaniem świadectw wiary na cały świat. Zarazem muszę pamiętać, kto mnie zawołał, a po latach zrozumiem, że wybrał.

    To są sekundy w których pragniesz oddania życia za innych...jak to wytłumaczyć normalnemu człowiekowi? Męczennicy powstają po to, aby nadal zbawiać świat i prowadzić go jak Pan Jezus ku Ojcu!

    Jak wielkie przebudzenie narodów powstało po zamachu na papieża, a w Polsce po zamachu na ks. Jerzego Popiełuszkę. Jak jednoczą ludzi takie ofiary...z czym można porównać moje odczucie, gdy lud śpiewał; „Ojczyzno ma”. Przecież jest to hymn mojej ziemskiej ojczyzny połączonej z Ojczyzną Niebieską!

                                                                                                                     APeeL