Wola Boga Ojca
  1. Jesteś tutaj:  
  2. Start

04.01.1991(pt) Umrzeć dobrze i godnie...

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 04 styczeń 1991
Odsłon: 363

 

  Telepatycznie odbieram myśli kierowane do mnie, a chorzy emanują złą energię...szczególnie na dyżurze w pogotowiu. Sprawia to niepokój, rozprasza myśli, uniemożliwia modlitwę. To jest dodatkowe udręczenie zawodowe.

    Z drugiej strony przydatne w odczycie, że żona wraca do domu (mogę nawet określić jej oddalenie). To dzieje się także w nocy: stąd mam sny "do przodu" (nie wiem jaki jest tego mechanizm).

    W snach przemawiał i przemawia do nas też Stwórca. Właśnie po przebudzeniu w wizji pojawiła się figura Pana Jezusa na krzyżu i piękna twarz Matki Bożej. Zarazem napłynęły obrazy kobiet wymęczonych porodami, ale rozradowanych ujrzeniem swojego dzieciątka. Jak pięknie Bóg to uczynił. Zarazem większość z nich nie dziękuje po porodzie Panu Jezusowi. 

    Dzisiaj w przychodni będą przesuwały się osoby mające różne znaki od zmarłych z rodziny.

- Mąż pojawił się w śnie...teraz pani wie (zmarł niedawno), ale wcześniej uśmiechała się pani, gdy mówiłem o życiu po śmierci.

- Do całkowicie głuchego dziadka przybyła zmarła babcia i przekazała mu, aby się przyszykował, ponieważ umrze niedługo i tak też się stało. Rodzina przekazała, że miał pretensją, że nikt nie słyszał tego, co mówiła do niego dusza zmarłej żony!

- Od 15 lat chodzę z różańcem na szyi...to moja ochrona! Jak sobie wyobrażam śmierć? Gromnica i modlitwy, we własnym łóżku! Tak sam pragnę umrzeć, a mówi to moja pacjentka.

   Dziwne, bo dzisiaj, gdy to przepisuję (27.09.2022) z kościoła wziąłem ulotkę dotyczącą naszej śmierci. Mamy także Matkę Bożą Dobrej śmierci. Jaka jest śmierć dobra? To ostateczne pojednanie z Bogiem, wizyta kapłana, modlitwy przy zapalonej gromnicy. Często na wyjazdach trafiałem do takich zmarłych.

   Ponadto śmierć ma być godna, ale ludzie chwalą nagłą. Później dziwi upadek z dachu, zasłabnięcie za kierownicą lub w WC odległego miasta, ale najgorsza jest na weselu (psuje dobrą zabawę).

    Mam jeszcze dwie wizyty. Dziwne, bo na pierwszej zetknę się z Panem Jezusem na krzyżu, a na drugiej z Matką Bożą...z nocnej wizji. To drugi dzień w którym jestem ledwie żywy.

    Pan pocieszył odprężeniem, bo w ręku znalazła się książka: "Byli świadkami Jego czasu" Gertruda Fusseneggera. Tam czytałem notatki Arystobula, który osobiście widział Jana Chrzciciela, Jochanana („Jahwe jest łaskaw”). Jakże piękny jest każdy dzień mojego życia...

                                                                                                           APeeL

 

 

03.01.1991(c)  Krzyk do Pana Jezusa...

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 03 styczeń 1991
Odsłon: 367

 

    Poczekalnia w przychodni i to przed moim gabinetem była  pełna "smutasów", "smętków", "narzekalskich" i "najbardziej chorych" nie znoszących czekania. Od tych ludzi płynęła tak zła energia, że trzęsły mi się ręce, a serce ściskał ból podobny do wieńcowego. 

    Na szczycie rozdrażnienia drzwi otworzył energicznie "czuj-czuwaj" lub "czajkowy"...od czajenia się. Ma sprawę, ale musi wykonać zadanie za które dostaje judaszowy grosz. 

- Proszę tak nie wpadać, przecież mogę całować się z pacjentką!

    Trafiła się też babcia skarżąca się na ciszę i samotność...

- Proszę przychodzić do mnie częściej, najlepiej o tej porze!

    Tłumaczę jej, że swoją samotność powinna przekazywać Matce Bożej, bo ja często proszę o chwilkę ciszy!

    Około 10.00 napięcie "puściło" w jednej sekundzie. Moje serce zostało otwarte i napełnione Pokojem Bożym. Po latach będę wiedział, że jest to działanie Ducha Świętego. Wszystkich przyjąłem kończąc pracę o 16.30. Zmęczenie sprawiło nawet słodycz..

    Nie zdążyłem się przebrać przed dyżurem w pogotowiu, a bezbożny kolega uderzył we mnie fanatyzmem i inkwizycją.

- Tak, jestem fanatykiem Jezusa i teraz mogę oddać za Niego życie!

    Dalej męczył krytyką naszego Kościoła Świętego i wiary z powodu której dzieli się ludzi, a to sprawia wojny! Powtarzam mu to samo jeszcze dwa razy. Zamilkł!

    Nagłe serce zalała wielka tęsknota za Panem Jezusem: "Jezu mój, najmilszy sercu Panie, Ty wołasz każdego po imieniu - kto Ci odpowiada? Jezu! Krzyknij głośniej!"

- Niech spadnie słońce i zgaśnie niebo.

- Niech pęknie kamień i rozstąpi się ziemia.

- Niech rzeka stanie w miejscu.

    "Ciebie Jezu chwali wszystko oprócz ludzi za których oddałeś swoje Święte Życie! Me serce krzyczy, gdy to widzę - co Ty czujesz? Jezu mój mojego serca Gwiazdo, Przyjacielu Złoty i Nieskończona Światłości". To wylało się ze zbolałego serca w kilka minut, a łzy zalały oczy...u mnie jest to znak Prawdy!

    W kurnej chacie badam babcię, a Matka Boża z obrazu patrzy mi prosto w serce - nie do wiary! Czy można na normalnym obrazie namalować śmiejące się do mojego serca oczy? Siostra Faustyna pisała o zjawisku "ożywiania obrazów".

   Zaczynam moją modlitwę za kapłanów, ale demon straszliwie przeszkadza. Dzisiaj (21.09.2022), gdy to edytuję sprawił, że końcówki tego zapisu (dotyczącej obrazu) nie mogłem przenieść (musiałem w końcu przepisać). Nie dziw się, bo moce ciemności mogą szkodzić w naszej rzeczywistości, a Bóg może pomagać, ale trzeba to zauważyć.

    "Jezu! Zmaż ich winy za wszystkie dobra duchowe, które czynią i uczynili. Przyjmij ich Jezu". Nagle poczułem obecność Zbawiciela, a czas jakby zatrzymał się. Trudno to określić, bo w wieczności czas nie istnieje...

   Na ponownym wyjeździe wróciłem do mojego wołania, a bardzo lubię modlić się w karetce. Pod szpitalem chwyciłem twarz w dłonie i tak trwałem oczekując na przyjęcie pacjenta.

   Z natchnienia dodałem litanię do Pana Jezusa, gdzie są słowa: czystość, niewinność, pokora, cichość, milczenie, cierpliwość, uniżenie. To Świętość Świętości"! Popłakałam się...

                                                                                                            APeeL

 

02.01.1991(ś) ZA SŁUŻĄCYCH INNYM...

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 02 styczeń 1991
Odsłon: 364

 

    Po dyżurze w pogotowiu wymęczyły mnie sny...nawet trafiłem do domu rodzinnego, gdzie powiesiła się staruszka. Po przebudzeniu odmówiłem modlitwę przebłagalną za takich samobójców...

    Natomiast w przychodni trafiłem na dzień ciężkiej pracy, ponieważ wielu chorych postanawia w nowym roku "wzięcie się za swoje zdrowie". Tak trafiają na młyn w przychodni, gdzie naprawdę mogą się rozchorować (np. złapać jakąś infekcję).

    Z pracy wyszedłem ledwie żywy o 16.00 - nie miałem siły nawet na odmówienie "Ojcze nasz", ale w sercu miałem poczucie radości z uczynionego dobra. Wszystkim pomagałem, dawałem to, co się należy.

    Jeszcze wizyta domowa, a to zawsze jest chwila wytchnienia. Bardzo lubię odwiedzać domy moich pacjentów, bo to jednoczy nas. Ja jestem obecnie lekarzem katolickim (ciała i duszy). Nie można tego oddzielić.

    Pomijając życie duchowe pacjentów stajemy się lekarzami weterynarii...ja wiem, że zwierzęta mają podobne cierpienia fizyczne, ale pozbawione duszy nie mają cierpień, które znają obdarzeni łaską wiary.

    Pragnień duchowych nie spełnią ziemskie uciechy. Wówczas wiesz, że może to spełnić tylko Bóg Ojciec. Wielu szuka nie wiadomo czego, a to ich dusze żyją w rozterce.

    Nie będę na Mszy Św. (śmiertelne zmęczenie), a po powrocie do domu wzrok padnie na książeczkę z III wizyty Jana Pawła II, gdzie przeczytałem jego słowa, że służenie Bogu to służenie ludziom. Tak, bo łącznikiem jest miłość...

    Można to sparafrazować, że trzeba służyć innym, tak aby podobać się Bogu Ojcu. Tak było z Panem Jezusem, św. Janem Chrzcicielem i tak jest z dążącymi do świętości...

                                                                                                                   APeeL

 

01.01.1991(w) ZA PRAGNĄCYCH POKORY...

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 01 styczeń 1991
Odsłon: 389

Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki

    Dwanaście razy uderza dzwon zegara, a ja w tym czasie żegnam się trzy razy wołając do Jezusa: "Panie proszę prowadź mnie w tym roku". Tylko tyle, bo Pan Jezus w ważnym momencie nie potrzebuje długiej modlitwy. Krzyknij - to wystarczy! Natomiast nieustająca modlitwa powinna być za innych!

   Nagle ożywiły się mieszkania, słychać wybuchy petard, race strzelają w powietrze - czy ktoś dziękuje teraz Boga i Jezusowi? Później w śnie "do przodu" ujrzałem wypadek z wyjazdem karetką. Dziwne, bo na moich kolanach znalazł się baranek! To symbol naszego uniżenia, cichości, słuchania, nie utyskiwania i skarżenia się na swój los.

    Zła strona straszy i we wszystkim przeszkadza - prowadzi tylko w złym. Wówczas ze strony Bożej pojawiają się delikatne upomnienia w postaci "przeszkód".

    Zły uderza seksem, jedzeniem, złością, niechęcią - to idzie nam łatwo! Rano serce zalała radość z tak rozpoczętego dni, a dzisiaj jest św. Bożej Rodzicielki. Ile ludzie bez wiary tracą czasu na rozumowe poszukiwania, w tym wypadku na pytanie: kto był matką Matki Bożej?

    W Słowie płynącym od Ołtarza Św. Pan Bóg zalecił (Lb 6,22-27) Mojżeszowi, aby błogosławił lud moimi ulubionymi słowami...

"Niech cię Pan błogosławi i strzeże.

Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską.

Niech zwróci ku tobie Oblicze Swoje i niech cię obdarzy pokojem".

   Psalmista powtórzył te słowa (Ps 67,2-3.5.8): "Bóg miłosierny niech nam błogosławi" z zaleceniem cieszenia się całych narodów z powodu miłosierdzia Boga Objawionego.

   Dalej były słowa św. Pawła (Ga 4,4-7) o zesłaniu Pana Jezusa w celu naszego odkupienia...synów Boga Ojca do którego z mocą Ducha Świętego wołamy: "Abba, Ojcze!" To prawda, bo człowiek bez łaski wiary nie może uczynić tego, a szczególnie wołać jak ja: "Tato! Tatusiu"...

    W Ewangelii (Łk 2,16-21) pasterze w Betlejem "znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu".

   Dzisiaj przed Św. Hostią wykonałem "maleńki krzyżyk" i uciekłem na drugą stronę kościoła...wprost pod figurę MB Niepokalanej z wielkim obrazem. Dodatkowo w tym uniesieniu podeszła do mnie żona i oboje w radości wróciliśmy do domu.

   Przede mną dyżur w pogotowiu, a w sercu poczułem błogosławieństwo: "nich cię prowadzi Stwórca". Trafiłem na czekający już wyjazd oraz zamieszanie z powodu wypadku ze snu: policja, kierowca, który w mgle potrącił pieszą idącą poboczem...

   Teraz prowadzący karetkę złorzeczy po kłótni z kolegą o "lewe paliwo", a ja w tym czasie czytałem "Godzinki" i nie reagowałem. Powiedziałem tylko, że źle zaczyna Nowy Rok...na dodatek, aby się uspokoił pokazałem mu obrazek z Matką Bożą.

   Nagle zrozumiałem, że Pan Jezus dał mi dzisiaj ducha pokory (w śnie "baranek na kolanach"), bo sam z siebie nic nie mogę! Dalej trwały relacje personelu z zabawy sylwestrowej, ale nikt nie wspomniał o Panu Jezusie. W bólu zacząłem wołać

"Panie Jezu - z Tobą nigdy się nie nudzę

Panie Jezu - z Tobą wszystko jest inne

Panie Jezu - z Tobą chwilka to wszystko, a gdy przyjdziesz złoto i diamenty tracą blask, a śpiewają kamienie!

   Przepraszam Cię Jezu za to, że dzisiaj bardzo mało ludzi modli się i prawie nikt nie pamięta o Tobie i Twoich darach...jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam. Spraw, aby Anioł Stróż upominał mnie i sprawił moją cichość, skupienie i delikatność.

    Prowadź mnie Jezu ku Światłości Wiekuistej...wiem Jezu, że to droga cierniowa, ale z Twoją pomocą wszystko mogę - sam jestem nikim!"

                                                                                                            APeeL

 

 

 

 

31.12.1990(p) SYLWESTER Z PANEM JEZUSEM...

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 31 grudzień 1990
Odsłon: 920

    Tuż po obudzeniu w sercu popłynęły tzw. Godzinki, które nuciłem…normalnie to nie udałoby się. W moim mieście rodzinnym były „kocie łby” i wozy konne z metalowymi obręczami budziły rano. Codziennie o g. 5.00 tą ulicą przechodził stary człowiek, który śpiewał tą modlitwę ku chwale Matki Bożej.

   Nie wstałem po zaproszeniu do modlitwy, a w naszej niechęci jest milsza Bogu. Dzisiaj jest piękny, prawie wiosenny dzień...wszystkie brudy wyszły spod śniegu. W garażu wypiłem zimne piwo...koniec z piciem!

   Idę odmawiając modlitwę przebłagalną „za tych, którzy nie widzą swojej nędzy”! W środku własnego miasta, w szumie ulicy opanowało mnie uniesienie duchowe...stałem się nieobecny ciałem, skupiony w sercu i pragnący wołać do Boga.

   "Boże,Ojcze Wszechmogący proszę Cię - przez Mękę Twojego Syna - przyjmij wszystkich, którzy nie widzą swojej nędzy...to nie ich wina. Jezu bądź dla nich miłosierny."

   Z wielką radością powtarzam już odmówioną koronkę i w tej chwili Jezus dał mi poznać delikatność Bożą. Nie opiszesz tego stanu, bo kłaniasz się innym z prawdziwą miłością i w wielkim uniesieniu, stoisz tak, aby nikogo nie dotknąć, do żadnej rozmowy nie śmiesz się włączyć i nie słuchasz jej.

   Stan mój trwał jeszcze po modlitwie. Wszyscy są mi braćmi: malutki człowiek z kiełbasą w papierze i brzydka dziewczyna, starzy z różnymi przypadłościami. Ja widzę ich od strony duszy, przecież ciało takie lub inne, nawet płeć nic nie oznacza.

    Gdybym w takim stanie mógł pracować jako lekarz. Wprost widzę pacjenta po ustąpieniu kolki nerkowej...bierzemy się za ręce i radując się chwalimy Pana Jezusa. „Panie Jezu ja wiem, że mam tak czynić, aby moja delikatność była znana...przecież przyznaję się do Ciebie i mówię o Tobie. Ważniejsze od wiedzy jest nasze postępowanie z miłością.

    Dzisiaj marzył mi się wielki wóz - z obrazem Pana Jezusa i napisem „Pan Jezus czeka na ciebie” - w którym krążę po Polsce lub Europie i w nim chwalę Jezusa i Jego Miłosierdzie…

   Po chwilce snu zacząłem przygotowanie do spotkania z Jezusem...tak dzisiaj większość ludzi szykuje się na różne uczty, bale, opijanie starego roku i myśli o północy. My szykujemy się na Mszę św. o 17.00. Musisz zrozumieć, że dla żyjących w Jezusie nigdy nie ma nudy na tym świecie, bo oprócz normalnego życia istnieje duchowe, które wypełnia każdy wolny czas.

   Z Panem Jezusem nigdy się nie nudzisz. Nuda dotyczy ludzi żyjących tylko tym światem. Wolna chwilka, to chwilka na modlitwy - największą rzecz jaką możesz dokonać żyjąc na ziemi. To jest trwałe, wieczne, nigdy nie zostanie zapomniane. Nigdy.

   Nagle zrobił się pośpiech...posłuszeństwa odmówił młynek do kawy i nie chciał zapalić samochód: Co robisz dla Mnie rób spokojnie, bez pośpiechu i nerwów, nic co się wydarzy niech cię nie dziwi! Jakże to prosta rada: przecież wielu w moim przypadku klnie i nie idzie do kościoła. Nawet miałem taki impuls („koniak”)...ładnie zakończyłbym ten rok!

   Zawołałem w myślach: „Jezu pomóż”! Znalazła się pomoc, a radość sprawiły płonące lampki na krzyżu. Dopiero w kościele zauważyłem, że „spogląda” na mnie Jezus Miłosierny! Zważ na próby jakie musi mieć każde dzieło Boże...dopiero teraz zrozumiałem, że dzięki s. Faustynie stoję pod obrazem „Jezu ufam Tobie”.

   Zarazem napływają pokusy - piękna przepaska we włosach stojącej przede mną kobiety, przemawiam w telewizji na temat Jezusa, a w kościele wyjaśniam pochodzenie obrazu „Jezu ufam Tobie”...

    Po zawołaniu o pomoc do Pana Jezusa napłynęło delikatne drżenie w duszy, a ta sama przepaska nawet nie zatrzymuje wzroku…

                                                                                                                                     APeeL

 

 

 

  1. 30.12.1990(n) Atak szatana na moją rodzinę...
  2. 29.12.1990(s)) ZA UBLIŻAJĄCYCH PANU JEZUSOWI
  3. 28.12.1990(pt) DROGA DONIKĄD...
  4. 27.12.1990(c) ADORACJA NOCNA
  5. 26.12.1990(ś) BIAŁA GOŁĄBKA
  6. 25.12.1990(w) DZIECIĄTKO JEZUS W MOICH DŁONIACH
  7. 24.12.1990(p) PRAWDZIWA RADOŚĆ...
  8. 23.12.1990(n) SERCA KOCHAJĄCE BIJĄ JEDNYM RYTMEM
  9. 22.12.1990(pt) DYŻUR Z MATKĄ BOŻĄ
  10. 21.12.1990(pt) ZA PRZYNOSZĄCYCH NADZIEJĘ

Strona 2180 z 2360

  • 2175
  • 2176
  • 2177
  • 2178
  • 2179
  • 2180
  • 2181
  • 2182
  • 2183
  • 2184

Menu główne

  • Strona domowa
  • Dziennik duchowy
    • Chronologicznie
  • Moja duchowość...
  • Dwa zdania o sobie

Licznik odwiedzin

Odwiedza nas 428  gości oraz 0 użytkowników.

WYSZUKIWANIE

Logowanie

  • Nie pamiętasz hasła?
  • Nie pamiętasz nazwy?