Wola Boga Ojca
  1. Jesteś tutaj:  
  2. Start

20.12.1990 (c) ZA ZJEDNANYCH CIERPIENIAMI DUCHOWYMI

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 20 grudzień 1990
Odsłon: 894

    Po zgaszeniu światła myśl pobiegła do zakonników i kapłanów, którzy muszą codziennie wstawać o świcie, ale podczas szykowania się na Mszę św. roratną odczułem radość z tak wczesnego chwalenia Boga...

    Na nabożeństwie napływało zniechęcenie, „dobre myśli”, a nawet rozdrażnienie. Nie lubi Bestia kultu Matki Bożej. Przez to mam zarazem pokazane odczucie niewierzącego, który uczestniczy w Mszy świętej! Stąd właśnie rodzą się przeciwnicy i wojujący z Kościołem Boga naszego. Jeżeli dołożymy im informacje o nieprawościach księży i wielkiej forsie to nic ich nie przekona do wiary.

   „Panie Jezu odsuń ode mnie pokusy myślowe, spraw, abym nie marnował tak cennego czasu na spotkaniach z Tobą. Pragnę odczuwać Twoją obecność!”

    Po kilku minutach pojawiło się lekkie drgnienie w duszy, a to doznanie duchowe można porównać do powiewu wiatru na gorącej plaży! Nagły powrót Bożej obecności nastąpił podczas wypowiadania przez kapłana Św. Imienia Jezusa oraz Ducha Świętego.

   Podczas Eucharystii poprosiłem: „Panie Jezu! Pomóż alkoholikowi za którego modlę się, bo jego matka tyle lat już cierpi i może stracić ufność!"

   Przykro mi, ponieważ na Mszy św. za pięć dusz zmarłych były cztery babcie! Jakże chciałbym zamawiać nabożeństwa za dusze tych o których nikt nie pamiętał i nie pamięta.

    Wróciłem do czytania książki Cliffa Richarda „Ty, ja i Jezus”, który pisze o potrzebie „narodzenie się na nowo”. To jest prawda, która oznacza rozpoczęcie życia duchowego...takie obecnie prowadzę równolegle do czasowego pozostawania w ciele.

    W proroctwie Izajasza była zapowiedź przybycia i męki Zbawiciela...podczas której „nie otworzył ust swoich”. Obaj przy tym płakaliśmy...ja wcześniej, gdy uświadomiłem sobie, że Pan Jezus w cichości oddał życie za mnie. Zarazem Pan Jezus nazywa mnie Swoim przyjacielem i towarzyszem...w ziemskiej wędrówce do Nieba.

    Cliff podobnie do mnie rozmyślał nad całkowitym opuszczeniu przez Stwórcę. To opuszczenie mógł przetrzymać tylko Jezus. Chwilowe odejście Jezusa ode mnie czyni mnie całkowicie niezdolnym do trwania w życiu duchowym. 

    Nagle napłynęła myśl, aby napisać do Postulacji s. Faustyny. To zarazem wyjaśniła dwa dni pustki duchowej...prawdopodobnie była to przeszkoda, bo Zły nie lubi świętych! Po spełnieniu pragnienia dałem sobie nagrodę (kilka kieliszków C2H5OCH), a w ręku znalazła się książka Georges’a Bernanos: „Pod słońcem szatana”.

   Podczas jej czytania zdziwiony byłem stwierdzeniami autora do których sam doszedłem: dla złych sił niewidzialnych jesteśmy przezroczyści i bezbronni, każdy jest kuszony inaczej i wg swojej siły duchowej. Stwórca pozwala badać naszą odporność na pokusy...zarazem otrzymujemy wzmocnienie działanie Ducha Św.! 

    Tam też było zdanie skierowane do mnie (z powodu picia alkoholu): „Obraziłeś Boga niewiele więcej niż zwierzę”. Ja myślę, że zwierzęta swoim zachowaniem nie obrażają Boga (np. suka spółkująca z gromadą psów na oczach wszystkich), bo żyją losem wyznaczonym przez Boga (nie mają wolnej woli).

    Zobacz jak kosztowna jest łaska otrzymania wolnej woli z robieniem tego, co chcemy. To wielkie cierpienie, bo wprost boję się zwiększonej odpowiedzialności z powodu otrzymanej od Boga wielkiej łaski.

                                                                                                                                    APeeL

    Tego dnia napisałem list do Postulacji s. Faustyny w Krakowie.

    Pragnę poinformować, że wybrana przez Pana Jezusa siostra Faustyna - przez dzieło swojego życia - sprawiła, że spłynęło na mnie morze łask Bożych. My, ludzie (ziemianie) pragniemy dowodów namacalnych...stad niewierny Tomasz!

  Łaska przemiany duchowej, nawrócenia, otwarcia serca, prowadzenia w sprawach świata Bożego...to wszystko jest niewidzialne, tego nie można zbadać i dotknąć! Jezus o tym wie i cierpi z powodu „naszych badań”.

    Jak zmierzyć wszystkie łaski, które sprawia sam wizerunek Jezusa Miłosiernego („Jezu ufam Tobie")? Jak mogę wyrazić językiem ludzkim sekundowy kontakt z tym Obrazem podczas podchodzenia do Komunii św. w obcym kościele?

   "Panie Jezu spraw, aby Twoje Dzieło wypełnione przez siostrę Faustynę nie budziło w nikim wątpliwości. Ty, Jezu święty ze świętych powołałeś Tą chorą i kruchą istotkę do cierpienia. Ja zaświadczam, że zadanie Twoje wykonała - w dowód kładę moje życie." Ta modlitwa napłynęła w czasie pisania, a łzy zalały moje oczy…

   Zapiski s. Faustyny są bezcennym skarbem, który wskazuje DROGĘ i otwiera BRAMĘ. Pozwalają nam porównywać przeżycia duchowe, cierpienia z powodu tęsknoty z oddalenia od Jezusa, chwile zaciemnień, rady, których nigdzie nie można uzyskać („od Jezusa”).

   Nie zmierzysz tego żadną miarą. Nie sprawdzisz tego żadnym sądem. To wszystko przenika swoim Najświętszym Sercem Pan Jezus. To Serce dalej krwawi, ponieważ zaćmienie dusz ludzkich odrzuca największy Dar Boga – MIŁOSIERDZIE!

   „Panie Jezu, mój Zbawicielu spraw, aby Twoja Służebnica - Twoja Córeczka znalazła w Niebie należne Jej miejsce. Spraw to Jezu.” (Beatyfikacja odbyła się 18 kwietnia 1993)…                                                                                                                          APeeL

    Po czasie napłynęła odpowiedź Kraków 5 III 1991...

List od s. Faustyny

 

19.12.1990(ś) Ty, ja i Jezus...

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 19 grudzień 1990
Odsłon: 898

    Tuż po wstaniu czytałem - podobne do moich przeżycia - nawróconego Cliffa Richarda („Ty, ja i Jezus”). Dziwne, że nie wspomina o działaniu Ducha Św.! Napłynęła refleksja, że z łaski Stwórcy otrzymujemy nawrócenie (nowe życie), a wówczas widzimy własną nędzę i moc otrzymywaną na tym „łez padole”.

   Przez Pana Jezusa Bóg Ojciec wskazuje na Samego Siebie. Wystarczy wspomnieć Jego Imię, które znaczy „Ten, Który Zbawia”, a w towarzystwie zapadnie cisza!

   Dzisiaj jest zimno, spadł pierwszy śnieżek...myśl uciekła do przelatujących i bytujących u nas ptaków. Tak jest pokazany nasz powrót do Królestwa Bożego. W tym czasie płynęła melodia: „Droga do piekła”, a moje serce przeszył ból i płacząc zawołałem: „Jezu mój, Jezu...ile jest cierpień na ziemi, nawet trudno to ogarnąć”.

   W drodze na zakupy zatrzymałem się na parkingu blisko kościoła, gdzie był wystawiony Najświętszy Sakrament. „Panie Jezu...jakże przyciągasz mnie do Siebie, a czynisz to tak delikatnie...jakże potrafisz zaskoczyć obdarowaniem. Jezu, Jezu mój”.

   Podczas Eucharystii łzy zalały oczy, bo w błysku ujrzałem łaskę, którą było zatrzymanie się tutaj. W tym czasie z tyłu ołtarza dobiegała prosta melodia (ktoś ćwiczył grę na organach), a przez otwarte drzwi zakrystii mignęła postać Pana Jezusa Miłosiernego.

    Napłynęła radość i moc w sercu, a cały świat zewnętrzny stał się obcy i brzydki. Po zakupach trafiłem do krawca, dobrego człowieka, ale dziwnie zniechęconego. Powiedziałem mu, że tkwi w ciemności...nie dostrzega obdarowania, które otrzymuje od Boga.

   Zaleciłem, aby żył tylko danym dniem, a na zawód nie narzekał, bo właśnie mi służy. W smutkach musi prosić Pana Jezusa o pocieszenie, radę i pomoc, bo demon pragnie wywołać jego zwątpienie (często w ten sposób doprowadza swoje ofiary do samobójstwa).

- Ma pan rację, dwoje znanych ludzi świata muzycznego głośno narzekało, a zza budynku wyłonili się ludzie na wózkach inwalidzkich! Po wyjściu łzy zakręciły się w oku, bo przeze mnie mówił do niego Pan Jezus.

   Wieczorem wróciłem do czytania przeżyć Cliffa z moją refleksją dla tych, którzy nie wiedzą jak odmienić własne życie. Nie wiesz co oznacza nawrócenie? Własnymi słowami zwróć się do Pana Jezusa: „Panie Jezu pokaż mi to wszystko, bądź ze mną, daj znak, poprowadź mnie”. Radzę ci z całego serca - zrób to!

   Do tego kontaktu nie jest potrzebna znajomość Biblii, chrzest i dobre życie. Im bliżej jesteś dna tym większe masz szczęście i dar od Boga, że czytasz te słowa, bo zdrowi nie potrzebują lekarza!

   Od czasu nawrócenia moje serce jest ze złymi, myśli krążą po wrogach wiary, więźniach, bluźniercach, pijakach, mordercach, gnębionych i uciskanych...jestem też ze słabymi i zbłąkanymi. Wprost brzydzę się towarzystwem bogaczy, sobków, ludzi z władzy, itd.

   Jeżeli drgnie twoje serce to myśli skieruj na życie prawdziwe (wieczne). Po nawróceniu wyznaj swoją wiarę wobec wielu, bo jest to obowiązek każdego wyznawcy Jezusa: staniesz się Jego Apostołem, bo tacy są powoływani w każdym czasie. Duch Św. zaleje twoją duszę i zapragniesz „iść w cały świat”, nic nie mieć i mówić tylko o Jezusie.

   Ponadto staraj się odczytać Wolę Boga! Nie wiesz jak to zrobić? Powiedz: „Panie Jezu nie wiem jaka jest Twoja Wola w tej s p r a w i e. Proszę Cię daj mi z n a k !" Czekaj na przebieg zdarzeń lub delikatne natchnienia - to wszystko. Pan Jezus posłał mnie, abym napisał to dla Ciebie, bo książki teologów i znawców Biblii nie odpowiadają na proste pytania...

                                                                                                                             APeeL

Napisałem też list do Jacka Salija OP.

    <<Serdecznie dziękuję za kontakt. /../ Podczas dyżurów lekarskich słuchałem wielu pięknych kazań Ojca oraz słowa o modlitwie za innych! To wyraźne działanie Ducha Św.!

    Pragnę zaznaczyć, że odbierałem sygnały od Ojca i czułem, że jest to modlitwa za mnie, a wówczas  - okolicę nadbrzusza (splot słoneczny) - zalewa słodkie ciepło promieniujące ku sercu. /../ Bardzo proszę o wykorzystanie tego, co piszę w kazaniu, ponieważ większość „wierzących” w głębi serca nie przyjmuje istnienia świata nadprzyrodzonego, a niektórzy kapłani podchodzą z niechęcią do istnienia duszy, bo „w Biblii nic nie piszą”.

   Fakt faktem dokładnie nie wiemy, co dzieje się z nami po śmierci, a w ciągu pięciu lat słuchania kazań radiowych...tylko jeden raz podniesiono problem zła i Szatana. Dlaczego Kościów Święty jest tak ostrożny? Przecież on podsuwa nam złe i „dobre” natchnienia (myśli). /../ Działanie to jest bardzo proste i skuteczne, bo przeciętny człowiek uważa, że w jego głowie są jego myśli. To błąd, który stanowi śmiertelne zagrożenie dla duszy.

- Czy jest diabeł i jak on działa..pytam podchwytliwie starszą zakonnicę.

- On jest we mnie (w sensie zła)! ..odpowiada.

- Wówczas jest to opętanie! >>

    Do listu dołączyłem kartę ze słowami: „Zbliża się Rocznica Dnia w którym Ojciec Prawdziwy wysłał do nas Najmilszego Syna Swego”...z tej okazji życzę stałego „umierania” dla świata i rodzenia się dla Nieba, a to oznacza krzyż.

                                                                                                                                         APeeL

18.12.1990(w) W życiu modlitewnym nie ma wolnego...

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 18 grudzień 1990
Odsłon: 939

   Przed snem siedziałem w ciemności i ciszy odmawiając modlitwę przebłagalną za pijaków! Trzy razy nadchodziły myśli odrywające od wołania do Boga, ale ostatecznie pokonała mnie senność.

   Ponownie o 1.30 usiadłem w ciszy i odmawiałem tą modlitwę. Poprosiłem o alkoholika z ostatniego dnia pracy. Z trudem wstałem ze zmęczenia i stękałem z bólu. Dobrze, że dzisiaj mam wolny dzień...

     Do serca napłynęło wołanie do Matki Bożej...we własnej litanii (ad hoc). Zakryłem oczy i stałem się nieobecny. Podczas przygotowywania posiłku łzy zalały oczy z powodu obdarowania (dom, ciepło i bezpiecznie): „Jezu mój, Jezu jakże jesteś dla mnie dobry!”

    W tym czasie płynęła piękna muzyka. Ktoś może mi zarzucić, że chwalę Jezusa, bo jest mi dobrze. Ja nie chwalę Pana Jezusa za dobra, które na mnie spływają, bo mi się nie należą!

    Wczoraj nic nie wychodziło, a dzisiaj wszystko się składa. Matka Boża pomaga nawet w zakupach (same wchodzą w rękę): trafiłem zegarek dla syna, a dla żony żelazko z pojemnikiem na wodę. Ja wierzę, że otrzymałem pomoc, a zwykły człowiek powie, że mu się udało. To jest dyskretna różnica.

   Podczas telewizyjnego spotkania modlitewnego napłynął błysk łączności: ja - Matka Boża - serce alkoholika za którego się modlę. Chwilami mam odczucia ludzi niewierzących, a wówczas w sercu pojawia się pustka, niechęć do spraw związanych z wiarą, a szczególnie wszystkich świętości.

   To jest wynik przekazywania mojej łaski wiary dla innych...wówczas zamieniamy się sercami. Ja staję się niewierzącym, a wiem jaki się czuje, ale on nie wie, co odczuwa wierzący! To zasadnicza różnica między nami. Ja mogę jego zrozumieć i współczuć mu...nie wolno z takimi walczyć, bo oni znają tylko taką drogę.

   Ja dodatkowo jako wierzący jestem atakowany przez Złego (największego wroga człowieka): okresowo napełniany niewiarą, zniechęceniem, zwątpieniem i pustką wewnętrzną. W takich momentach bardzo cierpię, a czas bez Boga traktuję jako zmarnowany. Wiem, że tego określenia „czas bez Boga” nie zrozumie człowiek bez łaski wiary.

   Właśnie wykupiłem autokasko i odebrałem uwagę: „po cóż wydałeś te pieniądze, przecież Ja chronię ciebie...mogłeś przeznaczyć je dla biednych!" To wielka prawda, ponieważ pełna ufność w Bożą Opatrzność daje nam prawdziwe bezpieczeństwo i żadne ubezpieczenia są niepotrzebne. Nawet zapomniałem, że prosiłem Jezusa o ochronę mojego mienia, które - jak nadejdzie czas - przekażę innym. Prosiłem...to wystarczy.

   Z rozmów z ludźmi wynika, że oni - naszego wspólnego Boga Ojca - bardzo rzadko o coś proszą. Krzyczą tylko w momentach nieszczęść (to normalne, że wzywasz pomocy w niebezpieczeństwie)...

   Późny wieczór...nagle żona zerwała się i pobiegła do drugiego pokoju. Wkroczyłem niechcący za nią i zobaczyłem jak klęczy ze złożonymi dłońmi. „Jezu mój, Jezu!”...jakże piękny to widok. 

    Z telewizora popłynie informacja o kobiecie, która przejęła się zapuszczonymi mogiłami patriotów (27 XI 1948 r.), oddaje wszystkie swoje siły i pieniądze na postawienie pomnika oraz odszukuje rodziny zamordowanych…

                                                                                                                                    APeeL

17.12.1990(p) UPADEK PO POJEDNANIU Z BOGIEM...

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 17 grudzień 1990
Odsłon: 889

   Po wczorajszym Sakramencie Pojednania demon przestraszył żonę, bo w śnie przybyła jej zmarła matka, a ją złożono żywą w trumnie. To był sen symboliczny, bo przygotowanie się do śmierci, czystość duszy to „żywe” ciało w trumnie (śmierć dla świata). 

    Zapytała matkę co będzie z jej siostrą (trwającą w grzechu)...zostanie schowana. W tej symbolice trzeba zawsze pytać, co z tamtej strony chcą nam przekazać. Bardzo często pod dusze ludzi podszywają się demony (szczególnie podczas wywoływania duchów).

   Po naszym pojednaniu z Bogiem Szatan chce zniszczyć naszą czystość! Dzisiaj wyjątkowo pracuję z wielkim pokojem w sercu. Załatwiam „lewe zwolnienie”, bo w zakładzie pracy nie zwalniają ludzi i to spada na lekarza…

1. Teraz mówię do walczącej bez skutku - od szeregu lat - z synem alkoholikiem: „nie osiągnęła pani nic poza złością, ubliża pani synowi, a on pani! Proszę tą sprawę przekazać Matce Bożej i modlić się i prosić o odjęcie nałogu. To samo musi czynić syn, nie musi iść do kościoła, może to robić w domu, swoimi słowami”…

2. Nie wierzą panie w działanie złych sił niewidzialnych? To wasza wielka zguba! Działanie ich jest straszne...poprzez nasze myśli..to tylko zapłon, który najczęściej pada w momencie budzenia lub przed przeżyciami duchowymi (Msza św. z Eucharystią, próba nawrócenia, bezinteresowne dobro, itd.). Demon dba o nas i zaleca: „odpocznij, pójdziesz później, przecież nie masz wielkich grzechów”, itd.

    Jakże wszystko jest pięknie urządzone przez Boga, ponieważ pacjent ma zalecone picie piwa! Piwo szkodzi i leczy nerki. Piwo jest lekiem i szkodzi! „Boże mój...Jezu, Panie najmilszy”! Jak bardzo chciałbym uszczęśliwić wszystkich ludzi - każdemu dać to co pragnie, a każdy pragnie czegoś innego! Nie uzyska tutaj spełnienia, bo naszej duszy nie zadowoli ten świat.

   Od jutra mam urlop, ale strasznie męczą „naloty” Wychodzi fałsz tamtych lat (20-lecie wydarzeń w Gdańsku, Gdyni, Szczecinie i Elblągu)...cała przemiana ustrojowa była ukartowana. Cóż ja mam do tego. Dlaczego jestem dręczony?

    Mamy już „wolną” ojczyznę, ja nie robię nic złego, a gdzie się pojawię tam spotykam braci Polaków, którzy czynią to w imię ochrony ojczyzny! Podjeżdżasz pod przychodnię...już biegnie taki, wchodzisz, a wita cie, przebiega, patrzy i słucha. Idziesz na obiad, a zawsze spotkasz „znajomych” w ciemnym korytarzyku...oddajesz brudne naczynia, a trafiasz na głowę w szybie kuchni.

   Ile wysiłku wymaga takie diabelstwo! Nikt nie powie: "nie”...co oni mówią na spowiedzi”? „Panie Jezu bądź ze mną cały czas...wszystkim im to wybaczyłem i wybaczam!” Wiem, że nie wolno mi ujawnić tego cierpienia...właściwie cierpienia wynikającego z ich zaślepienia! 

   Pan Jezus odszedł na chwilkę, a ja natychmiast pobiegłem do telewizora i barku...i stałem się normalnym! Całkiem zapomniałem, że wczoraj czytałem o przyjmowaniu cierpień Jezusowych (niezasłużonych). Zobacz naszą nędzę...

                                                                                                                                            APeeL

16.12.1990(n) CZAS OCZYSZCZENIA...

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 16 grudzień 1990
Odsłon: 972

   Dzisiaj pragnę trafić do spowiedzi. Podczas przygotowywania się do wyjazdu wezwano mnie do zgonu pacjentki w oddziale wewnętrznym, gdzie zastępuję „ordynatora”. Nie ma tam też dyżurów lekarskich (medyczny „dziki Wschód”). Takie zdarzenia są bardzo nieprzyjemne dla często odpoczywających pielęgniarek dyżurnych, które nie wiedzą kiedy nastąpiła śmierć.

    Rzuciłem okiem na otwarte oczy i usta pacjentki, rutynowo osłuchałem serce, podbiłem kartę gorączkową...”ot, powołana przez Pana”. Wypisałem dokument i w szumie zmiany dyżuru przeczytałem święte słowa o cierpieniu typu Jezusowego (niezasłużonym), które trzeba przyjmować, a nawet za nie dziękować.

    Nie pojmie tego normalny człowiek! Podczas powrotu do domu moje serce zalała wielka tęsknota za Panem Jezusem, którą może ukoić tylko Eucharystia. Pojękiwałem tylko „Jezu...Jezu...Jezu", a pod kołdrą zamknąłem oczy, dodatkowo zasłoniłem je ręką. W sercu dalej trwał krzyk: „Och, Jezu gdybym tak mógł przelecieć przez 300 kościołów...jak wielką niewolą jest nasze ciało".

   W nadbrzuszu pojawił się ucisk z narastającym pragnieniem samotności, padnięciem na kolana lub rozłożenie się krzyżem. Normalny człowiek powie: „obnoszenie się z wiarą, ale po co?...wiara wiarą, ale nie trzeba pajacować”!

    Podczas działania Ducha Św. nasze ciało staje się maleńką kropeczką, a jego zachcianki są śmieszne (seks, władza, posiadanie). W normalnym staniem trzeba wkładać wielki wysiłek w wyrzeczenie seksualne, post, pozbycie się władzy i pieniędzy!

    Ducha Św. sprawia, że to wszystko napływa do naszej duszy bez wysiłku: pragnienie c z y s t o ś c i staje się normalne...tak jak Wszechogarniająca Miłość Boża. Jednym słowem uświęcenie duszy staje się pragnieniem...bez mojego wysiłku! W działaniu Ducha Św. nie masz ciała i stajesz się czystym. 

   „Jezu mój, Panie Najdroższy i Jedyny: Twoja Świętość, Miłość i Czystość...och Jezu,Jezu,Jezu”. Nigdy nie miałem tak długiej ekstazy bez Eucharystii. Minęła godzina, a ja nie mogę jeść, mogą mi wszystko zabrać i mnie zabić po torturach...nie odezwę się - w tym stanie - nawet jednym słowem, będę tylko pojękiwał, a iw sercu modlił się!

   Wyobraź sobie teraz dyskusję z seksuologiem szerzącym wolną miłość z podkreślaniem tej najwyższej przyjemności z której normalny człowiek nie rezygnuje! A seks jest dany także przez Boga i jak inne radości niesie też cierpienie...nawet w małżeństwie.

   Na tym tle musisz ujrzeć czystość Pana Jezusa, a także św. Józefa (dlatego na obrazach w ręku ma białą lilię). Mam taki piękny obraz znaleziony na śmietniku. Napłynęła figura MB Niepokalanej z kaplicy sióstr zakonnych, które wczoraj odwiedziłem oraz obraz „Jezu ufam Tobie” wiszący w chacie złodziejaszków…

    W ciszy jedziemy z żona, aby przystąpić do Sakramentu Pojednania. W sercu proszę Ducha Św. o sprawny przebieg spowiedzi - różnie może się zdarzyć! Właśnie w tym klasztorze jest rocznica śmierci Honorata Koźmińskiego.

   Tam, podczas spowiedzi padną słowa kapłana do mnie: „najważniejsze, że widzisz swoje słabości, upadkami nie przejmuj się...jeżeli nie uzależniasz leczenia od podarunków, nie nastawiasz się na zarobek - trzeba umieć dać i trzeba umieć otrzymać, bo przejęcie podarunku może też być aktem miłosierdzia”.

   Ja odebrałem, że mówił to do mnie Pan Jezus. Wprost chciało się krzyczeć: „mówił do mnie Jezus...mówił do mnie Jezus”! Prawie chciało się płakać: "Dziękuję Panie Jezu i proszę, abyś był przy mnie".

   Po przyjęciu Eucharystii wewnętrznie poczułem „roześmianie w duszy”. Nawet na twarzy miałem lekki uśmiech. W drodze powrotnej wstąpiliśmy do moich rodziców - namawiam ich, aby przystąpili do spowiedzi i Komunii Św. Matka rozumie to bardziej, ale ojciec żartował, że jeszcze nie umiera i namyśli się koło lata.

- Ja żyję dzisiejszym dniem, a ty myślisz o lecie (80 lat)? Pogroziłem mu palcem na odchodne!

                                                                                                                                         APeeL

  1. 15.12.1990(s) Rozdarcie serca z powodu prowadzenia podwójnego życia...
  2. 14.12.1990(pt) Trafiłem do piekła...
  3. 13.12.1990(c) Poczekalnia...
  4. 12.12.1990(ś) Za łowców szpiegów... 
  5. 11.12.1990(w) Pierwszy dzień wolności...
  6. 10.12.1990(p) Święty mąż...
  7. 09.12.1990(n) Różne mamy ułomności...
  8. 08.12.1990(s) Skołowani przez złe natchnienia...
  9. 07.12.1990(pt) Wiara to pułapki dla rozumu...
  10. 06.12.1990(c) Za poddanych marnościom...

Strona 2183 z 2360

  • 2178
  • 2179
  • 2180
  • 2181
  • 2182
  • 2183
  • 2184
  • 2185
  • 2186
  • 2187

Menu główne

  • Strona domowa
  • Dziennik duchowy
    • Chronologicznie
  • Moja duchowość...
  • Dwa zdania o sobie

Licznik odwiedzin

Odwiedza nas 428  gości oraz 0 użytkowników.

WYSZUKIWANIE

Logowanie

  • Nie pamiętasz hasła?
  • Nie pamiętasz nazwy?