Karoliny Kózkówny

    Dobrze, że mam samochód, bo drętwy i zaspany nie dotarłbym na Mszę św. o 7.00. 99.99% ludzi powie, że nie mam innych kłopotów, a mnie chce się płakać z powodu tak wielkiego odwrócenia ludzkości od Boga Ojca.

    Podziękowałem Boga Ojcu za samochód, garaż, kościół, kapłanów, za żonę oraz łaskę wiary, którą pragnę dzielić się z dawaniem świadectwa. Tylko garstkę interesuje powrót duszy do Królestwa Bożego, gdzie jej Stwórca czeka na każdego z nas z otwartymi ramionami. Łzy zalały oczy, bo teraz, gdy piszę przepływają  na to dowody;

- pani Magda Gessler dobrze radzi w jakiejś knajpie, płaci wizażystkom za swój wygląd, a co w tym czasie robi dla swojej duszy. Jakże chciałbym spotkać się z nią na wizji…

- prezydent Donald Tram w Białym Domu zatrudnił czarownicę, która będzie go chronić przed złymi duchami (kapłanka luteran)

- w programach telewizyjnych wszystko jest ważniejsze od naszego powrotu do Ojczyzny Prawdziwej; zabawiają nas Michałem Wiśniewskim, Kuba Wojewódzkim, gotowaniem przez grube dzieci, przemocą i mordowaniem na tysiące sposobów, wzorem staje się starzejący W. W. Putin, a nawet klan Kimów w Korei Północnej…

- Shakira wyzdrowiała, bo piła wodę święconą z Lourdes…

    Dzisiaj w obronie swojej czystości zginęła Karolina Kózkówna, a w czytaniu z księgi Machabejskiej jest przekaz o wiarołomnych synach Izraela, których skusiło przymierze z narodami wokół...zaprzedali się poganom, aby żyć spokojnie i zaczęli składać ofiary bożkom. Pozbyto się znaku obrzezania z odpadnięciem od Świętego Przymierza.

    Miała panować jedność...my to przerabialiśmy z czerwonym poganami (ZSRR) i wiecznie żywym Leninem (on naprawdę jest wieczny, bo dusze nie giną w Piekle). Dzisiaj jest to Unia Europejska z Donaldem mniejszym, zanikiem wiary, gdzie „zwiedza się katedrę” w Brukseli, bo tam Mszy św. nie da się odprawić (brak ducha Bożego).

    Izraelici na ołtarzu całopalenia wybudowali ohydę spustoszenia...tak jak na Ukrainie, gdzie w kościele katolickim - właśnie w tym miejscu urządzono szalet! Księgi Prawa darto i palono (kłania się Nergal), a za jej posiadanie zabijano (w Chinach karzą więzieniem, a w Pakistanie śmiercią).

   Wielu Izraelitów wolało umrzeć niż skalać się i zbezcześcić Święte Przymierze. „Bardzo wielki gniew Boży zawisł nad Izraelem”. Wczoraj w ogłoszeniach przekazano sprofanowanie naszego pomnika Jana Pawła II, który jest w lesie (urwano głowę sądząc, że jest z miedzi). W telewizji pokazano cmentarz, gdzie na z wszystkich grobowców ukradziono metalowe krzyże.

    Życie bez Boga jest puste...tacy chwalą śmierć nagłą, bo się nie męczysz. Piszę to, a sąsiadka przekazuje, że nagle zmarła jej znajoma z która właśnie rozmawiała. Stwierdziła ponadto, że tak miało być, bo nie umęczyła rodziny.

    Do śmierci trzeba się przygotować, prosić o dobrą (z Sakramentem Namaszczenia Chorych) oraz godną. Determinizm ("co ma być to będzie") jest błędny, bo wyklucza istnienie wolnej woli i naszą grzeszność.

    Któregoś dnia otworzą nam oczy duszy. Wówczas zapragniemy ujrzeć Boga Ojca pełnego miłości, a nie wymyślonych bożków, którzy mają nam pomagać w różnych zachciankach. Przez godzinę krążyłem odmawiając moją modlitwę...

                                                                                                                        APeeL

 

 

15.03.1994(w) ZA PIJĄCYCH Z ZATRUTEGO ŹRÓDŁA

    Na dyżurze w pogotowiu czuwam, ponieważ jestem pierwszy na kolejce wyjazdowej. Napływa pewność, że będę na porannej Mszy św. W śnie miałem spotkanie z policjantką, której tłumaczyłem, że w PRL-u zrobiono ze mnie szpiega i trwa to dalej.

   Ona niezbyt słuchała, a nawet uciekła, aby nie mieć kontaktu z tak "wybranym"...na wszelki wypadek trzeba trzymać się od takich z daleka. U ruskich chodzisz za takim (ćwiczysz służby), a później umieszczasz go w psychiatryku lub normalnie mordujesz.

   Dzisiaj, gdy to przepisuję (17.11.2019) wszystko się sprawdziło, bo były próby zgładzenia mnie (pisałem w jakimś świadectwie), ponieważ - nie udało się swingować wypadku - to uznano mnie za chorego psychicznie (mistyka to psychoza).

   Pamiętaj, że czytasz świadectwa chorego psychicznie...rozpoznanie rzucił zaocznie "hrabia" Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej, udający katolika, a szybko potwierdzili to jego poddani ("działacze"), specjaliści od psychuszek, denni ateiści. W nagrodę, za dobre sprawowanie został senatorem RP. Jak czuje się dzisiaj?

    Podczas modlitwy porannej "spojrzał" Pan Jezus Miłosierny, przepłynęły obrazy z mojego życia i poszukiwań wiary prawdziwej. Ilu tak postępuje marnując czas. Aż chciałoby się stworzyć Ośrodek Duchowy dla poszukujących drogi do Boga Ojca "Ja Jestem". Tam, każdy mógłby przekazać swoje doświadczenia...

    Tak jak zapowiedziano zdążyłem na Mszę św. o 7.30. W nocnej wichurze nastąpiła jakaś awaria, bo wysiadło nagłośnienie. Dotarły tylko słowa o świątyni z wypływającą wodą dającą życie. W sercu poczułem ucisk, a łzy zalały oczy, gdy Pan Jezus uzdrowił leżącego przy sadzawce Betesda, bo nikt nie chciał mu pomóc; "Wstań, weź swoje łoże i chodź."

    Przed Eucharystią przepłynęło wczorajsze pragnienie. Pan Bóg pokazuje na naszym ciele możliwości jego zaspokajania...aż do wypicia trucizny! Przymij to w języku duchowym. Przykładem jest red. Jana Turnau do którego napisałem...

   Podczas Eucharystii popłakałem się, a łzy leciały na posadzkę, ponieważ siostra śpiewała pieśń o Panu Jezusie, który oddał za mnie Swoje Życie, a teraz towarzyszy mi w każdej chwilce życia. Ja wiem o tym, ale mój podziw dotyczy tego, który ułożył tę pieśń. Jak wielkie jest podobieństwo naszych przeżyć; "Jezu! Jezu! Boże! Boże Ojcze!"...ból wyrywał mi serce.

   Po zjednaniu z Panem Jezusem zostałem powalony na kolana z wołaniem; "Ojcze! Panie Jezu...błagam, oni nie wiedzą, co czynią...nie potrafią odróżnić zła od dobra." Przypomniała się tablica z grzybami - wielkie podobieństwo jadalnych i zatrutych. Tak przecież jest z pokarmami i napojami  d u c h o wy m i. Wielkie podobieństwo, które wykorzystują siły szatańskie!

   Pierwsza pacjentka wcisnęła mi pieniądze i dodatkowo poprosiła o lewe zwolnienie dla córki, uczennicy. Łzy zakręciły się w oczach - dlaczego ludzie są tacy? Przecież pomagam jej, wypisuję zwolnienia, a ona w ten sposób? Nawet powiedziałem, że zniszczyła mój pokój i czystość po Eucharystii oraz nasze dobre stosunki.

   Towarzysze czuwający nade mną...dzisiaj intensywnie leczą się, nie wstydzą się, a ja nie mówię im tego. Jednemu wyjaśniam cel naszego życia, którym jest powrót do Nieba. Czy to przyjmie, bo celem jego życia jest służenie panu ziemskiemu, temu, który płaci! To bracia "pijący zatrutą wodę."

   Teraz Pan dał próbę, bo mogłem podarować biednej pieniądze, ale "tak jakoś wyszło", a dzisiaj w różańcu "Pan Jezus ofiarował wszystko biednym." Jak radzą sobie tacy ludzie...inwalidka, mąż alkoholik popełnił samobójstwo, dwie dziewczyny na wychowaniu..."Jezu mój". Jakże nędzny jestem! Napór chorych trwał do 15.00, a teraz w ciszy mieszkania Pan Jezus powie ("Prawdziwe życie w Bogu" t. II, str 398); "Jestem Najwyższym Źródłem Życia"!

    Żona wróciła z wycieczki i przeczytała mi Ewangelię wg Jana...o Judaszu i jego chytrości (trzymał kasę Apostołów). To był też pijący z zatrutego źródła...w czasie Pana Jezusa. W ręku znalazła się książka; "Szatan istnieje naprawdę", gdzie trafię na słowa o omamieniu, któremu poddałem się dzisiaj.

    Łzy zalewały oczy, ponieważ wzrok zatrzymała Głowa Pana Jezusa krwawiąca spod cierniowej korony. Znowu słowa do mnie; "Szatan teraz postanowił osłabić twego ducha, ale Ja nie pozwolę mu ciebie tknąć."

    Napłynie jeszcze obraz wodociągu, gdzie istnieje możliwość zatrucia dużej ilości ludzi. Wołałem dalej do Boga, a serce zalewała radość z poczuciem obecności Pana Jezusa! Musisz sam zaznać czym różni się normalne serce od tego w którym jest wszechogarniająca miłość Boża!

   Pocałowałem zimną twarz żony, która przyniosła mi świeży chleb. Po Mszy św. wieczornej w radości Bożej skończę moje modlitwy...

                                                                                                                                      APeeL

 

 

    Na Mszy św. porannej prorok Malachiasz zapowiadał czasy ostateczne (ML, 19-20a) w których "wszyscy pyszni" i "czyniący nieprawość" zostaną spaleni jak słoma. Psalmista wskazał w Ps 98[97], że "Pan będzie sądził ludy sprawiedliwie".

   Natomiast Pan Jezus w Ew (Łk 21, 5-19) kontynuował ostrzeżenie z piątku dotyczące Jego nagłego powrotu. Ja wiem o tym, że dla czekających będzie to uwolnienie z tego zesłania, a dla "żyjących dla życia" oznacza śmierć...jak podczas potopu za Noego lub w Sodomie, gdzie z nieba spadł "deszcz ognia i siarki".

    Wokół nikt nie żyje tym zagrożeniem, a bez Światła Boga nie ujrzysz tego. Zadaniem Szatana jest zwodzenie ludzi, a wg Zbawiciela <<"Powstanie naród przeciw narodowi /../ wystąpią trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie.">>

   Lecz przed tym wszystkim - jako wyznawcy Jezusa - będziemy prześladowani, a nawet zabijani...będą wydawać nas najbliżsi. Z pięknych świątyń nie zostanie kamień na kamieniu...

    Ojciec misjonarz w kazaniu mówił o oddaniu życia przez Pana Jezusa, abyśmy urodzili się dla Nieba. Ewangelia (Prawo Boże) jest niewygodna dla świata, a szczególnie dla pysznych i czyniących nieprawość. Na Ukrainie niszczono kościoły i wiarę. Teraz to samo jest w katedrze w Brukseli, gdzie jest duch obojętności, a dla przyciągnięcia wiernych grają tam w bilarda!

   Misjonarz wspomniał o starszej pani na Ukrainie umierającej z powodu nowotworu, która modliła się o pojednanie z Bogiem i to nastąpiło. Ostrzegał, aby nie dać się zwieść, bo nasz największy wróg chce nas uśpić. Najważniejszy jest Bóg i Jego Wola. Od nienawiści gorsze jest nasza obojętność na sprawy Boże i los innego człowieka.

   Każdy z nas - jako dziecko Boga - ma do wypełnienia jakąś misję...jesteśmy wezwani, aby być obrońcami krzyża i świętego Imienia Boga.  Staniesz po stronie Boga, będziesz w nienawiści wobec świata, a przewrotni i źli ludzie mogą nam zabrać tylko życie. Nie bój się żyć dla Pana Jezusa i nie trwóż się, bo nie jesteś sam w tej walce...

    Wielu na świecie idzie na Eucharystię z zagrożeniem utraty życia, bo są uznawani za zło tego świata. My korzystamy z daru Boga...łaski cierpienia, a nawet współcierpienia z Panem Jezusem i nie wolno jej zmarnować. Trzeba być wdzięcznym za każdy dzień naszego życia w wierze.

    Eucharystię trzymałem w ustach jak największy skarb. Później zwinęła się (czeka mnie praca), padłem na kolana i tak chciałbym trwać. Wstrząs mojej duszy wywołał śpiew; "Święty Boże, Święty mocny, Święty a nieśmiertelny zmiłuj się nad nami".

    Na ten moment Pan Jezus powie przez Vassulę: „wasze narody żyją dziś w ciemności, a Ja zstępuję ze względu na Moje Nieskończone Miłosierdzie /../ Mój Powrót jest blisko was...drżą Moi aniołowie /../ Gdybyście wszyscy zrozumieli, jaki wstrząs ma nadejść, nie tracilibyście oddechu na puste słowa i na bezbożność, jak właśnie to czynicie /../ Usłyszcie Moje smutne wołania. Moi umiłowani, przychodzę was obudzić”.

    Podczas mojej modlitwy przepłynęła Męka Zbawiciela oraz naród wybrany, który wciąż czeka na Syna Bożego. Ogarnij cały świat bezbożnych narodów oraz wyznawców religii wymyślonych.

    Jak ostatecznie odczytałem intencję? Ostatnio nie oglądam filmów (szkoda czasu), a dzisiaj trafiły się aż trzy;

1. o początku eksterminacji narodu wybranego (Austria), "Człowiek pies" reż. Luis Leterrir, "Furia" reż. David Ayer

2. oglądałem też 10 rund spotkania bokserskiego o pas mistrza świata...w furii okładano się od początku do końca...

3. Napłynęła też furia wyznawców Państwa Islamskiego w zabijaniu wszystkiego, co się rusza z włączeniem w to dzieci szkolonych od małego oraz demolowaniu świątyń Boga Objawionego...

    Wrócił dziki bolszewizm i obecne poczynania Federacji Rosyjskiej (w Gruzji przesuwają granicę, przeganiają Gruzinów i podpalają "opuszczone" domy). Dołóż do tego wszystkich opętanych intelektualnie wrogów naszej wiary (Urban, Senyszyn, Hartman, itd.) oraz "spółkujący inaczej" z o. Robertem, którzy na Paradzie Grzeszności małpowali procesję świętą oraz profanowali Mszę św. Każdy pamięta czarny marsz Polek żądających zabijania własnych dzieci oraz zwolenników eutanazji.

     Przez godzinę wołałem do Boga Ojca za tych braci, którzy "nie wiedzą, co czynią".

                                                                                                                                    APeeL

09.03.1994(s) ZA ZNIEWALAJĄCYCH NARODY

    Z pragnienie serca biegnę na spotkanie z Panem Jezusem, a wszystkie rogi są obstawione, ponieważ trwają strajki...cóż ja mam do tego jako niewolnik w przychodni? Jakby na ten czas płynie ostrzeżenie od Boga (Pwt4,1.5-9); nauczyłem was praw i nakazów, abyście je wypełniali. Strzeżcie ich, bo one są waszą mądrością. "któryż naród wielki ma bogów tak bliskich, jak Bóg nasz, Pan, ilekroć Go prosimy?"

    Natomiast Pan Jezus przestrzegał przed zniesieniem nawet jednego z Przykazań! W tym czasie przepływały obrazy wojny na terenach arabskich oraz Federacja Rosyjska z byłą Jugosławią. Tak odczytałem intencję modlitewną, bo chciałem odmawiać moją modlitwę.

   Pozostałem na część następnej Mszy św. i wolno szedłem do pracy, skulony, malutki, daleki od ziemi. Ból zalał serce, gdy zobaczyłem grób zmarłego policjanta - cały w kwiatach...nawet nie wyjętych z opakowań, a przed figurą Matki były sztuczne z przewróconym wazonem.

   Nie cieszy mnie już to życie (w ciele). To nie jest uczucie chorego na depresję, ale świadomość zesłania. Pracę z naporem chorych skończyłem umęczony o 14.30! W tym czasie młodemu człowiekowi narysowałem schemat naszego "Poprawczaka ziemskiego", gdzie Szatan dysponuje mass-mediami i bronią zagłady, aby - przez swoich nieświadomych wyznawców - zniewalać ludzkość.

    Właśnie z radia płynęły głupoty o diecie makrobiotycznej, ale nie wolno mówić o poście! Na to trafiła się matka umęczona jadłowstrętem psychicznym swojego syna! Zacząłem moją modlitwę "za zniewalających narody", a jakby na potwierdzenie tej intencji z telewizji, którą oglądał syn padną słowa prezydenta Jaruzelskiego; "ja nie zniewalałem narodu" (chodziło o stan wojenny).

   Później trafię na art. w „Życiu W-wy” „Nie wszystko było złe, czyli bitwa o pamięć z generałem.” Czerwony sztywniak ocalił przy pomocy WRON trwanie PRL. Dzisiaj, gdy to mam edytować (19.11.2019) mogę powiedzieć, że sprawił trwanie tego systemu dotychczas; chodzi o agentów wpływu, leśnych dziadków (SLD) oraz dinozaurów (PO) z opanowanie wszystkiego; od Domów Kultury (chałtury) do ubeckich samorządów zawodów zaufania społecznego, gdzie są ciepłe posadki z szacunkiem dla kacyków przy zerowej ich odpowiedzialności („państwa w państwie”).

   Te służby zniewalają "swoich" i "tych, co nie z nami". Nie wiedzą, że ich przywódcą jest Szatan, który dzieli i rządzi. Wielu  Polaków wie o co chodzi. Padłem na kolana i w ciemności pokoju popłynie moja modlitwa.

     "Dziękuję Panie Jezu za ten dzień"…

                                                                                                                       ApeeL

 

18.03.1994(pt) ZA TYCH, KTÓRZY NIE KOCHAJĄ PANA JEZUSA

   Tuż po przebudzeniu popłynie "Anioł Pański", a zza kwiatka wyłania się postać Pana Jezusa niosącego krzyż (figurka). Wieczorem syn oddał w złości; "Ilustrowaną Biblię dla młodych", która teraz otworzyła się na dwóch obrazach; 12-letni Pan Jezus naucza w Świątyni Jerozolimskiej oraz na skruszonej niewieście obmywającej nogi Zbawiciela.

   Łzy zalały oczy i w tym stanie zacząłem odmawiać cz. radosną różańca i ze zdziwieniem stwierdziłem, że ta Biblia otworzyła się na; "Zwiastowaniu, Narodzeniu Jezusa i Jego Ofiarowaniu. Serce zalał pokój i wiem, że jest prowadzenie, bo syn otrzymał inną Biblię od żony.

    Bardzo miła była kontemplacja tego zdarzenia duchowego; pastuszkowie, baranki, gołębie, Józef i Matka. Pan wie, że to lubię; "Jezu mój!"

   W pracy miałem serce zalane radością i miłością Bożą do ludzi, a to oznacza pragnienie niesienia pomocy, udzielania porad i pomagania z serca. To nie jest równoznaczne z chęcią do pracy. W tym momencie jest u mnie biedny, ale tak się złożyło, że nic nie mam; "Jezu mój! Jezu!"

   Jakże rozumiem teraz Pana Jezusa, który oddał nam wszystko...w tym Swoje Życie. Wielki ból sprawiają kłótnie ludzi przy laboratorium oraz na moim korytarzu. Cały czas, falami (jak wachlarzem w upał) napływało pocieszenie Boże...

    Niepotrzebnie nakrzyczałem na dziadka z rozrusznikiem serca (inwalida pierwszej grupy), ale to nie było przypadkowe, ponieważ to jeden z niewielu modlących się. Poprosiłem go o ofiarowywanie każdego dnia w jakiejś intencji. Babuszkę ostrzegam, że grzeszy pokusą pracy, innej tłumaczę, że nie wolno zabijać dzieci nienarodzonych, a wielu starszych pocieszam, że mają krótszy czas wygnania.

    Teraz idę w drodze krzyżowej ze świecą i wołam w mojej modlitwie w intencji tego dnia, a ból zalewa serce. Nie wypowiem tego wszystkiego, bo moja modlitwa trwała godzinę (tyle, co rozważania drogi krzyżowej).

    Rano miałem pokusę pójścia na Mszę św. a teraz pięknie śpiewał chór ("Spójrz na krzyż")...wyszło trzech kapłanów, a czwarty miał imieniny. W czytaniach padną słowa o spisku bezbożnych, którzy przygotowują Zbawicielowi haniebną śmierć, bo jeżeli jest Synem Bożym to zostanie ocalony!

    Takie jest myślenie ludzi zaślepionych nienawiścią, która trwa dotychczas! Łzy zalały oczy podczas Ps 34; "Pan zawsze jest bliski dla skruszonych w sercu"...właśnie mam takie serce, siedzę malutki, skulony, a łzy lecą na ziemię.

    Pan Jezus wskazuje na swoje posłanie od Boga Ojca i uchodzi od pojmania. Płynie pieśń; "Panie, Ty widzisz krzyża się nie wstydzę." To słowa wprost ode mnie do Pana Jezusa. Naprawdę z radością uczestniczyłem w drodze krzyżowej po kościele!  Przypominają się słowa Vassuli, że słowami nie można wyrazić naszej miłości do Pana Jezusa, do Jego łask i dobroci! Takie jest teraz moje serce.

   Chwilkami chwytam się za twarz, cały czas mam zamknięte oczy, zalane łzami. Te łzy lecą strumieniami, ponieważ dziewczęta śpiewają; "Wystarczyła ci uboga sutanna" (dla kapłana), a w moim sercu i myślach biały fartuch, który dał mi Pan Bóg! Nagle przed Eucharystia ból duchowy ustąpił, a serce zalała wielka radość Boża!

    Z miłością mogłem patrzeć na Pana Jezusa z Sercem, obraz Matki oraz piłę przy nogach św. Józefa przypominającą mi zmarłego ojca ziemskiego. Zaczynam wołać; "za tych, którzy nie kochają Ciebie, Panie Jezu". To ogrom ludzi z rodziny, otoczenia i ze świata.

    "Jezu! Jezu! Proszę Cię...przyjmę za nich jakieś wyrzeczenia, bo wiara ojca kończyła się na krzyżyku i obrazku, a dziadek był alkoholikiem."

    Kapłan z Ciałem Pana Jezusa podszedł z boku do kolejki...wprost do mnie! Nawet nie zdążyłem uklęknąć i przeżegnać się. Ponownie popłakałem się, ale teraz ze szczęścia z krzykiem, że; "Pan Jezus podszedł do mnie. Sam Pan Jezus podszedł do mnie. Jezu mój. Jezu!" 

W radość Bożej wzrok zatrzymał wizerunek Ducha Świętego nad ołtarzem, a z wdzięczności zapaliłem lampki pod moim krzyżem. "Dziękuję Panie Jezu za ten dzień."

                                                                                                                             APeeL

 

 

 

   Ze względu na awarię routera nie mam możliwości edytowania zapisów dziennika i rano szukałem takiej możliwości. Nie mam rodziny z internetem ani bliższej osoby. Nie udało się, bo wiele punktów było nieczynnych lub nie miało połączenia, w jednym nie chciano udostępnić, a w innym nie udało się połączyć z ich siecią Wi-Fi.

    Cierpienia podobnych ludzi nie zrozumiesz bez jej zaznania. Przed wyjściem na wieczorną Mszę św. napłynęła pomoc w odczycie dzisiejszej intencji. Problem był w samym słowie przysługa, bo raczej dotyczy tych, którzy udzielają komuś jakiejś uprzejmości oraz to, co robi się komuś dobrowolnie.

   W dzisiejszej Ew (Łk 18, 1-8) Pan Jezus wskazywał na moc naszej modlitwy przywołując wdowę, która potrzebowała pomocy sędziego...obrony przed przeciwnikiem. Sędzia, który nie bał się Boga i nie liczył się z ludźmi (obecnie też mamy takich ważniaków, których poznałem osobiście)...pomógł jej, aby go nie nachodziła. Pan na tym przykładzie pokazał moc naszej modlitwy, bo Bóg Ojciec "weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego".

   Eucharystia przewijała się do przodu i ułożyła w zawiniątko. Dzisiaj było piękne kazanie misjonarza z którym później będę rozmawiał. Przekazałem moją prośbę, aby w swoich naukach mówił o;

duszy, która jest wcielana po naszym poczęciu i nic jej tutaj nie zadowoli, bo pragnie powrotu do Boga Ojca...którego jest cząstką

- Eucharystii (Cudzie Ostatnim)...duchowym Ciele Pana Jezusa (to moja łaska; mistyka eucharystyczna)

- odczytywaniu Woli Boga Ojca ("bądź Wola Twoja"), bo jest to droga do świętości...

- działaniu Szatana w naszym życiu, bo ktoś ustalił zakaz! 

- tym, co jest z nami po śmierci...ze wskazaniem na grzech chwalenia śmierci nagłej

- celu naszego życia, którym jest świętość, bo ludzie wskazują, że najważniejsze jest zdrowie ciała fizycznego, a zdrowie ma trzy poziomy; duchowe (nawrócenie), psychiczne (bardzo związane z duchowym) oraz ciała fizycznego, które na nic się nie przyda!

    W wielkim cierpieniu krążyłem przez godzinę odmawiając w tej intencji moją modlitwę...

                                                                                                                                   APeeL

 

26.03.1994(s) ZA TYCH, KTÓRZY NIE PRAGNĄ POWROTU DO OJCA
    W śnie na dyżurze męczyły mnie poty i koszmary, a o 4.00 zostałem pomyłkowe zbudzony przez dyspozytorkę pogotowia. Zważ ile możliwości ma Szatan w dręczeniu człowieka, a muszę być wyspany, ponieważ wyjeżdżam na sympozjum naukowe do W-wy.

   Podczas próby zaśnięcia pojawiła się osoba chorej na nowotwór, której twarz zmieniła się demonicznie, a w głowie pojawili się agenci...także z otoczenia. To zły znak wskazujący na atak Szatana. Teraz przemawiam na sympozjum z mądrzeniem się. Pokazanie różnicy na lekarzach bliźniakach; ateiście i katoliku (lekarz-kapłan, który leczy ciało i duszę).

    "Dzisiaj wykończę cię”! Szatan nie ukrywa się, ponieważ wiem o jego istnieniu i tutaj kamuflaż jest niepotrzebny. Nawet boję się, ponieważ wyjazd do W-wy zawsze oznacza jakieś ryzyko. Wyświęciłem pomieszczenie i wykonałem wiele krzyżyków na swoim ciele.

   Poprosiłem Pana Jezusa, aby dzisiaj był ze mną...w sensie; „My"! Prawie nigdy nie słucham radia samochodowego, a teraz płynie śpiew młodego człowieka o jego wielkiej miłości. Ja wiem, że te słowa są od Pana Jezusa. Nie znam jeszcze przebiegu dnia, ale to oznacza Boży Czas!

    Na tylnej szybie samochodu mam wizerunek Pana Jezusa Miłosiernego. Mijam krzyże i kapliczki, a przypomniał się kolega-lekarz, który wychodził z karetki i zabierał z nich figurki Matki Bożej i sprzedawał w W-wie (widzieli go na targowisku). Później ktoś go zamordował (w jego ośrodku zdrowia).

    Po dojeździe do Teatru Wielkiego Bóg-Ojciec pokazał mi elementy Nieba na ziemi. Przy drzwiach nas witano, obdarowano torbą pełną leków i książką. Pięknie, czysto, sprawdzają listy i każdego o z n a k o w u j ą (przypięto mi zielony znak). Gala, płynie muzyka, a wszyscy są szczęśliwi, witają się, całują wpadając sobie w ramiona po latach!

   Moje serce - w tej radości – zalał ból Pana Jezusa; "dlaczego ludzie nie wierzą w Niebo?” Ja sam prosiłem Ciebie, Panie Jezu o odpoczynek...dziękuję, przecież wszystko jest w Twojej mocy! Płynie koncert fortepianowy, a moje serce znalazło się blisko Boga Ojca!

    Nie jest łatwo dostać się do Nieba. Na wykładzie z twarzą w dłoniach wołałem; "Ojcze mój! Dobry Boże! Panie mojego serca i mojej duszy. Panie wszystkiego...także mojej woli. Wszystko nam pokazujesz, ale oczy Twoich dzieci są ślepe, serca-puste, a dusze zajęte tym światem. Dziękuję Ojcze za to dzisiejsze szkolenie."

    W bólu zacząłem moją modlitwę w intencji tych, którzy nie pragną powrotu do Ojca Prawdziwego. W drodze powrotnej trafiłem do kościoła św. Krzyża, gdzie kupiłem kasety z pięknie nagraną modlitwą różańcową oraz podarunek dla żony. W W-wie pożegnało mnie oberwanie chmury i było mi nijako, bo nie zabrałem dwóch zmoczonych chłopców.

    Teraz biegniemy z żoną na Mszę św. a ja kończę modlitwę. W tym czasie lud śpiewa o tych, którzy niosą krzyż Pana Jezusa. W czytaniach jest obietnica dla narodu wybranego; „Uwolnię ich od wszystkich ich wiarołomności...oczyszczę ich i będą moim ludem. Ja zaś będę ich Bogiem /../ będą mieć jednego Pasterza i żyć będą według moich praw, i moje przykazania zachowywać będą i wypełniać /../ zawrę z nimi /../ wiekuiste przymierze /../."

    Serce i duszę poruszyły słowa kapłana z modlitwy Eucharystycznej; "Ty stworzyłeś człowieka na obraz i podobieństwo Swoje i powierzyłeś mu cały świat, aby służąc Tobie samemu jako Stwórcy rządził wszelkim stworzeniem.”

    Eucharystia w intencji tych, którzy nie pragną wrócić do Boga Ojca. Przy tym serce zalała odpowiedzialności za moich braci ziemskich. „Ojcze przebacz im, ponieważ nie wiedzą, co czynią”. Towarzysze są podenerwowani wyjazdem „wroga ludu”, a właśnie Wałęsa przestaje podpierać lewą nogę, a cóż ja mam do tego? W domu włączyłem kasetę z której popłynie piosenka; "Mój Mistrzu”, a łzy zaleją oczy.

    Dzień zakończy się atakiem Szatana; syn przyprowadzi koleżankę, trafię na bestialski film „Orzeł wylądował” podczas którego pojękiwałem "Jezu! Jezu!", żona obraziła się z powodu wzywania Imienia Pana Boga nadaremnie, a dodatkowo przywiozłem jej nietrafiony prezent...

    Tak zmieszało się Niebo z ziemią...

                                                                                                                                   Apeel

 

25.03.1994(pt) ZA NIECZYSTE SŁUGI BOŻE

   Zobacz jak Pan Bóg prowadzi teraz i na wieki, bo dzisiaj (12 marca 2014 roku) mam podaną intencję: za sługi Boże i pasuje opracowanie w/w zapisu.

    W śnie kończyłem budowę pięknego domu, ale skąd wziąć pieniądze? Wycinałem też karpy starego drzewa i ujrzałem „żywe” pędy, odrosty. Wówczas pytałem sam siebie: jaka to symbolika? Pan wszystko wyjaśnił po 20 latach!

    Zbudzono mnie przed 6.00 i wiem, że mam być w Domu Pana, bo wczoraj uzyskałem czystość poprzez spowiedź. Wolno dochodziłem do siebie i odmawiając „Anioł Pański" trafiłem na kobiety śpiewające „Godzinki”, a „spojrzała” na mnie figurka Matki Bożej z ołtarza głównego.

    Mój ulubiony prorok Izajasz (Iz7,10-14) przekazuje od Boga, że Panna pocznie i porodzi Syna i nazwie go imieniem Emmanuel, albowiem Bóg jest z nami.

   Teraz zrozumiałem dlaczego Pan wczoraj zaprosił mnie do Sakramentu Pojednania, bo Matka Boża Niepokalanie Poczęta przeżyła całe życie w czystości. Św. Józef musiał też zachować czystość, a byli małżeństwem. To wzór dla nas, dla każdego małżeństwa, ponieważ wstrzemięźliwość jest źle widziana, bo wokół panuje kult seksu.

   Psalmista wołał (Ps 40): Radością jest dla mnie pełnić Twoją Wolę, mój Boże”...tak jest naprawdę! Przecież Pan Jezus czynił to od początku Swojej Bożej misji aż do męczeńskiej śmierci. W Ewangelii płynęły słowa zwiastowania, a z teczki „wyjął się” wizerunek Matki z modlitwą „Zdrowaś Maryjo”.

   Skulony, malutki czekałem na kolanach na Pana Jezusa. Eucharystia była w intencji tego dnia z napływem postaci świętych. Wolny dzień, bo z żoną jesteśmy pod wrażeniem wczorajszego spotkania z Vassulą.

   Nie wiem dlaczego "patrzył" Pan Jezus w koronie, ale po czasie przeczytam słowa prośby „o okazywanie Mu czułości”. To jest zrozumiała i często całuję wizerunek Pana Jezusa z Całunu, a z pragnienia serca wszędzie daję świadectwo wiary.

    Na dyżurze w pogotowiu o 15.00 popłynie koronka do Miłosierdzia Bożego, a na dalekim wyjeździe zacznę moje modlitwy. Trafię do pochylonej staruszki żartującej o chłopach! Nawet zwróciłem jej uwagę, bo to piątek i czas drogi krzyżowej. Dalej wołałem podczas transportu chorej do szpitala.

    Miałem pragnienie zapalenia lampki pod krzyżem, a podczas odmawiania cz. chwalebnej różańca (przy „Wniebowstąpieniu”) znalazłem się w niepozornym domu, gdzie mieszkanie zawierało elementy Nieba...wszystko było piękne, jasne i czyste, ława z ustawianymi ozdobami, a na ścianie znajdował się wielki obraz „Ostatniej Wieczerzy”.

   Umęczony podziękowałem Panu Jezusowi za ten dzień i padłem  w państwowe łóżko już o 21.30, a ukojenie dał obraz Pana Jezusa Miłosiernego oświetlany lampą zewnętrzną bujającą się na wietrze…

                                                                                                                                    APeeL

 

 

    Padłem na kolana prosząc Boga Ojca o błogosławieństwo w dniu dzisiejszym. Nie byłem zdolny do Mszy św. porannej, ale przełamałem się i w drodze na spotkanie z Panem Jezusem o 7.00 powtarzałem tę prośbę wielokrotnie.

   Trzeba przyznać, ze rzadko to czynimy. Popłynie zarazem "Ojcze nasz" i "Anioł Pański" z wołaniem do Matki "Pod Twoją obronę" oraz moje ulubione słowa z piosenki, które zamieniłem na modlitwę;

     "Pod Twą obronę Ojcze na niebie grono Twych dzieci swój powierza los.

Ty nam błogosław, ratuj w potrzebie

i chroń od zguby, gdy zagraża cios."

    Na początku Mszy św. płynęły słowa rozważanie z Księgi Mądrości (Mdr 13, 1-9) o głupich, "którzy nie poznali Boga; z dóbr widzialnych /../" lecz uznali, że światem rządzą bóstwa. Z wielkości i piękna stworzeń poznaje się ich Sprawcę, a tu błądzenie w szukaniu nie wiadomo czego i uleganie pozorom. Popłakałem się, bo to wielka prawda...

    Poznałem to podczas wielu rozmów z chorymi i różnymi ludźmi jako lekarz, a także z królującej wokół bezbożności. 99% żyje dla życia, a "wielkim" tego świata marzy się władza oraz badaniem kosmosu...w tym czasie nie widzą Stwórcy tego wszystkiego.

    Padły też słowa o czekających na koniec świata i nadejście Królestwa Bożego. To jest niepotrzebne, bo Królestwo Boże jest w nas, a jego widocznym znakiem jest Kościół Boży. Szatan wie o tym...dlatego nasza jedynie prawdziwa wiara jest - tak potwornie i bezkarnie - atakowana.

   Pan Jezus zalecił nabranie ducha, ponieważ zbliża się nasze odkupienie z Jego nagłym przybyciem. Nie pamięta się o czasie potopu za Noego oraz Lota w Sodomie, gdzie z nieba spadł "deszcz ognia i siarki" (Łk17 26-37).

   Pan zapowiada czasy ostateczne z zaleceniem, aby wówczas nie schodzić z dachu i nie wracać z pola, bo nic nie zdoła uratować naszego życia. Ludzie żyją, snują różne plany, pogrążają się w sprawach doczesnych i nawet nie pomyślą o swoim odejściu. Ja dodam, że większość nie przygotowuje się do śmierci. Nie chodzi o zakup ubioru, ale o duchowe pojednanie z Bogiem.

    Przed Eucharystią popłynie pieśń; "O! Ty, Przedwieczny, który lat tysiące wciąż gasisz i zapalasz słońce." Ciało Pana Jezusa ułożyło się w pęk róży, a pokój zalał serce i będzie trwał wiele godzin.

   Z włączonego radia Plus popłynie program muzyczny z wzajemnymi życzeniami oraz pocieszaniem piosenkarza, któremu samochód wpadł do rzeki. Awaria routera sprawiła obdarowanie (promocję)...dadzą nowy telefon stacjonarny bezprzewodowy z nieograniczoną możliwością rozmów oraz szybki internet. To jest zarazem wynik błogosławieństwa Bożego, bo awaria mogła nastąpić podczas edycji zapisów.

   Jak przekonać ludzi, aby drgnęli ku Bogu, gdy u nas nie ma świadectw wiary, a moja łaska budzi wątpliwości. Tak sobie biegam do kościoła, sam z siebie...czasami na dwie Msze św.!

   Przed wyjściem na modlitwę "podpowiedziano mi w/w intencję. Przez godzinę wołałem za głupich tego świata żyjących wg swojej mądrości, która jest głupstwem dla Boga...

                                                                                                                     APeeL

 

26.10.1989(c) ZA PODZIWIAJĄCYCH WIELKOŚĆ BOGA

   Po przebudzeniu napłynęły dobre natchnienia; mam być cichym, pokornym i dobrym...ponadto milczeć i podziwiać wielkość Boga, a nie świata!

   W myślach powtarzałem: „Pan jest dobry, Pan jest dobry”. Padłem na kolana w podziękowaniu za wszystko; ”rozdawaj Panie Siebie przeze mnie”. W czasie przejazdu do pracy słuchałem audycji o sensie życia, które jest wielkim darem.

- Żyć krótko, ale dobrze...mówi pierwsza pacjentka.

- Nie. Trzeba żyć tak, aby uzyskać zbawienie (życie prawdziwe).

   Wyjaśniam, że trzeba żyć zgodnie z naszym powołaniem, w łączności z Bogiem Ojcem. Jakże marnie wyglądają bracia pod drzwiami gabinetu, gdzie trwa bałagan, krzyki, brak szacunku dla starego, słabego i bardzo chorego. Wielu ma spaczony cel życia np. uzyskanie zdrowia w wieku 65 lat.

   Tylko Bóg może zaspokoić pragnienia naszej duszy, bo szukamy czegoś, ale zapominamy o jej posiadaniu! To cząstka Boga w nas samych, która pragnie powrotu do Stwórcy. Bóg powołał nas jako ukoronowanie wszystkich stworzeń...do życia wiecznego!

   On ukochał nas jeszcze przed naszym narodzeniem. Odłączając się od Boga - umierasz! To śmierć prawdziwa, bo duszy z utratą życia wiecznego. Łaska daje życie wieczne - życie Boże, które zaczyna się już tutaj na ziemi.

    Nagle napływa pocieszenie, bo pacjentka z ludzkiej nory otrzymała mieszkanie w bloku (wdowa z dziećmi). Zawsze ciężko pracowała i wstydziła się swojej biedy, czuła się gorsza...tak jak bogacze czują się lepsi! Teraz rozumie ludzi w podobnej sytuacji. Bogacze swoimi grobowcami sprawili, że nie ma dojścia do grobu swojego męża...z tego wszystkiego pomyłkowo zamówiła Mszę św. za siebie!

    Inna chora prosi lek na „wysychanie kory mózgowej”. Mija 7 godzina udręki, trzęsą mi się ręce, bo wielu chorych ma złą energię.

   W chwilce ukojenia przed dyżurem w pogotowiu (jeden budynek) słucham Słowa Bożego. Pan Jezus na ożywieniu Łazarza pokazał od Boga, że w Ojczyźnie Niebieskiej nie będzie śmierci, cierpień i łez oraz obecnego mozołu..."umarł za nas, abyśmy mieli życie".

    Teraz, na początku dyżuru z głową w poduszce wołałem płacząc:

"Panie Jezu stoję przed Tobą słaby, mały i kruchy.

Przyjmij Jezu moje podziękowanie za to, że umarłeś za mnie wskazując Drogę i Bramę do Prawdziwego Życia.

Dziękuję Ci za Twoje zasługi Jezu Chryste, mój miłosierny Zbawicielu".

    Samo Imię 'Jezus' (Ten, Który Zbawia) wywołuje u mnie ucisk w sercu i łzy w oczach. Z łaską wiary widzę jasno to, co dla innych jest zakryte. Nasz umysł pracuje przy pomocy zmysłów, a wiedza i zmysły nie są przydatne w badaniu Prawd Bożych. Możesz być uczonym w czytaniu i specjalistą od badania Trójcy Przenajświętszej...jako ateista!

    Kolega wrócił z wyjazdu do przestępców na komendzie. Jeden z nich był cały wytatuowany i "pocięty". Jakże chciałbym z takimi łotrami rozmawiać w przyjacielskiej atmosferze, bo zdrowi nie potrzebują lekarza!

    Kiedyś było słuchowisko w którym Jezus chciał spotkać się z takim złym człowiekiem u Piłata. Teraz czytam książeczkę; "Eksterioryzacja." Roberta A. Monroe. Autor stwierdził, że drugie ciało (dusza?) jest dowodem na nasze dalsze istnienie;

- odwiedził przyjaciela, który zmarł (gdzie był?)

- "rozmawiał" ze zmarłą właścicielką jego nowego domu

- odebrał kontakt z przyjacielem lotnikiem, w chwili w której ten zginął

- odwiedził zmarłego ojca z powodu wylewu krwi do mózgu, który przekazał mu, że ból głowy jest mniejszy!

    Często mam do czynienia z udarem mózgu, ale nigdy (tak jak inni lekarze) nie podawałam takim chorym leków przeciwbólowych, a trzymają się wówczas za głowę! Wyobraź sobie, że do zamkniętej czaszki pod ciśnieniem wylewa się krew, która niszczy tkankę mózgową.

   Autor książeczki miał też jakiś nadprzyrodzony kontakt w którym słyszał hejnał czy głos trąby, a wówczas wszyscy przerywali rozmowy przyjmując pewną postawę...nie wolno było im patrzeć na Przechodzącego. Czasami kogoś zabierano i wszyscy wracali do swoich czynności. Czy to był Czyściec?

                                                                                                                                    APeeL

 

22.11.1989(ś) Osiołek Pana Jezusa...

- Pobranie krwi...wzywa pielęgniarka.

   Spojrzałem na zegarek 1.00. Przykro mi, bo to znajomy, zawodowy kierowca, rodzina będzie w kłopocie, bo wychowują trójkę dzieci porzuconych przez córkę.

   Rutynowe pytania i rutynowe odpowiedzi;

- czy pił?...im więcej pijani tym rzadziej przyznają się

- czy zdrowy?...zawsze podają choroby, które nie przeszkadzają pić

- waga, wzrost, tętno, źrenice, chuchnąć, próba Romberga; stoisz na baczność z zamkniętymi oczami, na przemian musisz dotknąć palcem nosa. Koniec badania. Mówię; "najlepiej było w czasach Jezusa, wówczas jeździło się na osiołkach."

    Wróciłem ze smutkiem do pokoju lekarskiego i w głębi serca poznałem Mądrość Jezusa. Ten wjazd na osiołku wyjaśniło mi pismo Miłosza. Zawikłana mądrość ziemska i prosta Mądrość Boża. Z serca wyrwał się krzyk;

   <<Jezu! Mój Jezu! Jakże pragnę zostać Twoim osiołkiem, nic nie rozumieć i spełniać Wolę Ojca! Ty mnie posyłasz do środka duchowych cierpień, do środka Twojego Serca, do Miłości niespełnionej, którą śmierć otworzy...

do Twojej tęsknoty

do Twojej nędzy

do smutku Twojego

do łez przy Łazarzu

do cierpień Twoich. Jezu! Mój Jezu!>>

   Czas iść spać, ale już nie zadawała ten świat. Nikt nie dostrzega biednych i słabych. W pierwszych minutach pracy w przychodni muszę prowadzić beznadziejną rozmowę z pracowniczką opieki społecznej (chodzi o rentę dla pacjentki). Nie rozumie moich słów.

  • Pani ma wielki dar...dar służenia biednym i chorym. W waszym pomieszczeniu powinien wisieć wielki wizerunek brata Alberta. Powinna pani dziękować za zgłoszenie potrzebującej pomocy, a pani dyskutuje ze mną.

  • Jeżeli nie mam daru...niech pan mnie zwolni!

    Wszystko jest takie wokół. Wędliny i kiełbasa marnieją na hakach, ale biedny ich nie kupi. Nikt nie służy...wszyscy pragną oszukiwać wszystkich - dokąd prowadzi taka droga? Nie jest to droga, którą szedł Pan Jezus.

   W czasie wieczornego filmu opanował mnie smutek z ciepłem w nadbrzuszu i chęcią ucieczki w ciszę, samotność, czytanie, rozmyślanie. Nie miałem gdzie schować się przed zgiełkiem rodzinnym (brak własnego pokoju). Z krzykiem duszy wybiegłem z domu wołając do Boga;

" Tam, gdzie nie dociera ludzka myśl, a śmierć nie sięga ani zło

Tam, gdzie się kończy wyobraźnia, a pamięć wieczna księgi chowa

Tam, gdzie duch odbity w milczeniu drga, a wokół Miłości Ogrody...

Tam właśnie jest Jezus! Mój Najdroższy Pan! 

Myśl sama o Nim łzę wyciska...to Ojciec Mój!

Światłość Światłości, Dobro Dobra, Piękno Piękna, Sprawiedliwość Sprawiedliwości...

Miłość Miłosierna, naczynie wszystkich łez i cierpień

najmniejszych z najmniejszych i największych z największych.

Patrz! Jezus płacze z tobą, a w Jego dłoniach jest Jego Serce dla ciebie"...

   To trwało 15 minut. Przy Imieniu Pana Jezusa naprawdę płakałem. Wróciłem cichy i mały. Nic nie odzywałem się podczas pokazywania wielkich cierpień w "Telewizji nocą".

   Chora była przykuta do łóżka od 20 lat...skarży się tylko na brak materaca przeciwodleżynowego! Ciekawe co na to powie kolega, który w dyskusji stwierdził, że 50000 dolarów to dzisiaj niewiele. Wzburzył się, gdy stwierdziłem, że miss świata powinna te pieniądze przeznaczyć na wybudowanie pawilonu dla ciężko chorych...

                                                                                                                                   APeeL

 

 

 

 

 

 

Matki Bożej Pięknej

   Nie planowałem Mszy św. o 6.30, ale po przebudzeniu posłuchałem natchnienia i na czas przybyłem na spotkanie z Panem Jezusem. Zdziwiony zwróciłem uwagę na zawołanie kapłana, abyśmy odkrywali obecność Boga Ojca w wydarzeniach naszego życia.

   To jest tzw.; "duchowość zdarzeń", bo nasz Tata nie ukrywa się, ale dał nam rozum, abyśmy w Jego cudach odkryli Stwórcę. To samo dotyczy naszych ciał, które są podobne do zwierzęcych, a mają wcielone dusze...

   Następnie padną słowa o mądrości Bożej (Mdr 7,22-8,1) w której jest; "duch rozumny, święty" jako tchnienie mocy Bożej. To przeczysty wypływ "chwały Wszechmogącego", odblasku wiecznej światłości, zwierciadłem bez skazy działania Boga, "obrazem Jego dobroci."

   To jeden wielki pean pisany z natchnienia Ducha Świętego. Ja wiem o tym i dziwi mnie tylko niezmienność naszych doznań. Wyjaśnia to psalmista w Ps 119[118]; "Twoje słowo, Panie, jest wieczne, niezmienne jak niebiosa".

   Pan Jezus doda (Łk 17, 20-25), że; "Ja jestem krzewem winnym, a wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity." Padną też słowa o Królestwie Bożym, które nie przyjdzie w sposób dostrzegalny. Człowiek bez łaski wiary nie pojmie przeżycia związanego z istnieniem tego królestwa w nas.

   Nie można bowiem opisać w naszym języku wszechogarniającej miłości Boga Ojca z poczuciem jedności z wszystkimi wyznawcami Boga w Trójcy Jedynego. Po Eucharystii serce zalał pokój, który po powrocie do domu sprawił błogi sen.

   Żona oglądała reportaż z Bieszczad, gdzie w dzikich warunkach mieszkają pragnący osamotnienia. Myśl uciekła do św. Jana Chrzciciela. Ja nie mógłbym żyć bez Pana Jezusa Eucharystycznego, a tam nie ma w pobliżu kościołów. To jest prawdziwe opuszczenie duchowe, które łagodzi lub znosi zjednanie z Panem Jezusem (w Eucharystii). Ja takie przeżycia mam w centrum handlowym, w tłumie, a nawet na rozkrzyczanej sali.

    Dobrze, że wczoraj edytowałem zapisy na bieżąco, bo dzisiaj stwierdziłem brak dostępu do internetu (okaże się, że zużył się router). To duży kłopot, bo tracisz dostęp do poczty i nie mogłem wejść na swoją stronę. Poprosiłem św. Józefa o pomoc i zgłosiłem awarię sąsiadowi, który ma zakład w pobliżu.

    Właśnie pokazywali naprawioną oczyszczalnię ścieków ("Czajkę") w Warszawie. Tak jest też z naszym zdrowiem fizycznym oraz z duchowością...cieszysz się z łaski wiary i nagle sromotnie upadasz. Sąsiad potwierdził uszkodzenie, a z Netii błyskawicznie przybył ich monter.

   Podziękowałem św. Józefowi za szybką diagnostykę...trzeba czekać tylko na kuriera. Wymieniłem dodatkowo opony u wulkanizatora, gdzie męczył się z nietypowymi kołami (opony nie pasujące do felg). Napełnianie ich powietrzem grozi wybuchem. Tam spotkałem jego chorą matkę i pomyślałem o lekarzach, a to sprawiło ponowne uczestnictwo w wieczornej Mszy św. (jakby za mnie).

    Eucharystia dała trochę pokoju, a po ruszeniu samochodem napłynęło natchnienie, aby zapalić lampkę pod "moim" krzyżem i krzyżem przy kościele.

    Po czasie wyszedłem na boisko i wśród grających - w mojej modlitwie - wołałem do Boga Ojca, a w tym czasie napłynęła awaria w Czernobylu oraz pracujący przy likwidacji gruzów po ataku na WTC (azbestoza). Ogarnij cały świat niosących pomoc w kataklizmach. Zarazem ujrzałem wielką łaskę dawania codziennego świadectwa wiary.

    Na końcu wołałem do św. Józefa oraz do MB Niepokalanej (figura pod blokiem), aby podziękowali Bogu Ojcu za wszystko. Obecnie w moim sercu Deus Abba jest na szczycie kultu Trójcy Świętej, bo został jakby zapomniany...

                                                                                                                        APeeL

 

29.10.1989(n) NIE JESTEM Z TEGO ŚWIATA

    Kończę dyżur w pogotowiu, a serce zalewa tęsknota za Panem Jezusem. Wraz ze zbliżaniem się do Zbawiciela widzisz własną nicość. Zrywają do młodej kobiety z pamiątką po weselu; rana wargi i złamany ząb. Dziwne, bo następny wyjazd jest do płci przeciwnej, ale z tym samym. Młody człowiek złorzeczy, przeklina, bo był na weselu, a krew leje się z wargi. Tak niektórzy zaczynają niedzielę!

    Pojechaliśmy z żoną na Mszę św. ale będzie nieudana z powodu rozdrażnienia; zbyt jasno, organista śpiewał za głośno i fałszował, brak było przerw z ciszą.

    Podczas konsekracji wypowiadałem swoje słowa; "wierzę prawdziwie w to, co rzekł kapłan, że Panie Jezu jesteś Synem Boga Żywego, danym mi na pamiątkę Twej Męki za mnie jako dowód Bożej Miłości." Przy wyjścia z kościoła podano informację, że; „nie jestem z tego świata”.

    Pięknie o Sakramencie Komunii św. powiedział ks. T. Ludwisiak w katolickiej audycji radiowej; Eucharystia to niewidzialna łaska, która jest objawem miłości Boga Ojca. Tym Sakramentem jest Jezus Chrystus, który przeszedł przez życie dobrze czyniąc.

   To zbawianie trwa dalej dzięki Duchowi Św.! Jest to trwała misja, która wyzwala człowieka. Stajesz się przybranym synem Boga! To sacrum - spotkanie z Nim-Zmartwychwstałym Panem. To spotkanie osoby z Osobą, które daje prawdziwy pokój sercu. Tak to ułożyłem wg słów kapłana.

   Dzień kończy rozdrażnienie, ponieważ syn nie wracał do domu, a córka całą noc szalała z powodu zaginięcia chomika.

   To kompletne głupoty, które normalnego człowieka mogą wyprowadzić z równowagi...oto właśnie chodzi! Ja w pracy stykam się z wielkimi cierpieniami i różnymi nieszczęściami. Cóż oznacza głupi chomik w stosunku do "schyłkowej niewydolności nerek u dzieci." Nie muszę budzić wyobraźni, abyś zobaczył umęczonych rodziców - widzących jak z dnia na dzień - kona ich dziecko!

                                                                                                                                    APeeL

 

27.10.1989(pt) ZA CIERPIĄCYCH Z POWODU TĘSKNOTY ZA PANEM JEZUSEM

   Tuż po przebudzeniu serce zalała tęskna miłość za Panem Jezusem. Ukoił pobyt sam na Sam ze Zbawicielem podczas dojazdu samochodem do przychodni. W tym stanie mam zawsze dodatkowe cierpienie, bo ludzie przybywają ze zwykłymi sprawami (świerzb, płaskostopie, itd.). "Panie mój. Stworzycielu, Miłościwy Ojcze! Najświętsza Opatrzności. Zmiłuj się nade mną."

    Przypomniało się wczorajsze czytanie książki "Poszukiwanie Boga" Mortona. Wiara jest źródłem pokoju i udręki. Pokój polega na pewności dotyczącej sensu mojego istnienia z powrotem do Boga za Jego Opatrznością.

   Udręka mających łaskę wiary polega na naszej tęsknej miłości. Jak można przekazać i udowodnić tę tęsknotę? Namiastka jest pokazana w naszych rozłąkach z bliskimi. Tak samo jest z miłością do Boga. Wiem, że jestem połączony z Nim wszechogarniającą miłością. Płynie ona do mnie, a przez mnie na innych.

   Tak dotknięty pragniesz się zmienić...żyć dla Boga, bo zaczyna przeważać dusza (cząstka Boga wcielona w momencie naszego poczęcia). W tej miłosnej tęsknocie między przyjęciami zapisuję na karteczkach napływający krzyk;

"Wszystko odrywa mnie od Ciebie, Panie - celu wędrówki mojej!

Jezu Mój Miłosierny nad każdym stworzeniem się użalisz.

Czuję Cię Boże!

Jesteś w ciszy...w Tobie jest najwyższe ukojenie.

Wielu Cię nie zna i nie chce, a przekazać im, że Jesteś!

Jak bardzo niedobrze mi tu Panie"...

    Na ten moment Robert A. Monroe z "Eksterioryzacji" opisuje swoje przeżycia bliskie mojemu sercu (nie użył słowa; "niebo"); było to miejsce czystego pokoju...z paletą świateł i jego barw - nie mającej odpowiednika na ziemi - przenikających osobę.

   Dodatkowo rozbrzmiewała muzyka sprawiająca wibracje w harmonii z poczuciem uniesienia i szczęścia. Sprawiały to chóry - niby ludzkich głosów...bez jasnego źródła, bo sami jesteśmy częścią tej muzyki połączeni z sobą. Tam już wiesz i akceptujesz istnienie Boga Ojca, Stwórcy tego co był, jest i będzie...

Autor był tam trzy razy i wracał niechętnie (raczej sprowadzany). Po powrocie odczuwał nostalgię oraz uczucie samotności przez kilka dni. To potwierdza relacje "życia po życiu" i moje zjednania z Panem Jezusem Eucharystycznym.

   Ja nie potrzebuję namacalnych dowodów na istnienie Królestwa Bożego. Nie muszę tego sprawdzać...znam to z podobnej tęsknoty. Dobrze, że Pan dał nam widzialne połączenie - najsłodszy Sakrament (Eucharystię), bo nie tracimy połączenia naszej duszy z Bogiem Samym...

                                                                                                                                      APeeL