Wola Boga Ojca
  1. Jesteś tutaj:  
  2. Start

11.06.2002(w) ZA POGRĄŻONYCH W SMUTKU

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 11 czerwiec 2002
Odsłon: 626

    W przychodni "na rozruch" mam pełną poczekalnię ludzi i zwykły bałagan. Ja potrafię odbierać „złą” i „dobrą” energię. Ktoś, kto ma ten „dar” wie o co chodzi. Większość chorych to ludzie smutni, podenerwowani, pełni obaw i biedni. Tacy nie wydzielają „pokoju”. Biorę to wszystko w cudzysłów, bo nie da się tego opisać. 

   Oprócz tej energii, która rozprasza jako człowiek normalnie denerwuję się razem z nimi. Często ja jestem winien, ponieważ „Panu Bogu nie udała się starość i choroby”, ale ja i wielu z tego żyje. 

   W związku z tym nikomu nie życzę zdrowia ciała tylko zdrowia duszy! Z radia płynie informacja o upadku stoczni, a w jakiejś firmie nie płacą od 7 miesięcy. „Panie zmiłuj się nad nami”!

    Dzisiaj jest pogrzeb kierowcy karetki, który zginął przed czterema dniami. Z trudem wyrwałem się na Mszę św. i trafiłem na konsekrację. Łzy zalały oczy, bo to piękna uroczystość: szpaler współpracowników, ubiór zawodowy, warta, ale garstka podeszła do Komunii św! 

   Zły słusznie przeszkadzał, bo nie podoba mu się moje świadectwo. Nie obchodzą mnie znajomi i klękam żegnając się przed zjednaniem z Panem Jezusem. W służbie zdrowia jest tylko garstka wierzących.

   Dziwne, bo to ludzie stykający się ze śmiercią, żyjący wśród tych, co są na krawędzi, stykający się z kapłanem spowiadającym na salach chorych. Ta śmierć zaskoczyła wszystkich, bo to śmierć ratownika (wypadek karetki). Wyszedłem na końcu i od Pana Jezusa otrzymałem kwiat (leżał na ziemi).

     Późnym wieczorem wyszedłem na spacer modlitewny. Popłynie koronka do Miłosierdzia Bożego oraz moja modlitwa. Z telewizji popłyną smutne obrazy;

- straszne obrazy powodzi, w tym zalany Śląsk

- płacz rodzin ofiar „Kurska”.

- zapchane magazyny, a nadal trwa import tych towarów

- gorycz rolników, bo trwa „klęska urodzaju”

- klęska Francji na mistrzostwach świata, smutek i rozpacz kibiców

- ofiary i rodziny ofiar zamachów...w tym na Ziemi Świętej

- upada stocznia w Szczecinie, a za zaległe pensje dają 500 zł zaliczki

- pijany kierowca autobusu wjechał na drzewo

- pacjentowi zostawiono igłę w głowie (w czasie zabiegu)

- straszliwe pożary w USA...ludzie uciekają w popłochu z przedmieść Denver! 

    Teraz oglądam „997”, gdzie dominują zabójstwa, kradzieże, ofiary napadów. Natomiast w „Ekspresie reporterów” pokazują dom matki i dziecka (częste uczestniczki rozbojów, mogą tam przebywać do 3 lat).

    Ogarnij cały świat, bo do mnie dotarły tylko błyski tego cierpienia...

                                                                                                                                 APeeL

 

 

 

10.06.2002(p) ZA CIERPIĄCYCH Z POWODU MIŁOŚCI

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 10 czerwiec 2002
Odsłon: 584

   Wrócił ból wczorajszego dnia, bo wystąpił konflikt pomiędzy miłością do Boga i stworzeń. Wychodzę na Mszę św. poranną i wołam do Stwórcy, który zna moje serce i moje cierpienia:

    „Panie Jezu! tylko Ciebie kocham! Ty zawsze jesteś wierny i nigdy nie wypominasz przebaczonych grzechów”. Płyną czytania i słowa Jezusa o błogosławionych. Św. Hostia pęka na pół „My” z miłości do Pana Jezusa.

    Od 7.00 -14.40 w przychodni trwał nawał, kłótnie i krzyki, ale miałem moc i załatwiłem wszystkich.

Teraz przesuwają się cierpienia związane z brakiem miłości;

- pacjentka została porzucona przez męża, a mają chore dziecko i alimenty

- popłyną obrazy dzieci z ośrodka opiekuńczego (porzucone przez adaptujących)

- chorzy na nowotwory, bezdomni i bezrobotni.

- ofiary śmierci nagłej (właśnie jest pogrzeb naszego kierowcy z pogotowia)

- w telewizji płacze matka, której zabrano dziecko.

    Wyszliśmy na spacer z żoną, a ona zezłościła się i uciekła. Przepłynął cały świat pragnących miłości, zakochanych, bijących się o partnerów, przysposabiających dzieci, bezdzietnych. Dalej porzuconych (w tym przez rodziców) i przez rodzeństwo, rozdzielonych...także przez śmierć. 

    To cierpienie nie ma końca. Na szczycie tej piramidy miłości...jest Zbawiciel, który oddał Swoje Życie za nas i dla naszego zbawienia. To wielkie cierpienie towarzyszyło mi podczas całej modlitwy. Przypomniało się pękniecie św. Hostii. W ręku mam przykłady cierpiących z powodu miłości do Boga naszego: stygmatyk o. Pio, w „Niedzieli” będzie św. Antoni, a z telewizji „Puls” popłynie dyskusja o celibacie (cierpieniu ciała) i miłości duchowej do Pana Jezusa.

    Jakże Bóg zadziwia mnie każdego dnia...nigdy nie przypuszczałem, że ta łaska będzie trwała aż do edycji tego zapisu (14.06.2019)… 

                                                                                                                                    APeeL

 

 

09.06.2002(n) ZA KOCHAJĄCYCH PANA JEZUSA PONAD WSZYSTKO

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 09 czerwiec 2002
Odsłon: 649

    Tuż po wstaniu serce zalewały sekundowe błyski miłości Bożej. Podczas wołania z dziękczynieniem łzy pojawiły się w oczach: „Tato! Tatusiu!! Dziękuję za wszystkie łaski: łaskę wiary, pokój, pracę z posiadaniem ojczyzny i dachu nad głową”.

    Idziemy na Msze św. a żona wypomina mi czas nędznego życia (patrz: Michał Wiśniewski). Ilu takich ginie: omamionych światem, uciechami, posiadaniem. Wielu ma kontraktowe małżeństwa niezgodne z Wolą Boga Ojca.

    Często idzie im dobrze...do następnego kontraktu! Przepływa świat utracjuszy i marnujących różne dobra i talenty...w tym upływający czas! To jeden z dwóch darów Boga, którego nie wolno zniweczyć.

    Podczas wejścia do kościoła „spojrzał” wiz. Ducha Świętego, co powtórzyło się w kościele, gdzie jest taki wizerunek nad Ołtarzem głównym. Na chórze spotkałem lokalnego celnika. Przedtem był sanitariuszem, a teraz władza ludowa dała mu stanowisko w urzędzie skarbowym.

    „Rozkwitł”: willa, drogi i wielki samochód...mówię mu, że z trudem wejdzie do Królestwa Niebieskiego mimo, że gra Bogu na trąbce. Teraz kanonik drze się w kazaniu na „kolesiów” rozkradających Polską. Wraca czas nawrócenia. Idę za Panem Jezusem i współcierpię: „Panie! Ty widzisz, krzyża się nie wstydzę”. Na ten moment padają słowa (ks. Oz 63-6); „Miłości pragnę nie krwawej ofiary”.

    Dzisiaj Pan Jezus powołał na Apostoła celnika Mateusza. Św. Hostia pękła na pół „My”. Cóż się zdarzy? Odwiozłem córkę do autobusu i popłakałem się pod moim krzyżem, bo pięknie wyglądają kwiaty jako wyraz mojej miłości do Zbawiciela. Ból zalał serce. To jest nieprzekazywalne dla ludzi normalnych. Oderwałem maleńką różyczkę dla Pana Jezusa z Całunu, który towarzyszy mi dzień i noc.

    Nigdy nie oglądam TV Rai Uno, a właśnie trafiam na relację z jakiejś katedry i kapłana unoszącego Eucharystię. Wszyscy usiedli w ciszy. Na pewien czas - po mojej prośbie - wprowadzono to w naszym kościele, ale wrócono do normy czyli szybkiej konsekracji i żartowania po Eucharystii. Diabeł wie jak to zorganizować, bo każdy kapłan chce być „równym i naszym”.

    Wyszedłem na spacer modlitewny. Wracają słowa proroka; „Miłości pragnę nie krwawej ofiary”, a przypominają się słowa z „Echa”, że „Miłość jest życiem duszy”. Odmówiłem wszystkie moje modlitwy. To wielkie ukojenie.

    W domu „patrzył” Pan Jezus, o. Pio, ks. J. Popiełuszko, kardynał S. Wyszyński, a do tego św. Oczy Zbawiciela z Całunu. Jeszcze wiz. MB Pocieszenia, Jan Paweł II i św. Antoni z Padwy. To ci, którzy kochali i kochają Pana Jezusa.

   W tym rozmodleniu „uciekłem” od żony. Jak jej to wytłumaczyć? Jak przekazać? Zobacz cierpienia rozdartego miłością do Boga i do stworzenia. To konflikt miłości ludzkiej i miłości do Zbawiciela. Serce zawołało: „Panie Jezu! Tylko Ciebie kocham! Tylko miłość do Ciebie przynosi wieczne szczęście”.

    Oz 6,3-6 „Miłość wasza podobna do chmur /../ albo rosy. Która prędko znika”. To wielka prawda. Dlatego Pan pragnie naszej miłości, a nie ofiar. Wczoraj (15.11.2011) s. Faustyna mówiła, że wielkie wyrzeczenia bez miłości nic nie oznaczają, a maleńki czyn z miłości ma wartość wieczną. To wiem.

     zawołał w Ps 50(49) ode mnie; <<wzywaj Mnie w dniu utrapienia, uwolnię ciebie, a ty Mnie uwielbisz>> W ręku znalazł się art.; „Serce Jezusa i Maryi symbolem miłości”…

                                                                                                                         APeeL

 

 

 

08.06.2002(s) ZA PRAGNĄCYCH ODMIANY LOSU

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 08 czerwiec 2002
Odsłon: 617

Niepokalanego Serca NMP

    „W wolne soboty wal do roboty”. Nic nie zapowiadało bałaganu, ale zacząłem od 7.00, a skończyłem o 13.30 (pracujemy: 8.00-12.00).

   Młody idzie na kierowcę zawodowego, nie chce ziemi po rodzicach i dorabiania się. Przybył też chory z nowotworem i inny czekający na zabieg.

    W drodze z pracy przekazałem Bogu upracowanie i zawołałem: „ofiaruję Ci wszystkie najpiękniejsze kwiaty świata”. Zagrałem w „To-To”, może Pan Bóg odmieni mój los. To stanie się w 2008 roku, ale nie wg mojego planu. Pan da mi wówczas Swój krzyż!

     O 15.00 wyszedłem pomodlić się i podczas odmawiania koronki rozmawiałem z budującym dom, który chce coś zmienić, bo upada jego sklep. Teraz „Polityka” otwiera się na art. o bezdomnych, a w telewizji płynie program „Idol”.

    W „Super ekspresie” piszą o dziewczynce czekającej na przeszczep. Jeszcze „Samoobrona” pragnąca odmienić los rolników. Kupiłem różę dla Pana Jezusa i przypomniało się wołanie do Boga podczas powrotu z pracy.

    Przed Msza św. wieczorną zerwała się ulewa. Ponownie wołałem: „Boże tylu jest lekarzy pragnących pracy, a ja chce żyć tylko dla Ciebie i dla Twoich spraw”. To naprawdę płynęło z głębi mojego serca. W tym wołaniu pragnąłem odmiany losu, zapewnienia bytu, abym miał więcej czasu na modlitwy oraz zapisywanie przeżyć. W moim rozumowania czekałem na jakieś wsparcie finansowe. Bóg tego dokona, a wówczas będę się buntował i pragnął pracy. Zobacz nasza nędzę!!

    Popłakałem się podczas odmawiania litanii do Matki Bożej, a w ręku znalazł się obraz MB Pocieszycielki Strapionych z Lewiczyna, gdzie wróciłem do Boga, wizerunek Pana Jezusa oraz cudowny obraz Boga Ojca.

    Z figury Zbawiciela wyszedł gwóźdź (ze stóp). To znak ulgi, którą przyniosłem Synowi Bożemu w w zadawanych Mu cierpieniach...

                                                                                                                                    APeeL

 

 

 

07.06.2002(pt) ZA OFIARY TRAGEDII

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 07 czerwiec 2002
Odsłon: 654

Najświętszego Serca Pana Jezusa

      Przez cały dyżur w pogotowiu spałem tylko godzinę. Dobrze, że wcześniej poszedłem do przychodni, a nie wiedziałem, że dzisiaj jest duże święto kościelne i czeka mnie praca od 7.00 - 19.00!

    Pierwszy pacjent, biedny emeryt został zaskoczony przekazaniem mu wielu leków, które przynoszą przedstawiciele firm farmaceutycznych. Cieszyliśmy się razem, bo nie czekał i niespodziewanie zaoszczędził parę groszy. Podobnie było z chorą, której dałem drogi lek.

   Zbadałem też naszego kierowcę, który ma skomplikowane życie (piątka dzieci, druga żona). Złamałem przepisy, bo nie mam uprawnienia do badania kierowców zawodowych (poniósłby duży wydatek).

    W tym czasie z Sejmu RP słuchałem debaty o rolnikach. Jakże ta grupa wymaga zmiłowania. Płynęła też informacja o ofiarach trąb powietrznych oraz powodzi. Powstały wielkie  szkody, wielu straciło życie przez spadające konary (w tym dzieci z powodu uderzenie pioruna) i utonięcia.

    Około 13.00 napłynęła tragiczna wiadomość. Nasza karetka „R” zderzyła się czołowo podczas oberwania chmury z innym samochodem. Kierowcy ponieśli śmierć na miejscu, a nasz lekarz i pielęgniarka zostali ranni. Rozpacz, krzyk, bieganina, zamieszanie, wszyscy płakali, a  dalej trwała okrutna ulewa.

    W tej sytuacji poproszono mnie o zabezpieczanie pogotowia! „Panie zmiłuj się na nami”! Dodatkowo wysłano mnie do żony zabitego kierowcy, abym przekazał tę tragiczną wiadomość. Znowu rozpacz rodziny, krzyk i strugi łez we wciąż panującej ulewie. Teraz przywieziono zwłoki kierowcy. Pocieszyłem rannego kolegę kierownika, który przebaczył mi ostatni upadek!  

    Ten kierowca później śnił się przez lata („prosił o modlitwę”). W jednym z takich snów jechaliśmy na czołowe zderzenie. Wołałem za niego i wielokrotnie prosiłem jego ojca o codzienne uczestnictwo w Mszy św. (emeryt), ale wymawiał się słabością nóg! Wolał stać na balkonie. Tak żył wiele lat i tak umarł...

    Jakby na zamówienie wezwano mnie do nagłego udaru i silnych bólów brzucha, a na korytarzu miałem jeszcze dziesięciu chorych (16.30)! To niewolnictwo XXI wieku! Jednego dnia pani dyrektor zapytała: „dlaczego wcześniej przychodzę do pracy”? Zobacz zaślepienie przełożonego, który urzęduje piętro niżej, a nie na drugim końcu świata. Później ludzie dziwią się, że lekarze umierają!

    Jak to wszystko wytrzymywałem? Dzisiaj, gdy edytuję tan zapis (07.06.2019) wiem, że sprawiała to moc Boga, bo w takich dniach z Nieba spływała wzmacniająca słodycz, której nie da się opisać.

    Wówczas łagodniejesz jak baranek, nie podniesiesz głosu i raczej sam padniesz niż miałbyś kogoś zostawić bez pomocy. Pan sprawił, że wizyty zgłoszone do pogotowia załatwiła lekarka, która właśnie wróciła z wyjazdów.

    Na to konto trafiła się mdlejąca po zastrzyku oraz pacjent z obcego rejonu z napadem kolki nerkowej. Znowu wołam: „Panie Jezu! zmiłuj się nade mną”. Dodatkowo wrócili umówieni chorzy, których załatwiałem na dyżurze w pogotowiu. Ile zmiłowania potrzebuje każdy człowiek.

    Powiesz, a obiad? W środy i piątki pościmy z żoną w intencji pokoju na świecie. W takich dniach mam wielką moc do pracy i niczego nie potrzebuję oprócz kawy. 

    W domu padłem w ciężki sen, a przez to ucisnąłem sobie nerw promieniowy - w usztywnionym po złamaniu stawie łokciowym - i stwierdziłem, że mam porażenie prawej ręki (opadła mi dłoń). Dobrze, że jej czynność wróciła, bo to wielkie nieszczęście.

    Rano pobiegłem do Pana Jezusa z podziękowaniem za pomoc i przekazaniem mojego wczorajszego udręczenia (uświęceniem): „Panie Jezu! przyjmij w Swoim Najświętszym Sercu moje spracowanie w intencji ofiar tragedii”.

   W tym czasie atakowali mnie „opiekunowie”, ale ja im błogosławiłem, bo widziałem współuczestnictwo w cierpieniu Pana Jezusa, którego też śledzono. Zrobiono ze mnie „wroga ludu” i tak już zostanie...

    Po Komunii św. słodycz i pokój zalały duszę. W ręku znalazł się gwóźdź, a to oznacza, że moje cierpienie dało Panu Jezusowi odpocznienie ("wyjąłeś mi gwoźdź ze stóp").  Na ten moment „spojrzała” tabliczka z napisem: „Panie umocnij moje stopy na Twoich ścieżkach”.                                                                                                                                                                             APeeL

 

 

  1. 06.06.2002(c) ZA POTRZEBUJĄCYCH UKOJENIA
  2. 05.06.2002(ś) ZA DZIEŃ MRÓWCZEJ PRACY
  3. 04.06.2002(w) ZA TYCH, KTÓRZY ZNALEŹLI SIĘ W OPRESJI
  4. 03.06.2002(p) ZA OFIARY UPADAJĄCYCH FIRM
  5. 02.06.2002(n) ZA TYCH, KTÓRZY NIE PROSZĄ BOGA O POMOC
  6. 01.06.2002(s) ZA TYCH, KTÓRZY SĄ WDZIĘCZNI ZA URATOWANIE OD ZGUBY
  7. 31.05.2002(pt) ZA WYTRWAŁYCH W POSŁUDZE
  8. 30.05.2002(c) ZA ŻYJĄCYCH DLA CHWAŁY BOGA
  9. 29.05.2002(ś) ZA POMAGAJĄCYCH SOBIE
  10. 28.05.2002(w) ZA ZASKOCZONYCH SZKODĄ

Strona 1688 z 2479

  • 1683
  • 1684
  • 1685
  • 1686
  • 1687
  • 1688
  • 1689
  • 1690
  • 1691
  • 1692

Menu główne

  • Strona domowa
  • Dziennik duchowy
  • Chronologicznie
  • Moja duchowość...
  • Dwa zdania o sobie

Dobowe odwiedziny

  • Dziś 767

WYSZUKIWANIE

Logowanie

  • Nie pamiętasz hasła?
  • Nie pamiętasz nazwy?