Tuż po północy poczułem, że skończył się szatański dzień, pojawił się pokój, a właściwie spokój...nawet płynie piękna muzyka pasująca do jakiegoś psalmu chwalącego Boga Ojca.

   Padłem na kolana ze słowami podziękowania za przeżyty dzień i zasnąłem przy włączonym radiu. Rano zbudziła mnie żona z pretensją, że zostawiłem butelkę po piwie na obrusie. Smutek zalał serce, a łzy oczy. Zawołałem tylko: „Matko moja! przekazuję Ci to moje cierpienie w intencji rozdzielonych małżeństw.”

   Jakże w takich momentach pasuje „św. Osamotnienie” Pana Jezusa z mojej modlitwy, a to będzie zarazem początek wołania w tej intencji dnia. W przychodni - jakby na znak - trafiła się:

- porzucona przez męża, którego kocha.

   Powiedziałem jej: „pani mąż jest dany z Nieba, zły was rozdzielił, trzeba wołać do Matki Bożej o światło dla niego, bo on nie odpowiada za to co robi, trzeba przebaczyć i cierpliwie czekać.”

- wdowa, której zaleciłem „wołanie do Matki Bożej w celu odczytania dalszej drogi życia"...

- prosząca o kartę zgonu dla męża, której pomogłem z serca

- jeszcze małżeństwo ciężko chorych bojących się rozdzielenia przez śmierć

- oraz bojąca się pozostawać w domu bez męża.

    O 14.00 padłem na kolana i odmówiłem koronkę do MB za małżonków rozdzielonych przez śmierć, choroby, porzucenie lub opuszczenie. Serce zalała radość, którą potwierdziła piosenka płynąca z radia, że do szczęścia jest mi potrzebny tylko błękit nieba! Tak, ponieważ dzień był pochmurny.

   Mam pewność, że trzeba jechać do chorego ojca leżącego w szpitalu. W drodze popłyną modlitwy: koronka pokoju oraz cz. chwalebna różańca. Na miejscu spotykałem rodzinę karmiąca ojca z golącym go bratem. Poprawia się, ale nie wyjdzie z tej choroby...

   Na korytarzu szpitala szeptem mówiłem „Wierzę w Jedynego Boga, Ojca Wszechmogącego”, a echo odpowiadało: „Boga, Boga, Boga”...

   Podczas powrotu ukoi muzyka z ciepłem w samochodzie oraz napłynie poczucie bliskości Boga Ojca. W domu padnę na kolana z sercem pełnym bólu: „Matko moja! Matko!...tyle jest podzielonych małżeństw, tyle krzywd. Matko! Przyjmij to cierpienie ode mnie w intencji rozdzielonych małżonków!"    

   Dalej kontynuowałem moją modlitwę.  Przypomniało się poranne wołanie do Boga Ojca, aby połączył ślubem pary z mojego rejonu...nawet napływały ich postacie. Na ten czas z włączonego telewizora popłynie kuszenie Adama (mężczyzny) przez Ewę (kobietę):

- zostań moim mężem!

- ja mam już żonę!

                                                                                                                              APeeL