W śnie mały chłopczyk (ok. 6-7 lat) mówił o śmierci. To wyjaśniło późniejsze spotkanie z pacjentem opowiadającym o śmierci klinicznej podobnego, który dokładnie opisał i narysował zmarłych dziadków z przekazem z ich życia.

   Teraz jestem na jakimś spotkaniu, gdzie mówię do liliputów duchowych (symbol ludzi niewierzących), że: "tylko chrześcijaństwo wyjaśnia śmierć i cierpienia" z zapytaniem: "nie ma dowodów na istnienie Pana Jezusa? Proszę osobiście przekazać jakąś prośbę!"

   Z wielką radością płynie "Anioł Pański" i nie czuję działania złego. Napłynęły tylko małe rozproszenia: obraz oficera bolszewickiego, który mógłby wrócić do Ojca i głośna sprawa pani Anastazji, która buszowała seksualnie w Sejmie.

    Dla mnie to ograny numer..."robimy cię na francuską dziennikarkę", udostępniamy oszustwa w hotelu wysokiej marki (dla wiarygodności), wpuszczamy do hotelu sejmowego, udostępniamy telewizję i szybkie wydanie książki, znikasz i niech cię szukają! Teraz mówię:

  • Proszę całość swoich cierpień przekazać, najlepiej po przyjęciu św. Hostii w intencji bezinteresownej. Nie wiem jakie ma pani cierpienia, ale trzeba ze wszystkim uciekać do Męki Pana Jezusa (uświęcać), przekazywać, być ufną do końca, przecież czeka nas powrót do Prawdziwej 0jczyzny!
  • Proszę przekazać ojcu, aby ofiarował swoje cierpienia życiowe Panu Jezusowi, bo zbliża się jego naturalna śmierć.
  • Rzucenie picia trzeba przekazać Matce (to wielkie cier­pienie), a pan nic nie wie o świecie niewidzialnym
  • Innemu mówię, że metody pogańskie nie mają mocy, trzeba być Weroniką dla Pana Jezusa, uciekać do Jego Męki, tam szukać pocieszenie w każdej chwilce życia. Ot choćby "Podniesienie Krzyża" - największe poniżenie wywołujące łzy w oczach z napływem mocy. To wielka tajemnica...
  • Proszę przekazać rodzicom, którzy stracili trzecie dziecko (śmierć nagła), aby nie zwątpili i nie odwrócili się od Boga, ponieważ śmierć nie jest nieszczęściem, to tylko odebranie ciała (opakowania)...muszą przyjąć to zabranie dziecka ze skierowaniem się ku Bogu Ojcu!
  • Pacjentka pyta: dlaczego pan nie został kapłanem? Ja jestem takim kapłanem, bo Ojciec powołuje kogo chce. Tutaj przychodzą różni, w tym wie­lcy poganie i wrogowie wiary, a do kapłana tylko ci, którzy idą do Pana!
  • Na koniec przybyła zabłąkana babcia z owrzodzeniem całego podudzia. Po jej odpowiednim pokierowania i wyjściu smutek zalał serce z poczuciem mojej odpowiedzialności za wszystkich. W nadbrzuszu pojawił się ucisk z pragnieniem modlitwy za tych, "którzy nie uświęcają swoich cierpień".

    W drodze do domu zerwała się nawałnica...w sercu pojawiło się pytanie: czy to wszystko jest od Boga. W odpowiedzi napłynęło wyjaśnienie: "cóż wielkiego, przecież wy już możecie wywoływać także chmury z deszczem!"

   "Panie Jezu Ty zawołałeś mnie, tak jak Apostołów; zabrałeś wprost od pracy, rodzin, żon...dałeś im nawet nowe imiona! Przytuliłeś i podzieliłeś święty Chleb. Wielu robi Ci łaskę, że przychodzi do kościoła i podchodzi (często niegodnie) do Komunii Św. A Ty umyłeś nam stopy i posłałeś, a to oznacza koronę cierniową: „och Jezu mój, Jezu”...

                                                                                                          APeeL