Wczoraj były imieniny żony, ale od 15.00 miałem dyżur w pogotowiu. Po pracy w przychodni i to w piątek napłynęło pragnienie wypicia alkoholu za żonę, ale nie miałem pieniędzy. Szatan sprawił, że na dalekim wyjeździe i to o później porze trafiliśmy na pacjenta, który - na moją zgubę - rzucił większą sumę.
Jakby na znak wczoraj była intencja „za zbłąkanych”. Nawet potwierdził to kierowca, bo wybrał drogę na skróty i to przez las po strasznych wybojach. Napiliśmy się alkoholu, prosiłem w tym czasie Boga Ojca o pomoc w moim upadku. Z drugiej strony Pan Jezus dawał natchnienie, abym tego nie robił, bo wypijesz kieliszek i padniesz, a nawet możesz umrzeć z zatrucia.
Jak Pan Jezus prosił? W dwóch ostatnich domach był taki sam obraz Pana Jezusa modlącego się w Ogrójcu, taki sam obraz był w moim domu rodzinnym! Szatan zna nasze słabości i wie jak podjeść każdego...tutaj chciał mnie zabić „wdzięcznym pacjentem”.
Teraz, gdy to przepisuję (20.04.2026)...popłakałem się, ponieważ od 20 lat jestem całkowitym abstynentem (odjęcie nałogu przez Pana Jezusa)! Jakby na ten moment z radia Plus z Radomia popłynie tęskna piosenka: Toto Cutugno Lasiatemi cantare, gdzie są słowa: „Witaj Italio, witaj Mario z oczami pełnymi melancholii. Witaj Boże, wiesz, że jestem tu także ja”.
Serca zalała wdzięczna miłość Boga Ojca, który wyrwał mnie ze szponów śmierci. Wówczas podczas wyjazdu kierowca karetki włączył kasetę z piosenką „Ciemna nocka księżycowa” o kochających się, a ja pomyślałem o żonie... "Ja do Ciebie przyjść nie mogę, bo mi bronią, choć tak bardzo chciałbym dzisiaj ujrzeć Cię. Wiem, że serce Twoje dzisiaj głośno woła. Przyjdź mój miły, bo mi Ciebie bardzo brak”.
Pod tą piosenką w Irntecie dałem komentarz...jako pierwszy, ale nie zamieścili mimo prawidłowego zalogowania przez konto Google:
„Jako lekarz płakałem przy tej piosence podczas wyjazdu karetkę (03.09.1998 r.)...w czasie rozłąki z żoną (były jej imieniny). Teraz, gdy przepisuję dziennik (20.04.2026 r.)...ponownie łzy zalały oczy, bo wówczas upiłem się na dyżurze. Od 20 lat mam odjęty przez Pana Jezusa nałóg”.
T To było wczoraj, a dzisiaj zerwał mnie budzik o 6.30, dobrze, że nie było wezwań, a dodatkowo w przychodni nie było pacjentów. Zacząłem przyjęcia od 7.00, a uciekłem o 13.00. Kierowca podwiózł mnie na działkę, gdzie poratowałem się „Żytnią” i przespałem na słońcu. Po pijanemu wróciłem samochodem do domu, gdzie padłem w sen.
To duchowo zmarnowany dzień...nie chciałem tego upadku, mimo ostrzeżeń mogłem mieć wielkie kłopoty. Piłem i płakałem wołając zarazem o pomoc do Mateczki Najświętszej. Z ciężkiego nałogu może nas wyzwolić tylko Bóg Ojciec.
Dlaczego to opisuję? Dlatego, abyś zrozumiał, że dążenie do świętości to droga krzyżowa, szczególnie walka z własnymi słabościami i nałogami…
APeeL