Wola Boga Ojca
  1. Jesteś tutaj:  
  2. Start

06.02.1989(p) BOŻE, BĄDŹ Z NAMI!

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 06 luty 1989
Odsłon: 1377

   W nocy miałem piękny sen w którym spotkałem znajomych. Z tego domu szliśmy piękną galerią z kwiatami, dojrzałymi truskawkami i pomidorami. To jakaś symbolika, bo wszyscy byli dobrzy, mili, a towarzyszyło nam słońce i ciepło.

   Natomiast w domu nadal trwał atak demona...w smutku wyszedłem do kuchni, włączyłem radio i słuchałem jakiejś pieśni-modlitwy: „Ty, który gwiazdom torujesz drogę, daj sercom dni gorące, daj myślom lot wysoki. Z nami bądź!”

   Dzisiaj rozpoczął się Okrągły Stół! Co to będzie, co to będzie? Mam też radość z powodu zamontowania radia w samochodzie, które kupiłem wczoraj...będzie przypominało mój trzeci powrót do Pana!

    Późnym wieczorem oglądałem relację z Rio (samba), ale zrobiło mi się smutno, bo tyle pieśni, tańców, pięknych ciał, przygotowań z rozbawionymi tłumami i tysiącami widzów...z lotu ptaka. Z duszy wyrwał się krzyk:

   „Panie Jezu, każdego z tych ludzi znasz...oni wszyscy powinni tak weselić się na Twoją Chwałę i ku Twojej Czci...za wskazanie drogi ku wyzwoleniu prawdziwemu!"...

"Nie niosą Ciebie...w środku rozbawionego tłumu!

Nie niosą Twojej Matki...na przodzie! Tak, brakuje Was w środku tej radości!”...

   Długo nie mogłem zasnąć z powodu uniesienia w moim smutnym sercu. Pierwszy raz zrozumiałem wielkie cierpienie Pana Jezusa, ponieważ miałem łaskę ujrzenia nas z Tamtej Strony...od Boga Ojca, Stworzyciela wszystkich ludzi.

                                                                                                                               APeeL

 

 

05.02.1989(n) Uniżenie się Boga Wszechmogącego...

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 05 luty 1989
Odsłon: 1457

    Wczoraj - w luźnej rozmowie - wspomniałem córce o wyjeździe na mszę do kościoła Św. Krzyża w Warszawie. Po przebudzeniu o 6.30 miałem wątpliwości (niewyspany, co powie żona, brak benzyny), ale napłynęło trzykrotne: „jedź!”.

    W drodze pragnąłem osobistej rozmowy z córką, ale nie udało się pojechać bez żony. Podczas przejazdu córka czytała litanię do Matki Bożej, a ja miałem łzy w oczach i razem przygotowywaliśmy się do spowiedzi.

   W nawie bocznej tego kościoła był piękny wizerunek Jezusa Chrystusa...aż prosiło się umieszczenie tego obrazu w ołtarzu głównym, gdzie stał chór kościelny ze Szczecina. Moje serce przenikało dusze tych pięknie wyglądających i nieznanych mi panienek i młodzieńców, którzy śpiewali pieśń: Gaude Mater Polonia (Raduj się, matko Polsko).

   W spowiedzi prosiłem o pomoc w opanowaniu języka i unikaniu krytykanctwa, bo trzeba zacząć dostrzegać tylko dobre strony wszystkiego.

   Po Eucharystii śpiewano "Ojcze Nasz"...łzy zalewały oczy i chciałbym się skulić w sobie, przykucnąć i płakać w ciszy, ale wszystko było rozświetlone z brakiem wolnego kącika,.

   Każdy kapłan powinien zdać sobie sprawę z tego jak wielkie czyni dobro, do czego jest powołany, a posiadając tą świadomość każdy jego ruch i każde jego słowo stałoby się uświęcone. Nasuwa się pytanie: dlaczego tylko niektórym Bóg się objawia ...takim wielkim wybranym był św. Jan Ewangelista (Apokalipsa).

   Poprosiłem Pana o wsparcie dla kolegi Zbyszka, który zmarł w więzieniu (nie wiem za co siedział) i dla cioci z mężem, którzy byli moim wsparciem na studiach, a św. Jana o wsparcie w moim rozwoju duchowym.

   Później pojechaliśmy na bazar, gdzie tysiące ludzi kręciło się za niczym, a wielu z nich nie będzie dzisiaj w kościele.

   Po powrocie pojechałem na działkę, a właśnie nikogo tam nie było. Nawet pomyślałem, że takie chwile są niepowtarzalne...ciepło i przyjemnie na słońcu z błogą ciszą dla duszy spragnionej Boga, którego poprosiłem o pokój dla żony i tak się stanie, a ja miałem czas na 3 godziny snu!

   Późnym wieczorem czytałem rozważania księdza Aleksandra Woźnego o miłości, która jest naszą największą wartością, bo wszystko przeminie, a ona pozostanie! Człowiek z sercem przepojonym miłością do Boga zawsze i wszędzie będzie kochał każde stworzenie. Jest też odwrotnie, bo nie możesz kochać Boga jeżeli nie kochasz wszelkiego stworzenia.

    Jednak przejmujące były słowa tego kapłana o Eucharystii, które rozumiem w pełni dopiero dzisiaj, gdy to opracowuję (12.10.2016), bo to mój charyzmat (mistyka eucharystyczna). Kapłan dziwił się, że ludzie nie mają pragnienia przyjmowania Ciała Chrystusa:

   „Oni nie znają Jezusa Chrystusa...nie mogą więc Jego pragnąć...nie mogą połączyć się z Nim...nie mogą zaznać tego prawdziwego Szczęścia!" Ja dodam, że wielu kapłanów nie ma świadomości, że ich słowa i ręce uczestniczą w Cudzie Ostatnim.

    Wówczas napisałem, a był to początek mojego nawrócenia, które zaczęło się od drgnięcia ku Bogu w 1986 roku, że w swoim długim życiu (46 lat) zrozumiałem to 3 razy. Dopiero obecnie wiem, że jest to Cud Ostatni, bo poprzez Okruszynę Chleba staję się zjednany z Jezusem. On wówczas jest we mnie - Serce w moim sercu. Zrozumiesz to po doznaniu tej łaski...wówczas człowiek szedłby na koniec świata, aby przyjąć Eucharystię!

    Nawet najnikczemniejszy człowiek po oczyszczeniu przez własny żal i rozgrzeszeniu przez kapłana staje się pięknym z czystą duszą! Sam nie możesz dojść do tego, bo czyni to Bóg Wszechpotężny, który uniża się do wielkiej nicości poprzez ten Chleb Życia dal naszej duszy.

   Tak następuje połączenie z Panem Jezusem, nasza przemiana i stanie się świętym. Zapis gotowy do edycji, a z radia płyną słowa piosenki, że "miłość to śmierć"...tak, to jest „śmierć” dla „starego” człowieka kochającego ten świat i to życie!

                                                                                                                                          APeeL

 

 

04.02.1989(s) ZA DUSZĘ KOLEGI, KTÓRY ZMARŁ W WIĘZIENIU

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 04 luty 1989
Odsłon: 1628

    Dziwne, bo dzisiaj, gdy opracowuję ten zapis (05.03.2015) myślałem o kolegach szkolnych, a tamtej nocy...w śnie spotkałem z jednym z nich, który zmarł w więzieniu (prawdopodobnie go zamordowano).  Muszę go wspomóc, a Pan wskaże jak.

    Zdziwiłem się, bo właśnie dzisiaj mam iść za niego na drugą Msze św. ponieważ wcześniej będzie wystawiony Pan Jezus Eucharystyczny. Po chwilce snu, w wielkiej drętwocie pojechałem samochodem. Jakże różnym próbom jesteśmy poddawani.

    Wprost miałem serce tego kolegi. Poprosiłem Pana Jezusa, aby na moim miejscu - podczas tego kwadransa z błogosławieństwem z późniejszym nabożeństwem - znalazła się jego dusza.

    Wyobraź sobie, że masz takiego złego synka - jednego, którego bardzo kochasz. Teraz przenieś to na Serce Boga Ojca, który widzi całe miliardy spadających do piekła oraz nieznaną nikomu liczbę dusz czyśćcowych...z moim kolegą!

   „Panie Jezu! zawołaj go z czyśćca, przenieś jego grzechy na mnie! Matko! Królowo Nieba i Ziemi przekaż za niego moje wcześniejsze modlitwy, które obejmowały jego grzechy. Przecież żyłem podobnie do niego, nasze rodziny był obojętne duchowo...”.

    Z tamtego czasu pamiętam, że chciałem być ministrantem, ale szatan mnie przegonił! Nie umiałem powtórzyć formuły po łacinie. Myślę, że w precyzji zniewalania narodu ministrantami mogli być tylko dzieci „zaufanych” z obłąkanej władzy. To jest dzisiaj ujawniane...Oleksy był ministrantem.   

    Nie wiem jakie miał grzechy, ale właśnie w  „Poemacie Boga-Człowieka” czytałem o uwolnieniu opętanego, którego Belzebub nie chciał opuścić mimo rozkazu Pana Jezusa. Nawet uczniowie się dziwili. Pan wyjaśnił im, że został całkowicie opanowany (przez 7 złych pragnień).

     Ponadto dwa razy i to na szczycie mojej słabości (w czasie przebudzenia) zostałem brutalnie zaatakowany pobudzeniem seksualnym,

    W takich momentach pomaga wołanie do św. Józefa. Na Mszy św. o 17.00 (05.03.2015) w intencji jego duszy nie miałem żadnych przeżyć, ale Pan podziękował mi, bo Eucharystia ułożyła się w laurkę...z takim wygięciem brzegów. To się powtarza już latami i nie dziw się „tej mowie Nieba” jak psychiatrzy!

    Po powrocie do domu trafiłem na Mszę św. z Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu, gdzie chór kapłanów śpiewał litanię do tego Świętego Opiekuna Pana Jezusa i mojej rodziny...                                                                                                                                                                                          APeeL           

03.02.1989(pt) Wyciągany z dołu śmierci...

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 03 luty 1989
Odsłon: 1441

     W sennej wędrówce trafiłem do jakiegoś kraju, gdzie aktualnie panuje wielki upał, a może widziałem tylko obrazy telewizyjne. Ludzie biegali w krótkich spodenkach, a jakiś chłopiec kopnął piłkę w moją stronę, którą odbiłem.

   Tuż po obudzeniu, w myślach prowadziłem rozmowę z prawdziwym ateistą, który w powiedział:

-  Wiara wiarą. Bóg może jest, ale Chrystus - Bóg! Nie, to nie jest do przyjęcia!

-  Dzisiaj odpowiedziałbym mu z całą odpowiedzialnością - w panu też jest Bóg, taka mała część, ziarnko gorczycy. Ono urośnie, gdy umrze pana ciało i pana rozum! Bóg kocha każdego z nas, bo jesteśmy Jego dziećmi i czeka na nasz powrót...jako świętych!

    To był początek nawrócenia i wówczas czytałem i „przepisywałem” książki, a poznaję to ze zdań, które są górnolotne duchowo. Sam zobacz:

     << Człowiek przepełniony miłością zdobywa serca wokół. On jest łącznikiem Nieba z ziemią, inaczej od innych traktuje cierpienia...jest radosny i nie załamuje się. Człowiek cierpiący jest dzieckiem Boga...idzie przez życie z krzyżem, jest droższy niż inni. Im człowiek bardziej kochany przez Boga, tym więcej cierpi. Nie dlatego, że Bóg chce go gnębić i w tym znajdować radość - On współczuje i cierpi razem z tym człowiekiem (jak ojciec z dzieckiem)! >>

   Jako mój komentarz wystarczy fakt, że wówczas...późną porą szedłem na palcach do lodówki z zimnym piwem, a kilka razy odebrałem polecenie: „wyrzeczenie”! Łatwiej jest pisać, że: „każdy z nas powinien zaczynać od walki z drobnymi przyzwyczajeniami”, ale piwo zostało wypite!

    Dzisiaj, gdy to edytuję (30 maja 2016) jest mi łatwiej, bo od 13 lat jestem całkowitym abstynentem, a wówczas tkwiłem w tym życiu po uszy i Pan Bóg wyciągał mnie z dołu śmierci.

   << Człowiek, który modli się i cierpi nie ma wielkiej radości, ale jego  miłość własna jest zabijana. Inaczej jest u ludzi ziemskiego czynu...>>

   Tutaj trzeba rozróżnić radość z tego życia od Radości Bożej, która jest nieznana. To tak samo jak wolność ("róbta, co chceta") i Wolność Boża („bądź Wola Twoja”). Te rozważania nie nadają się dla normalnie wierzących, a wszystko staje się jasne po olśnieniu przez Ducha Świętego.

   Moja rada jest taka: nie idź tą drogą, bo weźmiesz do ręki wyznania świętej lub książeczkę „O naśladowaniu Chrystusa”, a zrezygnujesz z Sakramentu Pojednania z Eucharystią i nie zawołasz sam do Ducha Świętego, bo  nigdy tego  nie robiłeś, a jak otrzymasz pomoc to nie zauważysz!   

     <<Człowiek taki łatwo zrozumie innych cierpiących, smutnych, opuszczonych...rozumie Bolesną Mękę! >>

    To prawda, ale to jest dla mistyka. Dzisiaj, gdy wracałem z Mszy św. z nabożeństwem do NMP i litanią do Serca Pana Jezusa (Pierwsza Sobota - 04.06.2016) przy postoju taxi zobaczyłem dziadka z walizką, który stał tam jak w Warszawie, a u nas jest tylko jeden taksówkarz...5 minut trwało znalezienie kontaktu po którym kazałem dziadkowi czekać na ławce, bo przyjedzie za pół godziny.

   Dziękował mi jakbym uratował mu życie...

    << Dalej były jeszcze słowa, że wielu ludzi cierpi, ale nie modli się i nie ofiarowuje swoich cierpień, a często przeklina swój los i złorzeczy! >> „Wybacz mi Panie, bo sam stwierdziłem, że lepiej jest nie żyć niż pędzić taki żywot. Wówczas nic nie wiedziałem o Twoich zamiarach wobec mnie". Dzisiaj nie zamieniłbym obecnego życia na inne....                           

                                                                                                                  APeeL                     

 

02.02.1989 „Ecce homo"...

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 02 luty 1989
Odsłon: 1721

     W telewizyjnym "Pegazie" po krytyce, że pokazują tylko artystów „od metalu i bursztynu” dano wernisaż malarza z tytułem wystawy: „Oto Człowiek” wziętej od Adama Chmielowskiego (bł. Brata Alberta), który namalował taki właśnie obraz. Wystawa przedstawiała różne wersje ludzkiego cierpienia (Chrystusa-człowieka).

    Późnym wieczorem, gdy wszyscy spali napłynęła refleksja dotycząca Pana Jezusa, który nie krytykował i zawsze był łagodny.

   W śnie znalazłem się w pomieszczeniu, gdzie na ścianach naliczyłem sześć obrazów z serii „Ecce homo”. To były bardzo piękne wizerunki Twarzy Chrystusa z koroną cierniową na głowie i z symbolicznymi rybami. Wprost byłem oczarowany...

    Komentator wskazał także obraz dla mnie, gdzie był pokazany język jak u węża z tubą. Chodzi o moją zjadliwość i głośne komentowanie obrazów telewizyjnych. Tak, bo Pan Jezus był cichy i pokorny, nie krzyczał i nie unosił się. Pokazano też ponownie sprawy materialne, ale to już miałem kiedyś, bo w śnie ujrzałem stoliczek z dolarami i wizerunek Mistrza: wybieraj!

    Dzisiaj, gdy to opracowuję wzrok zatrzymał wizerunek ks. Jerzego Popiełuszki z zatkniętym obrazem „Ecce homo”...                                                                                                                APeeL

 

  1. 01.02.1989 (ś) ZA DUSZE BLISKICH W CZYŚĆCU
  2. 31.01.1989(w) Tu i teraz...
  3. 30.01.1989(p) Byłbym jeszcze wśród umarłych...
  4. 29.01.1989(n) Wyszedłem szukać Ciebie!
  5. 28.01.1989(s) Niezrozumiałe cierpienia...
  6. 27.01.1989(pt) Nędza nasza jest wielka!
  7. 26.01.1989(c) Wystarczy mi worek z dwoma różnymi butami...
  8. 25.01.1989(ś) Wizyta kapłana...
  9. 24.01.1989(w) Zacząłem od zdobywania szczytu góry...
  10. 23.01.1989(p) Pan Bóg pomagał mi od początku...

Strona 2471 z 2514

  • 2466
  • 2467
  • 2468
  • 2469
  • 2470
  • 2471
  • 2472
  • 2473
  • 2474
  • 2475

Menu główne

  • Strona domowa
  • Dziennik duchowy
  • Chronologicznie
  • Moja duchowość...
  • Dwa zdania o sobie

Dobowe odwiedziny

  • Dziś 74

Logowanie

  • Nie pamiętasz hasła?
  • Nie pamiętasz nazwy?