Wola Boga Ojca
  1. Jesteś tutaj:  
  2. Start

14.06.1990(c) Za zdziczałych do końca...

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 14 czerwiec 1990
Odsłon: 787

   Obudziłem się w upojeniu alkoholowym, a chwilka snu była darem - wzniosłem myśl ku Bogu. Co powiem w domu i jak się wytłumaczę, jak tam się pokażę?

- Zdziczałeś do końca...przypomniały się słowa do kolegi lekarza, który kłócił się podczas gry w karty i w złości zbił szklankę (wszystko o marny grosz)! Prawdę mówiąc to ja zdziczałem do końca! Wchodzę do domu, a tu wielkie pocieszenie, bo córka otrzymała przesyłkę z Włoch od Ojca Pio!

    Popłakałem się wołając: „Panie Jezu! Jakże dziwnymi drogami prowadzisz mnie". Nagle zrozumiały stał się mój upadek. Czytam słowa Jezusa: „O mój Jezu, Tyś powiedział proście, a otrzymacie, szukajcie, a znajdziecie, pukajcie, a będzie wam otworzone”!

   Wysłuchaj mnie, gdyż pukam, szukam, proszę z płaczem. „O! Słodkie Serce Jezusa, dla którego jedno tylko jest niemożliwe, a mianowicie, aby nie mieć litości dla strapionych!” Szybko uciekłem do łazienki, cały czas płacząc podczas kąpieli: „Jezu! Pomóż, bo jestem tak mały i słaby. Proszę Cię o pomoc”.

   Szczególnie przykry jest upadek tego dnia, ale tak właśnie działa szatan! Żona obudziła mnie na procesję...nawet nie krzyczała. Od Ołtarza św. popłyną słowa o Jezusie. Nie mogę stać wśród ludzi, łzy płyną po twarzy. Jakże to wszystko jest piękne i prawdziwe.

 Wytrwałem cztery godziny w wielkim upale, które stały się najwyższym przeżyciem w dotychczasowym życiu! Nigdy nie uczestniczyłem w tak duchowy sposób w tych nabożeństwach (przy ołtarzach). Wciąż płynęły piękne słowa o Panu Jezusie...”skąd proboszcz to bierze?”

   W ostatnią niedzielą podczas wielkiego duchowego uniesienia - na początku Mszy św. - miałem chęć rozłożenia się "krzyżem" w kościele. Teraz nadeszło coś podobnego...miałbym chęć coś powiedzieć o Jezusie! Szkoda, wielka szkoda, że nie mam możliwości natychmiastowego rejestrowania moich przeżyć duchowych (ciekawych dla poszukujących drogi): słowa Bożego wywołującego doznania duchowe! Widziałem, że większość ludzi uczestniczyła normalnie.

   Przez Polskę przeszła fala - takiej lub innej – pobożności, a dziennik telewizyjny na pierwszym miejscu serwuje zbrodnicze poczynania władz Rumunii. To satanizm, które sprawił opętanie intelektualne naszych mass-mediów.

    Natomiast w relacji z Bożego Ciała dano migawkę homilii Prymasa ze starymi odjęciami dającymi wrażenie inkwizycji. Wszystko dopełnił stragan pod Jasną Górą! „Jezu wybacz tym, co to czynią!”                                                                                                                       ApeeL

 

 

13.06.1990(ś) Grzeszność na zesłaniu...

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 13 czerwiec 1990
Odsłon: 775

    W śnie znalazłem się w miejscu urodzenia, gdzie spotkałem się z papieżem Janem Pawłem II...z poczuciem naszego wybrania i posłania. Papież lekko żartuje (co mnie dziwi)...przez sekundę podobny do aktora Łomnickiego. W wyobraźni wędruję po miejscach w których przebywał. Jakże potrzebuje odpoczynku...

    W tym uniesieniu szatan przeniósł mnie do pomieszczenia, gdzie są przygotowania do „wielkiego żarcia” z uwijającymi się kucharkami. Tam smaży się kurczaki, które ułożone są w postaci „sękacza” i od dołu pieczone palącym się tłuszczem. Wszystko to wygląda smacznie, a ja jestem częstowany, ale odmawiam.

    Nagle pojawia się pięknie ubrany kapłan, który kropił wszystkich olejem z krzykiem: „ja wam dam papieża”. Schowałem się, aby nie poplamił mi ubrania. Krzyczałem tylko do niego: „nie uznajecie papieża, a Boskość Pana Jezusa?”

    Dzisiaj jest bardzo mało pracy, a ja prawie zdrowy. Teraz żartuję z personelem na temat "Sądu, który wyrzuca z Bożego Pałacu”: za to, a za to skazujemy cię na zesłanie, podczas którego nie będziesz mógł uwolnić się od pacjentów.

    W tym czasie pokazano mi obrazy z obecnego życia, a ja darłem się wniebogłosy...”Nie! Nie!” Podeszło dwóch silnych i delikatnie sprowadziło mnie na skraj nieba i tak urodziłem się ze ściśniętą głową, a darłem się na cała chałupę!

   Teraz wy musicie męczyć się ze mną, bo gdzie się pojawię tam jest chmara ludzi i zamieszanie. Powiedziałem to i pokazałem w jaki sposób dostałem kopa na Tamtym Świecie. Nie planuję pić, ale może będzie gra w pogotowiu. Dodatkowo jutro jest Boże Ciało i nie wypada. Pasowałaby szklanka zimnego piwa. Właśnie demon poczęstował mnie, bo personel przyniósł dla siebie.

    Normalna praca, wszystko poukładane, nawet trafiła się chwilka snu...dalej dyżur w pogotowiu. Zapamiętaj, że demon nigdy nie śpi (nie ma takiej potrzeby w świecie nadprzyrodzonym). Sen sprawdził się, bo ten dzień zakończy (pokropek demonicznym olejem): szelest kart, brzęk szkła, alkohol, żarty i kłótnie...

                                                                                                                        APeeL

 

12.06.1990(w) Zniewolone ciało i dusza...

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 12 czerwiec 1990
Odsłon: 787

    Po dwóch godzinach snu...zaczął się dzień katorgi. W oddziale trafiłem na młyn, ale starałem się wszystkim pomóc! Nawet odebrałem ostrzeżenie, że będę dręczony. Przybył właśnie piękny 90-letni dziadek z wielkimi wąsami. Wiozę go na wózku, a jego żona zaleca, aby zgolić mu te wąsy, bo nie będzie można zamknąć wieka od trumny.

   Próbował sam to uczynić, ale stała przy nim malutka wnuczką, pilnowała i przeszkadzała w tym, ponieważ lubiła ciągnąć go za wąsy! Jego żona uważa, że Msza św. to przedstawienie!

- To prawda w wypadku braku wiary...potwierdzam to, ale proszę, aby pani modliła się o dar wiary!

    Nagle zobaczyłem „pokorę” we współpracującej ze mną pielęgniarki: „tak panie doktorze, już podaję...dobrze”. Ona wykonuje, a nie dyskutuje. Każdy z nas ma być takim dla Jezusa i Boga Ojca!

    Udało się przetrwać, a teraz na działce słucham nagrania pieśni: „Matko, która nas znasz”. Popłakałem się, bo napłynęło poczucie obecności Pana Jezusa. Tak jest po moich upadkach...wówczas coraz bardzie zbliżam się do Syna Bożego i Maryi.

   To jest wielkie cierpienie, bo zniewolone ciało dąży do śmierci, a dusza pragnie Boga i do życia potrzebuje Eucharystii. Powrotem do Boga Ojca jest moment naszej śmierci, bo wówczas następuje całkowite oderwanie się duszy od ciała fizycznego (z larwy wylatuje motyl)!

   Mało ludzi w to wierzy, a większość wszystko bierze po ludzku (żona dopiero po latach uwierzy w moją łaskę). Znowu drżenie, musisz odrobinkę wypić i tak wkoło! To będzie trwało jeszcze następnego dnia. Moje prośby zostaną wysłuchane i w 2002 roku Pan odejmie mi nałóg...

                                                                                                                         APeeL

 

 

11.06.1990(p) Znalazłem się w grupie nienormalnych...

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 11 czerwiec 1990
Odsłon: 775

    W momencie przebudzenia napłynął kolorowy obraz św. Teresy z Avilla z kwiatami i krzyżem jak na obrazach wiejskich. Wewnątrz walczę z resztką alkoholu...i przegrywam. Usiadłem w ciszy oddziału wewnętrznego i czytałem R. Brandstaettera:

„Módl się do Niego, mój synu.

Chociaż zanim Go poprosisz

On już pierwej wie, czego potrzebujesz

(…) Niebo żąda ciągłych potwierdzeń."

    To wielka prawda, bo modlitwa nie jest potrzebna Bogu, ale ona jest dowodem, że ty wiesz, że masz Ojca! To jest zarazem dowód twojej wiary. Jasno widzę, że nie uniknę walki, bo moje słabości są odkryte, a przegrana jest pewna...cała nadzieja w Bogu Ojcu! Personel dyskutuje nad zbiórką na wieńce!

- Proszę nie zbierać na wieniec w wypadku mojej śmierci!

- Dobrze, dobrze, ale cyganie na grobach własnych przodków piją wódkę...nawet kieliszek wlewają do grobu!

- To ludzie pustyni, którzy dopiero szukają źródła, a OAZA (Kościół Jezusa) jest blisko!

    90% ludzi to „normalni”...trzeba dostać się do grupy „nienormalnych”. Ten podział jest bardzo ważny: ze względów politycznych, religijnych i społecznych! W pewnym sensie można powiedzieć, że 90% to ludzie zniewoleni. Pan Roman stwierdza, że "za biurkami siedzą ludzie umarli”.

- No, to co?...rzucamy się na chorych? Personel uśmiecha się. Przed chwilką wypiłem ok. setki wódki (poratowany) i nie wiem jak mam wyjść z tego stanu?.

"Maryjo, Matko moja.

Maryjo, Panno Najświętsza

i Najczystsza pomóż...pomóż..pomóż!”

   W oczach zaszkliły się łzy...wiem, że pomoc nadejdzie, wróci siła i wola, a smutek opuści mnie. Wypiłem resztkę wódki: „Och! Jak dobry jest Pan! Jezu, mój Zbawicielu...dlaczego mnie wybrałeś?” Krzyczałem w myślach - mimo czynionego zła - powtarzając: „Matko pomóż!”

   Mimo nawału pracy wszystko dziwnie się układało, a tuż po jej zakończeniu pędzimy karetką. W tym czasie czytam dalej u brata Romana, że: „pustką zioną ludzie (…) Do ciebie mówię człowieku Mężu ciemności (…)”.

     Posiliłem się w karetce (piwem)...niech mi to wybaczy czytający! Wróciła moc ciała, a Pan skierował mnie do bardzo cierpiącej (nerwoból kulszowy)...jako reumatolog zabrałem ją do prowadzonego oddziału.

    W tym czasie ominął mnie wyjazd do wypadku z zabitym dzieckiem. Teraz jestem u dziadka całkowicie sztywnego (parkinsonizm miażdżycowy), który należy do tych, „co się nażyli”. Teraz ma zatrzymanie moczu, a ja pytam: "jak leci”. Wszystko rozumiemy i uśmiechamy się w oczach.

- Czy jest coś na tamtym świecie?...pytam podchwytliwe!

- Jest!...gdyby nie było, popełniłbym samobójstwo, pan wie jakie mam życie!

     Tych dwoje starych ludzi stanowiło dla mnie wielkie pocieszenie! Dzisiaj, gdy to przepisuję (w środku nocy 22.03.2021) łzy zakręciły się w oczach, bo spotkamy się, a ja w tym momencie nic nie pamiętam.

    Po powrocie do bazy wyszedłem na zewnątrz pogotowia, napłynął „zanik alkoholu we krwi”, a na ten czas Belzebub przysłał pijanego mechanika z butelką za pasem! Dobrze wiedział, że wyrośnie ze mnie szpieg, który będzie ujawniał jego obleśne metody…

                                                                                                                                 APeeL

10.06.1990(n) Tajemnica wiary...

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 10 czerwiec 1990
Odsłon: 825

Święto Trójcy Świętej

    Po przebudzeniu napłynęło natchnienie, abym wstał na Mszę św.! Serce zalała radość, ale po wyjściu od demona odebrałem szyderstwo: „wyelegantowany jak stóż w Boże Ciało”! Jeszcze niedawno marzyłem o takim ubraniu do kościoła.

   Podziękowałem i poprosiłem: „Boże Ojcze spraw, aby więcej ludzi wierzyło, daj im poczucie Twojej Obecności. Dziękuję Ci, Boże za dar posiadania kościoła i kapłanów!"

   W tym momencie przypomniałem sobie pierwszy kontakt z tym miastem i wówczas poprosiłem Pana o pomoc w załatwieniu pracy...po usłyszeniu dzwonów kościoła! W tamtym czasie praktycznie byłem niewierzący...

   Teraz, jak nigdy mam wielkie pragnienie rozmawiania o Panu Jezusie. Tak chciałbym zaprosić spotykanych ludzi na Mszę św.! W kościele, za moimi plecami pięknie śpiewała kobieta. Pierwszy raz w życiu przeżywałem słowa powitania: „Miłość Boga Ojca (…) Łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa” i „dar jedności w Duchu Świętym niech będą z wami wszystkimi”.

     Dusza nie mogła ogarnąć tych słów...dlaczego nigdy ich nie słyszałem? Popłakałem się, łzy zalały oczy i płynęły po twarzy (wstyd wobec ludzi), a zarazem stałem się nieobecny dla świata. Trwało to zaledwie 5-10 minut.

    W tym czasie dziękowałem Bogu za wszystko, co otrzymuję. Napełniony Duchem Św. słucham kazania o Trójcy Św.! „Nie możemy pojąć tego rozumowo, bo jest to Tajemnica wiary". Jaka to tajemnica?

- Bóg dał mi sygnał „Jestem”...

- z Panem Jezusem mam ciągłą łączność

- a działanie Ducha Św. zaznałem przed chwilką!

    Tak dzieje się z wieloma wiernymi: niech dadzą świadectwo. Wówczas - dla ludzi małej wiary lub wahających się - Tajemnica będzie wyjaśniona. Wracałem do domu w ciszy serca. Na stole przywitały mnie dzieła św. Jana od Krzyża, które otworzyły się na słowach: „Boga nie pojmiesz rozumem, który stanowi przeszkodę, jest przyczyną błędów i omamień”.

   Wg mnie rozum to łącznik ciała z duszą, który jest wyłączony podczas objawień i kontaktów mistycznych. „Dziękuję Jezu, dziękuję! Ty, Jezu pragniesz dać każdemu wszystko o czym marzy”!

   Wezwano mnie do oddziału, gdzie umierała babcia. Wczoraj prosiłem rodzinę o sprowadzenie kapłana, dzisiaj miała Wiatyk...umarła przed moim przybyciem. Pomagam córce fizycznie i duchowo: wydałem kartę zgonu, pocieszyłem, oddałem pieniądze, które mi podarowała i odwiozłem do domu. Zaleciłem, aby nie płakała, bo matka umarła w dniu wspomnienia Trójcy Świętej.

    Nigdy nie wiadomo jakie dalsze następstwa wywoła nasz dobry uczynek…

                                                                                                                                    APeeL

  1. 09.06.1990(s) Mrówką jesteśmy...
  2. 08.06.1990(pt) Nie da się pogodzić...
  3. 07.06.1990(c) Ostatnie namaszczenie...
  4. 06.06.1990(ś) Ja idę do Ojca...
  5. 05.06.1990(w) ZA MAŁYCH I BRZYDKICH...
  6. 04.06.1990(p) "Chwalcie Pana na harfie, chwalcie Pana na cytrze"...
  7. 03.06.1990(n) ZA WYWYŻSZONYCH
  8. 02.06.1990(s) Tylko Bóg nas rozumie...
  9. 01.06.1990(pt) ZA PRAGNĄCYCH GRZESZNEJ WOLNOŚCI
  10. 31.05.1990(c) W szkole nie chcą Pana Jezusa...

Strona 2385 z 2526

  • 2380
  • 2381
  • 2382
  • 2383
  • 2384
  • 2385
  • 2386
  • 2387
  • 2388
  • 2389

Menu główne

  • Strona domowa
  • Dziennik duchowy
  • Chronologicznie
  • Moja duchowość...
  • Dwa zdania o sobie

Dobowe odwiedziny

  • Dziś 1486

Logowanie

  • Nie pamiętasz hasła?
  • Nie pamiętasz nazwy?