Właśnie trafiłem na relację pani, która przed laty miała doświadczenia „życia po życiu”, ale bała się to przekazać, bo mogliby uznać ją za stukniętą. Widziała jak stwierdzono jej śmierć i przykryto zwłoki do których wróciła po 15 minutach!

      Z tego wynika, że ja nie powinienem przekazać dzisiejszego świadectwa wiary...zresztą nie grozi mi zarzut choroby psychicznej, bo mam już taką i to udokumentowaną (papiery). Dzisiaj szczycę się z tego powodu, ponieważ Pana Jezusa też ubrano w czerwony płaszcz.

        Sam zobacz, co mnie spotkało dzisiaj około g. 6.00, gdy zapisywałem wczorajsze świadectwo wiary. Nagle przebył do mnie Bóg Ojciec, ale to nie oznacza widzenia (omamu lub halucynacji wg psychiatrów) czy jakiegoś określenia po ludzku, ponieważ to był błysk łączności duchowej: mojej duszy z Duchowym Ciałem Stwórcy.

     W otwartym „Dzienniczku” św. Faustyna przekazała to samo, ale bardzo pięknie, że została „przeniknięta przez Majestat Boga”. Mnie natomiast przypomniała się wczorajsza Eucharystia na Mszy św. wieczornej, która ułożyła się pionowo wzdłuż jamy ustnej, a to zawsze oznacza zjednanie ze Stwórcą: jako „My”! Może z tym związane są dzisiejsze odwiedziny Najświętszego Taty.

       Padłem z płaczem na kolana wołając: "Tato. Najświętszy Tatusiu! Ty kochasz mnie bardziej niż Siebie, bo ja jestem cząstką Ciebie (w sensie duszy)! Ktoś powie, że to dziecinada, niech będzie, ale mamy stać się jak dzieci, bo inaczej nie wejdziemy do Królestwa Bożego. Taka właśnie jest Mądrość Stworzenia wszystkiego przez Boga Ojca Jahwe!

     Sam zdziwiłem się tym krzykiem duszy. Nie obchodzi mnie osąd ludzki, szczególnie niewiernych wrogów naszej wiary. Nie jest powiedziane, że taka sama łaska jest przed nimi zamknięta...sam żyłem podobnie. Koledzy psychiatrzy powiedzą, że tam nic nie ma. A ja jako wiedzący zapytam takich: co będzie z wami tuż po śmierci?

      Pan Jezus podkreśli to dzisiaj na Mszy św. w Ewangelii (Mt 11,25-30): „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom”.

      Przekazuję to tym, którzy szukają Prawdy lub mają podobne przeżycia...dla ich upewnienia, że nie jest to nic dziwnego! A ci, którzy uważają, że Boga nie ma, niech dadzą dowód, bo mają swoich bożków typu: piękność ciała, pragnienie zdrowia i długiego życia na tym zesłaniu, miłość do żonki Ninki (boginki), samochodu lub mieszkania, itd. Niech wołają głośno, bo te bożki są głuche!

     Ponadto, cóż oznaczają ”wielcy” tego świta: marnieją w oczach od Putina przez Donalda większego i mniejszego, a nawet Kubusia Parchatka, któremu plamy starcze pojawiają się już na twarzy! Za chwilkę, w momencie śmierci ciała poznają Prawdę, ale będzie za późno.    

       Po czasie wyszedłem do piłkarzy, aby odmówić moją modlitwę w intencji wczorajszej: „za tych, którzy znaleźli się w śmiertelnym niebezpieczeństwie”! Pierwszy raz w życiu wolno i z płaczem odmawiałem: „Ojcze nasz” oraz „Wyznanie naszej wiary”. Lubię wołać półgłosem wśród krzyków piłkarzy, wprost chciałbym to przekazać na cały świat.

     Zobacz jak długie są te zawołania, które trwają 1.5 godziny: „Zdrowaś Maryjo”, „Jezu miłości moja bądź uwielbiony i zmiłuj się nad nimi”, „Matko Miłosierdzia módl się nad nimi”, „Ojcze Przedwieczny przyjmij – przez Niepokalane Serce Maryi św. Osamotnienie Pana Jezusa – w intencji tych, którzy znaleźli się w śmiertelnym niebezpieczeństwie i za dusze takich”…

     Ta modlitwa została wymodlona tuż po nawróceniu i jest prawidłowa, bo współcierpię z Panem Jezusem (wg cz. Bolesnej Różańca z koronką do Ukrytych Cierpień Pana Jezusa w Ciemnicy (u mnie to UCC), z obnażeniem Pana Jezusa na Golgocie i 7-ma słowami na krzyżu oraz koronką do 5-u św. Ran Zbawiciela!

      Możesz uwierzyć lub śmiać się, nawet wtrącić mnie do szpitala psychiatrycznego, przecież wszystkich proroków zabijano, a wielu torturowano, aby wyrzekli tego, co wiedzą! Zarazem ogarnij morze dusz ludzkich wpadających do płonących Czeluści.

                                         Czeluści

       Natomiast wąską jest dróżka prowadząca do bramy, która dla świętych otwiera się automatycznie jak w marketach, bo Pan Bóg wszystko pokazuje! Nie trzeba nas witać, wśród wielkiego szumu i oklaskać, bo ja nie znoszę tego i chciałbym tylko do końca wypełnić swoją misję i wróć do mojej Prawdziwej Ojczyzny! Nie powie coś o nieudanym wybraniu Rafała Trzaskowskiego. Mielibyśmy IV Rozbiór Polski: trzy główne rozbiory Rzeczypospolitej (I w 1772 r., II w 1793 r. i III w 1795 r.).

        Na Mszy św. wieczornej będzie czytany list św. Pawła (Rz 8,9.11-13), gdzie dzieli ludzi podobnie do mnie: na żyjących wg ciała fizycznego, których czeka śmierć (myślę, że większość trafi do Czyśćca w oczekiwaniu na nasze wyrzeczenia i modlitwy) oraz  tych, którzy będą żyli hamując popędy ciała, a nawet je uśmiercają…

                                                                                                                                                                          APeeL

       W środku nocy z 05/06.07.2026 trafiłem na stronę „Katolika”, gdzie był wpis bluźniącej prowokatorki, negującej świętość siostry Faustyny ze stwierdzeniem, że była chora psychicznie. Dziwnie, bo moderują wpisy! Ciekawe czy dali tam mój komentarz...

Autor: Marta (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2009-03-26 23:58
       Św.
s. Faustyna to nie święta, a chory człowiek. Nie akceptuję świadectwa św. Faustyny Kowalskiej. Lektura jej "Dzienniczka" wzbudza moje ogromne zdziwienie i niesmak oraz rodzi pytanie, dlaczego nasz papież Jan Paweł II wyniósł Faustynę Kowalską na ołtarze.

      Jak mam przejść obojętnie obok okropnych wizji św. Faustyny, gdy była świadkiem zjadania małego dziecka (Jezusa w komunii św.)? Wydaje mi się, że wielokrotnie widziała ona w kościele (np. podczas mszy lub na adoracji sakramentu św.) dziecko symbolizujące Pana Jezusa, ponieważ była wymęczona postem (brakiem snu, głodem), pewnie też i biologiczną potrzebą bycia matką.

     Czytając jej "Dzienniczek" mam wciąż wrażenie, że nie była to prawdziwa święta, a chory człowiek. Czy katolik powinien akceptować i czcić wszystkich świętych i błogosławionych...nawet jeśli uważa ich za kiepski przykład?

     Czy decyzja papieża o ogłoszeniu kogoś świętym powinna być przez nas traktowana jako nieomylna? Bardzo proszę o rozwianie tych moich wątpliwości. Zbliżają się święta wielkanocne i bardzo chciałabym nadal uczestniczyć w życiu Kościoła z czystym sumieniem i spokojnym umysłem.

https://www.katolik.pl/forum/read.php?

f=1&i=233976&t=233865#REPLY

Oto mój komentarz

Wola Boga Ojca

Dziennik Duchowy lekarza...

       Tak właśnie potraktowano moją osobę, tuż przed emeryturą (po 40 latach niewolnictwa), gdy - po trzyodcinkowym reportażu w TV Trwam (2007/2008 r.) o koledze, który - na Kaszubach ściął krzyż Pana Jezusa! Napisałem o tym do Izby Lekarskiej, ponieważ na początku mojego nawrócenia (około 1988) podniosłem krzyż Pana Jezusa, który upadł na trasę E7).

     Po 2 tygodniach otrzymałem pismo, że jestem chory psychicznie. Ponieważ krzyż powalił psychiatra...jego koledzy w majestacie bezprawia uznali, że moja łaska wiary (mistyka eucharystyczna z charyzmatem odczytywania Woli Boga Ojca) to p s y c h o z a. Objawy są podobne.

       Straciłem pwzl 2069245, specjalnie wszędzie pisałem, nikt mi nie pomógł. Myślę, że ta sprawa wymaga wyjaśnienia, ponieważ w Izbie Lekarskiej mamy nawet pełnomocnika ds. dyskryminacji oraz obrońcę praw lekarza.

       Siostra Faustyna jest obecnie moją opiekunką duchową...pomaga podczas prowadzenia zapisów mojego dziennika duchowego, a nie ma takiego na świecie, ponieważ jest prowadzony i edytowany z dnia na dzień! Zapraszam do czytania. Proszę o jego rozpropagowanie...

                                                                                                                                                 Szczęść Boże