Jak nigdy spałem bardzo długo, nawet przeoczyłem pobranie leku nasercowego,. Każdy dzień z Bogiem przynosi różne niespodzianki, nigdy się nie nudzisz...jak dzieciątko ze swoim ojcem ziemskim. W moim wypadku tak właśnie jest z Bogiem Ojcem, a niżej z Panem Jezusem. Wcześniej przeważał kult Syna Bożego, a teraz w kościele wzrok padł na wielki plakat Pana Jezusa wskazującego na Swoje Serce.

                                                                      Pan Jezus z Sercem

     To zarazem sprawiło połączenie mojego serca z Sercem Zbawiciela, a dzisiaj Pan Jezus będzie trzykrotnie pytał Szymona Piotra czy go kocha (Ewangelia J 21,15-19)? W pierwszej chwilce sądziłem, że intencja modlitewna będzie dotyczyła dziękowania za wszystko Bogu Ojcu. Nawet poprosiłem s. Faustynę, której obraz zatrzymał wzrok, aby uczyniła to ode mnie. 

                                           Dziekowanie za wszystko

   Psalmista zawołał (Ps 103): „Błogosław, duszo moja, Pana i wszystko, co jest we mnie, święte (…) i nie zapominaj o wszystkich Jego dobrodziejstwach. Najważniejsza jest świadomość powrotu do naszej Prawdziwej Ojczyzny...w momencie śmierci ciała fizycznego!  

       Komunia święta zwinęła się, a nawet przez chwilkę ułożyła wzdłuż jamy ustnej pionowo, co oznacza łączność z Bogiem Ojcem! Teraz, gdy to zapisuję Pan Jezus mówi do siostry Faustyny („Dzienniczek” czytany o 15:00), aby słuchała spowiednika, bo on przekazuje Jego prowadzenie. Przy tym skarżyła się na cierpienia, które sprawiają...zarówno wrogowie, jak przyjaciele.

      Wskazała, że moc uzyskuje w Eucharystii. Zarazem zawołała, aby jej serce było miłosierne, szczególnie w godzinie, gdy Serce Pana Jezusa zostało przebite cierpieniem. „Dopomóż nam Panie, aby nasze serca były miłosierne”. Ja wiem, że współcierpienie naszego serca z Sercem Zbawiciela sprawia wynagrodzenie Bogu Ojcu za wszystkie nasze grzechy oraz tych, którym zagraża utrata zbawienia. Wieczorem wyszedłem i odmówiłem moją modlitwę przebłagalną w ostatecznie odczytanej intencji...

                                                                                                                                                      APeeL

                                                                                                                                                             

Przypomnę zapis dotyczący tej sytuacji…

28.09.1999(w) ZA ZJEDNANYCH SERCAMI...

   Zrywa sen...5.50 „och! to czas na Mszę Św.!” Napłynęła bliskość Matki Najświętszej, a właściwie akt Zwiastowania, gdy powiedziała Aniołowi „Tak!”. To początek także mojego zbawienia!

    Podczas przejazdu do kościoła napływała moc bolszewizmu z omamieniem większości braci Polaków   oraz moja niechęć do nich. Zważ, że ja mam łaskę wiary i Eucharystia to wszystko odwraca, a cóż dopiero oni.

    To będzie trwało jeszcze na początku nabożeństwa, bo w sercu pojawi się mieszanka: zawierzenie Stwórcy oraz ziemski bałagan z przewagą sił szatańskich...wielu nabiera się na te pułapki!

    Nagle mój wzrok zatrzymała starsza para małżeńska, która codziennie uczestniczy w Mszy Św. Łzy pojawiły się w oczach, ponieważ mam pokazaną wierność sobie oraz zawierzenie Bogu Ojcu.

    Eucharystia całkowicie odmieniła moje serce, które zalała Miłość Boża. W takim stanie trafiłem do przychodni, a moją pierwszą pacjentką była rozmodlona babcia, która długo czekała na mnie...w zimnie, bo budynek nie ma wiaty.

   Dziwne, bo dzisiaj przybywały pary: małżeństwa, córka z matką i matką z córką, a nawet brat z siostrą. Różne schorzenia, sprawy, zaświadczenia. Na dodatek  w drodze z pracy spotkałem przytuloną parę zakochanych...

    Bardzo pragnąłem modlitwy, ale nie znałem intencji i wołałem: „za oddanych Matce, Syna Twego, Boże”. Później trafiłem na reportaż: „Serce dla serc” z obrazami z kościoła księży Marianów w Łodzi, gdzie mówiono o posłannictwie. Płynęło obrazy Ducha Świętego, MB Nieustającej Pomocy z podawaniem Eucharystii.

    Podczas odmawiania mojej modlitwy znałem już intencję, a chwilami współcierpiałem: z mężem porwanej w Dagestanie, z taksówkarzami solidaryzującymi się z zamordowanym kolegą i żoną zabitego (ruszył właśnie proces sprawcy), z narodem czeczeńskim, bratem zamordowanego w Słupsku, z płaczącymi w wiosce pod Krakowem, gdzie w wypadku z policjantem zginął kierowca drugiego pojazdu.

    Ten dzień cierpienia skończył się obrazami ze „Szpitala Dzieciątka Jezus” w Warszawie, gdzie płakała matka córeczki strasznie poszkodowanej w wypadku, która miała już 12 operacji! Nadal ma zdeformowane biodra i kręgosłup. Popłakałem się z tą matką. Panie Jezu! Zmiłuj się nad nami!

     Bóg Ojciec wie wszystko o nas, a mnie zadziwia każdego dnia. Właśnie odmawiałem moją modlitwę i w tym momencie pasuje „Św. Agonia” Jego Syna!

    Późno. Skleiłem pękniętą na pół doniczkę i po czasie ujrzałem, że jest to symbol zjednania. Podziękowałem za ten dzień i przeprosiłem...

                                                                                                                             APeeL