Wola Boga Ojca
  1. Jesteś tutaj:  
  2. Start

23.12.1988(pt) Za tych, którzy chcą żyć długo…

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 23 grudzień 1988
Odsłon: 936

    Czuć już Wigilię i dlatego w pracy jest spokojnie. Myśl krążyła po wartościach materialnych (w tym mieści się też zdrowie ciała fizycznego) i duchowych.

    Wielu ludzi starszych (szczególnie bogatych) zbyt wiele czasu poświęca na utrzymanie sprawności fizycznej. W ich poczuciu jest to lek na długie życie...co wywołuje we mnie uśmiech politowania, bo można zakrztusić się landrynką, zostać porażonym prądem (dwa razy przeżyłem takie zagrożenie) lub pomyłkowo wypić truciznę, itd.

     Sanitariusze w pogotowiu mówią, że trzeba żyć krótko i dobrze, a po śmierci ładnie wyglądać w trumnie. Sprawność fizyczna nie daje też nieśmiertelności. Właśnie rozmawiamy o tym z synem jednego z bogaczy.

   Narysowałem mu kilka możliwych wariantów kombinacji rozwoju fizycznego ze szczytem i spadkiem sprawności aż do zramolenia oraz rozwoju duchowego, który może mieć szczyt w różnym wieku, ale powinien wzrastać na starość.

   Kłopot, ponieważ nie potrafię edytować rycin, bo jest różnica pomiędzy przebiegiem życia fizycznego, które ma szczyt i zawsze spadek, a życie duchowe może mieć szczyt (dążenie do świętości)...nawet w ostatnim okresie życia. U mnie nastąpiło to w latach 1986 - 1988 r.

   Wracając do zdrowych i bogatych, często żyjących ponad stan, ale zdrowo odżywiających się. Nie wiedzą tacy, że skracają sobie życie, bo wydłuża je ograniczenie jedzenia. Trzeba dodać, że uczeni amerykańscy w odróżnieniu od radzieckich eksperyment wykonywali na na małpach człekokształtnych (makakach...macaca mulatta).

   Nigdzie nie wspomina się o postach duchowych (wyrzeczeniu dla Matki Bożej). My z żoną stosowaliśmy post ścisły w środy i piątki (w intencji pokoju na świecie). Dzięki temu nie mam dzisiaj nadwagi przy chorym sercu (07.09.2020). Tych, których ocaliliśmy w b. Jugosławii i na świcie spotkamy po śmierci...

                                                                                                                    APeeL

22.12.1988(c) Modlitwa to woda życia...

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 22 grudzień 1988
Odsłon: 936

    W nocy przebudził mnie syn, który straszliwie drapał się z powodu zmian uczuleniowych skóry (wrodzona świerzbiączka). Nic nie pomaga i dlatego czeka na szczepienie odczulające.

   Wstałem i zacząłem czytać „Dzienniczek” s. Faustyny. Nie zanotowałem treści, ale teraz, gdy to przepisuję (25.11.2020 g. 15.00) napływa, aby przekazać, co właśnie powie z radia Maryja. Pragnęła modlitwy, a Pan Jezus wskazał, że chwilka rozważania Jego Bolesnej Męki zastępuje najdłuższe modlitwy.

   Wciąż jestem zadziwiany, bo po latach wymodlę taką modlitwę. Nie odmawiam innych, ponieważ Apokalipsa już trwa i mam ofiarować każdego dnia Bolesną Mękę...w odczytywanych intencjach. W innych potrzebach wołam swoimi słowami jak dzieciątko do swojego ziemskiego ojca.

    Największą moc ma koronka do Miłosierdzia Bożego odmawiana w czasie śmierci Pana Jezusa na krzyżu (15.00) przez wiernych na całym świecie.

   Teraz mam chwilkę przerwy w pracy, patrzę na Pana Jezusa z płaczem i proszę o pomoc. Wczoraj wypiłem kilka kieliszków, a to oznacza, że upiłem się. Cały misterny wysiłek w przygotowywaniu do Wigilii poszedł na marne...wszystko zawaliło się jak domek z kart.

   Każdy myśli o takim, że to pijak i drań, ale nie bierze pod uwagę wielkich cierpień uzależnionych, którzy chcą żyć normalnie. Kiedyś spotkałem młodego kierowcę TIR-a których nie chce pić, ale tylko przez 8 miesięcy. Ja będę miał miał nałóg odjęty, ale gdyby Bóg chciał uczynić to pragnącym...chętnych byłaby garstka. Tak wielkie jest pragnienie picia alkoholu...

   Wiedziałem, że Pan pomoże i do rodziny wróci utracony pokój. Przed dyżurem w pogotowiu na chwilkę wróciłem do domu, a tam żona płakała po kłótni z córką. Przytuliłem ją i powiedziałem, że wszystko będzie dobrze, bo to jest tylko chwilowe zamieszanie wywołane przez szatana. Zobacz co może zły i jak wielką jest moc modlitwy…

   Właśnie dzisiaj malarka przybyła z wizerunkiem Pana Jezusa Dobrego Pasterza, nie chciała zapłaty, ale jakoś się odwdzięczę. Przeczytałem wiersz z moją refleksją:

„Musisz siać ziarno

Nie patrz, gdzie pada, gdzie niesie go wiatr, że wrona go zjada.

Musisz siać ziarno całą swoją duszą.

Ono zrobi cud, nie wiesz jeszcze gdzie, kiedy i w kim.

Musisz!”

   Zważ, że wówczas miałem moc od Boga, aby to zapisywać. Nawet nie śniło mi się istnienie Internetu z takim "sianiem" świadectw dopiero nawróconego.

   Na dodatek Bóg powiedział do mnie przez Vassulę; „Unieś duszę ku Mnie w ciszy /.../ z wiarą ofiaruj Mnie, Swemu Ojcu swoją wolę, a Ja, który znam twoje potrzeby poprowadzę cię i nakarmię /../ Moje Prawo zaprowadzi cię do Mnie, do Mego Mieszkania, które jest także twoim Domem”...

                                                                                                                         ApeeL

 

21.12.1988(ś) Ofiary sztuczek Szatana...

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 21 grudzień 1988
Odsłon: 958

Motto; ateista jest zdany tylko na siebie...

    W nocy byłem u otyłej pacjentki (sen erotyczny)...zgłosiła się do mnie rano. Z tego wnioskuję, że nasze nocne podróże odbywają się „na jakieś wezwanie". Ona była bardzo cierpiąca, okazało się, że ma dyskopatię centralną z ostrym zespołem bólowo-korzeniowym i bolesnymi kurczami mięśniowymi.

   Później znalazłem się w holu budynku...moją uwagę zwróciły obrotowe drzwi, piękne szyby, sala wykładowa zapełniona siedzącymi ludźmi. Nie chciałem tam wejść, zasłoniłem się i umknąłem. W wyjściu zauważyłem maleńki punkt szatniarski z wiszącymi pięknymi płaszczami damskimi. Zdziwiło mnie to, że ja byłem niewidzialny, bo kobieta nie zwróciła na mnie uwagi. Gdzie byłem?

   Trafiłem też do biblioteki w niedalekiej parafii. Zapytałem później naszego kierowcę karetki; czy mają taką, co potwierdził.

    W tym czasie interesowałem się eksterioryzacją, co jest pokazane w zdarzeniach „życia po życiu”.

- Panie doktorze, zięć tak mi dokuczał, że - wstyd się przyznać - powiesiłem się! W tym czasie głośno zapłakał wnuczek...odcięto mnie i trafiłem do szpitala.

- Przez ten czyn nie rozwiązałby pan swojego problemu, ponieważ po odrzuceniu ciała żyjemy jako dusze...z jednego cierpienia wpadłby pan w jeszcze większe. Proszę nie traktować naszego spotkania jako przypadkowe...nie będzie mógł pan powiedzieć, że „nie wiedziałem” o tym, że mamy dusze.

   Miałem wielką chęć wniknąć w serce tego człowieka...jak narastały podszepty Szatana? Początek mógł być niewinny, bo Bestia mówi w naszej osobie: „skończę ze sobą i wreszcie będę miał spokój”. Miałem kłopoty z porozumieniem, bo pacjent był nieco głuchy i faktycznie nie wierzył w życie wieczne.

   Czuję, że pacjentka, lokalna malarka przyniesie mi wizerunek Pana Jezusa Miłosiernego (kopię obrazu Adolfa Hyły). Trzeba dodać, że namalował go już po śmierci s. Faustyny. Prawidłowy powstał w 1934 roku w Wilnie pod czujnym okiem s. Faustyny i był autorstwa Eugeniusza Kazimirowskiego.

   Przed wielkimi duchowo świętami nasila się działanie zła. Tak stało się w moim wypadku. Wypiłem za dużo i upuściłem maszynę do pisania powodując awanturę domową. Podobnie dzieje się w wielu rodzinach. Było mi bardzo przykro, popłakałem się, przyniosłem łóżko polowe, bo nie miałem swojego i zacząłem modlić.

   O świcie wołam; „przepraszam Tato! Tato! Przepraszam 100 razy! Mamo przepraszam także za moje złe uczynki, a przecież mam łaskę wiary i moja odpowiedzialność jest ogromna”. Nawet „patrzył” święty Józef, a ja nie miałem odwagi podnieś głowy, skulony, mały, niegodny…

                                                                                                                                APeeL


 

 

 

20.12.1988(w) Dzień darów!

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 20 grudzień 1988
Odsłon: 1381

    Dzisiaj mam dyżur w pogotowiu, a u pierwszej pacjentki w książeczce ubezpieczeniowej zauważyłem wizerunek Pana Jezusa Miłosiernego...od dłuższego czasu poszukiwałem tego wizerunku, bo chciałem zamówić taki właśnie obraz u znajomej malarki.

   Wezwano do zgonu siostry zakonnej. Jako lekarz ostatniego kontaktu muszę wydać kartę zgonu. Nie wiem jak nazywa się to zgromadzenie...chociaż w ich budynku byłem kilka razy pogotowiem. Tak powinna wyglądać starość człowieka z zakończeniem tego ziemskiego wygnania.

   Życie w zakonie przebiega w atmosferze duchowej. Wspólna kuchnia, sala modlitw, cisza z bardzo dobrą energią wewnątrz. Zawsze, gdy tam trafiałem wyczuwałem świętość tego miejsca. Prawdopodobnie jest to wynik modlitw, obrazów, religijnych książek oraz samych mieszkanek z dobrymi duchami tego domu!

    Potrafię wyczuć dobrą i złą energię...w takim domu chciałbym przebywać. Obejrzałem zmarłą, wystawiłem kartę zgonu i nie chciało się odchodzić. W takim czasie zawsze mam pragnienie rozmawiać z bliskimi. Podarowano mi kalendarz na następny rok ze zdjęciami papieża na spotkaniach ekumenicznych...szkoda, że nie było tam żadnego świętego wizerunku.

   W przychodni ludzie i to biedni zasypywali mnie darami z serca, a ja niczego nie chcę, a oni nie mogą pojąć, że pragnę dawać, a nie chcę brać! Prosiłem Pana o poradę i napłynęła, aby brać od bogatych i oddawać biednym.

   To metoda janosikowa, ale także ryzykowna, bo restrykcyjne prawo zabrania przyjmowania wyrazów wdzięczności. To był typowy fałsz bolszewicki, bo w tym czasie "wyzwoliciele" mieli, co chcieli. 

   Podczas dyżuru śpiewał Krzysztof Krawczyk: „Płyną dni, smutek się snuje obraz Twój za mgłą", a  moje serce zalewała tęskna rozłąka z Panem Jezusem. „Panie mój Jezu Chryste wszystko bez Ciebie to nic, a nic z Tobą oznacza wszystko!”…

                                                                                                                               APeel

 

19.12.1988(p) Uwaga! Zły Człowiek...

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 19 grudzień 1988
Odsłon: 1256

    W tygodniu przedświątecznym zaczynam pracę wcześniej...ze złością w sercu. Po wejściu pierwszej pacjentki od Przeciwnika Boga napłynęła porada, że „ona przychodzi do ciebie po zwolnienie...daj jej dwa dni!”

   Trwało to około 15 minut, bo przekornie zawołałem: „będę pracował z Tobą Panie”! Po chwilce wróciła miłość do potrzebujących...nawet nabierających mnie.

   Teraz jest u mnie pacjent, który nie wie na kim się oprzeć w swoich cierpieniach...bardzo wierząca żona zaleciła mu zwrócenie się do Dobrego Lekarza! Jak wielkie jest zagubienie ludzi zaskoczonych utratą zdrowia: nagły zawał u młodego inżyniera lub uszkodzenie kolana u robotnika budowlanego!

   Do oddziału, gdzie zastępuję kolegę (pojechał na kurs) przywieziono 95-letnią babcię. Pielęgniarka oddziałowa poprosiła mnie o decyzję w swoim stylu: „co mam z nią zrobić?" Zaleciłem, aby w oczekiwaniu na narodzenie Pana Jezusa uczyniła coś dobrego.

- Spotkamy się za 50 lat, porozmawiamy, a wówczas przyzna mi pani rację!

- Za 50 lat nie będę żyła!

- To wiadomo, ale ja mówię o życiu wiecznym!

    Przed wyjściem z pracy zerknąłem na oddział...na pustej sali zajęte tylko 3 łóżka, a na jednym z nich śpi wykąpana i nakarmiona babcia. „Panie mój, jakże opiekujesz się wszelkim stworzeniem!”

   Podczas wizyty u niej (pogotowiem) widziałem trzy złe psy. Pomyślałem wówczas, że na niektórych furtkach domów powinien wisieć napis: "Uwaga. Zły człowiek!". Do takiego wniosku doszliśmy ze znajomym po jego opowiadaniu dotyczącym traktowania dobrych psów u rolników.

   W każdy dzień targowy pojawiają się psy porzucone...właśnie jest taki w mojej klatce. Po chwilce usłyszałem jak piszczy od bicia. To sąsiadka z grubym brulionem w ręku - przy zamkniętych drzwiach klatki - dawała mu szkołę." Pies na mój widok zaczął machać ogonem! 

- Taki, a taki...boi się mnie!

- A kogo boi się pani?

   „Ojcze! wybacz jej, bo wiele sama przeszła (bójki z mężem pijakiem, rozwód z samotnym wychowywaniem dzieci). Wielu prostych ludzi jest dobrych, ale dla nich kopnięcie obcego psa nic nie oznacza.

    Do sanitariusza z pomocy doraźnej pojechał zespół pogotowia (wesele). Zaproszenie do stołu było szczere i proste: „chodźta, siadojta, pijta, nie p....!” Wszystkich zaskoczyła szczerość .

   W medycynie sądowej wyczytałem, że corocznie na świecie - od uderzenia pioruna - ginie kilka tysięcy osób...ślady porażenia są przelotne (kłopot z pochówkiem, bo jest potrzebna sekcja). Dlatego trzeba modlić się o śmierć dobrą i godną!

- Nie uwierzy pan doktorze, ale moi dziadkowie umarli jednego dnia!

   Zawsze modlili się o to. Przed ich śmiercią przybył kapłan i babci udzielił ostatniego namaszczenia z Wiatykiem. Dziadek w dobrej kondycji też prosił o pełną posługę, ale ksiądz wyspowiadał go i podał Eucharystię.

   Następnego dnia - po wykonaniu codziennych czynności - ubrał się w garnitur, położył do łóżka i zmarł. To niewiarygodne,ale tak było naprawdę!

                                                                                                                        APeeL

  1. 18.12.1988 (n) Budda się pomylił...
  2. 17.12.1988(s) Przeżyła swój czas...
  3. 16.12.1988(pt) Moc dobrych czynów...
  4. 15.12.1988(c) Wojna dwóch światów...
  5. 14.12.1988(ś) Niczym się nie zasłużyłem...
  6. 13.12.1988(w) Omiń tę drogę...
  7. 12.12.1988(p) Pies jest naszym przyjacielem jeszcze po śmierci...
  8. 11.12.1988(n) Kochaj klienta swego jak siebie samego!
  9. 10.12.1988(s) PIERWSZE TĘSKNOTY ZA BOGIEM...
  10. 09.12.1988(pt) Zabijanie drzew...

Strona 2479 z 2514

  • 2474
  • 2475
  • 2476
  • 2477
  • 2478
  • 2479
  • 2480
  • 2481
  • 2482
  • 2483

Menu główne

  • Strona domowa
  • Dziennik duchowy
  • Chronologicznie
  • Moja duchowość...
  • Dwa zdania o sobie

Dobowe odwiedziny

  • Dziś 332

Logowanie

  • Nie pamiętasz hasła?
  • Nie pamiętasz nazwy?