Przebudził mnie ostry dźwięk z modlitwą płynącą w sercu: "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Niech będzie uwielbione Imię Jezusa, Syna mojego Prawdziwego Ojca." Sam  zacząłem wołać w ciemności: "Panie mojego serca, gdy Ty zawołasz biegnę, Jezu mój, Przyjacielu, Bracie mój!"

     W tej tęsknocie złapałem okazję (spotkanie w Krakowie z Janem Pawłem II), gdzie korowca Robura (samochodu ciężarowo-osobowego) włączył kasetę z kapelą. Przez chwilkę byłem tym zdenerwowany, ponieważ planowałem modlitwę. Razem ze słowami miłosnej melodii zacząłem wołać do Jezusa: "Powiedz Jezu mój czy też mnie kochasz? Powiedz...powiedz!"

    Oczy zalały łzy, a zakochany śpiewał: "miłość jest piękna (..) może gdzieś znajdę Cię od tej chwili" z odpowiedzią Pana Jezusa do mnie: "wrócisz znów i będziesz blisko Mnie (..) nasze serca muszą się połączyć!" Poprzez Miłosierdzie Zbawiciela właśnie wracam do Niego...po upadku. Zobacz jak Pan Jezus rozmawia ze Swoim uniżonym sługą!

    Nie dziw się, ponieważ wszystkie środki techniczne, cały świat i jego wydarzenia dają możliwość rozmowy. Dla mnie jest to jasne i proste. Pan Jezus prowadzi każdego jak chce! Teraz wiem, że: "wrócisz Ty, Miłość Twa, będziesz blisko mnie." W podziękowaniu za wczorajsze postawione pod krzyżem kwiaty...popłyną: "Chryzantemy złociste"! Pan daje mi więcej niż się spodziewam...

    Mijamy domy, pochylone słoneczniki, piękne krajobrazy, wstające słońce, które odbija się żółtym blaskiem...radość...radość! Przed kierowcą przesuwam paciorki różańca, a podczas skocznych melodii płynie cz. radosna tej modlitwy.

    Wprost widzę starca Symeona trzymającego malutkiego Jezusa w Świątyni. Razem z nim cieszę się z tego wydarzenia. Podniosłem głowę, a tu matka niesie takie właśnie dzieciątko (g. 6.00). Zwykły człowiek powie, że to głupstwa, a ja widzę łączność świata przyrodzonego i nadprzyrodzonego!

    Na rozwidleniu dróg w Kielcach zawołałem: "Bądź uwielbiony Jezu za wszystko, co mi dajesz! Bądź pochwalony Jezu!" Teraz przesiadłem się do "Fiacika" z ateistą...nie wiem, co w nim zostanie z mojego świadectwa wiary, ale w Krakowie nie chciał przyjąć zapłaty.

     Teraz zbliżam się do klasztoru s. Faustyny. Na pustej ulicy głośno wołałem: "Zdrowaś Maryjo! Matko Boża. Matko Jezusa. Matko moja i ludzi oraz świata! Przekaż Jezusowi i Stwórcy, że tylko o nich trzeba mówić i tylko do nich wołać, bo cała reszta jest dodana!"

     Radość prawie rozrywała serce, a już w klasztorze uzyskałem pełnię ukojenia. Tam przed Jezusem Miłosiernym odmawiałem modlitwę przebłagalną, prosiłem o pokój dla żony oraz dar wiary dla córki. Na środku kościoła modliła się zakonnica z uniesionymi do góry rękoma, a ja zabrałem mały różaniec, który "ktoś zostawił dla mnie", bo bardzo chciałem mieć coś od s. Faustyny...to wprost dar od Niej! Przyda się podczas dyżurów w pogotowiu.

    Te prośby ponowiłem u groby s. Faustyny, aby objęła swoją opieką córkę. Jakiż tam pokój, cisza i dobro. Wracałem w uniesieniu, a dusza wołała: "Jezu mój" z powtarzaniem. Zapomniałem o tym, że dzisiaj prowadzi mnie Pan Jezus. Niby "przypadkowo" zajrzałem do jakiegoś kościoła, gdzie usłyszałem pukanie płynące od konfesjonału z delikatnym poleceniem: "podejdź!"

     W tej samej sekundzie zły uderzył we mnie z całą mocą: "Jaki jest sens takich podróży? Tyle wysiłku! Po co to? Kapłani. Kościoły. Figura...mówienie jeden drugiemu!" Każdy normalny człowiek wyjdzie natychmiast z kościoła po zalaniu duszy diabelskim zniechęceniem i zwątpieniem. Zrozum każdy! Sam nie zauważyłem kuszenia, bo całkiem zapomniałem o tym, że nade mną czuwa "przyjaciel ciała" - wróg nr 1 mojej duszy! Ja, wezwany dzisiaj tutaj przez Jezusa zapomniałem o tym wrogu! To jego wielki sukces, przecież powinienem natychmiast; krzyknąć: "żegnam cię krzyżem w Imieniu Jezusa!"

      Moja myśl uciekła do s. Faustyny (prawdopodobnie nadeszła pomoc), która miała zalecenie stałego uczęszczania do spowiedzi, bo przez usta kapłana mówi Jezus! Nawet powiedziałem o tym kapłanowi i poprosiłem o radę dotyczącą gadania, poczucia się lepszym (pycha duchowa), chęcią nawracania innych...

    Mam przyjmować próby w dobrym i złym...nawracać innych cichością, uniżeniem, delikatnością z pokornym sercem..."dużo módl się za córkę, nie ustawaj - tak czyniła matka św. Augustyna". Trzeba akceptować innych, takimi jakimi są!

    Teraz szukam miejsca na odmówienie "pokuty" i tak trafiłem do maleńkiego pomieszczenia z wielką figurą Jezusa z Gorejącym Sercem i obrazem Jezusa Miłosiernego. Usiadłem jak urzeczony - to przecież w moich odbitkach połączyłem te dwie postacie Jezusa!

    Zarazem zauważyłem pomoc w drobnych sprawach: zdobycie zaproszenia na spotkanie z Janem Pawłem II, skorzystanie z WC (dano klucz do pięknej łazienki), zdobyłem wodę święconą w pojemniczku, a nawet małe krzesełko.

     Przyjazd papieża poprzedziło czytanie dzienniczka Anieli Salawy, która w dniu dzisiejszym zostanie wyniesiona na ołtarze....

- zwykłym pyłkiem jest dusza wobec Boga

- o cierpieniach nigdy nikomu nie wspominaj!

- miałam pokazane wiele dróg, a dusza rwała się do cierpień...ale brak było odwagi do wielkiej męki

- Boże zlituj się i wyrwij z więzienia ciała!

- Pan Jezus też potrzebuje naszej pociechy!

     Wreszcie łaska spotkania zastępcy św. Piotra: "och, jakże warto było żyć!" Łzy zalały oczy, a serce słodycz, której nie wypowie ludzkie słowo. Żałuję jednego, że papież w momencie przejazdu nie zrobił znaku krzyża!

                                                                Papież

                                                                                                     Foto Maryla

     Ta Miłość, ofiara i pociecha - to przyjęcie cierpienia i zupełne zapomnienie o sobie! "Matko przekazuję Ci moje cierpienie oddalenia od papieża, za złe nagłośnienie, brak możliwości skupienia", bo dla mnie najważniejsze jest przyjęcie Komunii Św. z otrzymaniem błogosławieństwa od następcy św. Piotra.

    W tym czasie starszy pan wyciągał żonę: "po co tu siedzieć...w telewizji lepiej widać...ja idę do domu, jedzenie jest w lodówce!" Teraz mam jedno pragnienie, abym mógł odczuć serce papieża, aby nasze serca połączyły się. Czy to nastąpi? Da Bóg...to wszystko jest możliwe! Popłynie Słowo...

1. Mojżesz przekazał, że (Pwt 31,1-8) Pan Bóg będzie prowadził naród wybrany. Do niego samego padną słowa: "Bądź mężny i mocny, nie lękaj się, nie bój się ich, gdyż Pan, Bóg twój, idzie z tobą, nie opuści cię i nie porzuci".

2. Pan Jezus wskazał na największego w królestwie niebieskim (Ewangelia: Mt 18,1-5.10.12-14): "przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł: Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego."

     Kapłan wkroczył ze Św. Hostią, padłem na kolana, a papież wypowiedział w tym momencie: "nie jestem godzien"...otrzymałem Ciało Pana Jezusa! Jak wielka to łaska...

     Teraz klęczę na środku szerokiego chodnika okalającego Stary Rynek w Krakowie; "Cóż Ci Jezu dam, za Twych łask promienie?" - przecież to najwyższa łaska na ziemi! Po długim modlitewnym skupieniu uniosłem głowę, a tam ślad po samolocie - biała wstęga od ziemi do Nieba! Wielu wychodziło przed Komunią Św. To ci, co odwracają się do Jezusa!

     Jak wielkim cierpieniem jest łaska wiary! Dzięki tym wcześniejszym wyjściom mogłem zbliżyć się do Ołtarza św. gdzie Jan Paweł II wspominał słowa Anieli Salawy "Niech będzie Pan Jezus tak uwielbiony, jak został wyniszczony".

     Po błogosławieństwie...nic już nie było ważne! Powrót, kłopoty, ale wiem, że Pan Jezus pomoże. Tak będzie (pięć przesiadek) ze spotykaniem różnych ludzi, którym mówiłem o Jezusie, Bogu i Matce! Z Polski wyjeżdżają na misje...tam często ludzie są spragnieni wiary, a u nas mara i wątpliwości.

    W środku nocy, w zimnie odmawiałem cz. Bolesną Różańca i to cierpienie przekazałem Panu Jezusowi. "Ty, Jezu nie miałeś domu, cierpiałeś zimno, wygnanie, śledzenie...przyjmij moje cierpienie". W takim momencie rozumiesz łaskę posiadania domu - to miejsce, gdzie jesteś bezpieczny, to wprost Niebo na ziemi!

                                                                                                                                  APeeL