22.02.1995(ś) ZA WYMAGAJĄCYCH POSILENIA…
Rano wielki smutek i słabość zalały serce...czuję, że jest to od Pana jako doświadczenie jakiegoś cierpienia. Zawołałem: "Jezu mój! Jezu! Oddaję ci tę słabość, przecież ja mam wzmacniać chorych, którzy wymagają tego ode mnie”!
Na Mszy świętej o 7:30 były cztery osoby, wyszło dwóch kapłanów! Nie docierały czytania, ale uwagę przykuły słowa o posileniu. Tak, bo jest to sprawia zjednania mojej duszy z Duchowym Ciałem Pana Jezusa (w Eucharystii). W tym czasie siostra zaśpiewała piękne słowa do Pana Jezusa, aby przyszedł i poprowadził nas.
Popłakałem się podczas przyjmowania świętej Hostii, padłem na kolana z twarzą w dłoniach i w sekundowym śnie "stanąłem na nogi!" Napłynęła moc do pracy z pragnieniem niesienie pomocy, pocieszenia i wzmacniania innych. Wprost widziałem zjednanie z Jezusem, co określam słowem: „my”!
Pierwszą pacjentką była babuszka, która prosiła o leki na p o s i l e n i e! Przekazałem jej moje dzisiejsze doświadczenie duchowe, a ona to potwierdziła mówiąc: "nawet myśli mamy od Jezusa”! Taka jest prawda! O 15:00 w pogotowiu w czasie przebierania się z teczki wypadł obrazek Matka Boża Nieustającej Pomocy!
Zerwano do pijaka z rozbitą głową, który traktorem uderzył w bramę (nawet się otworzyła). Przerwano posiłek sanitariuszowi, a kierowca spożywał kanapki w karetce. W tym czasie wzrok zatrzymywały bary. Wróciły obrazy chorych wymagających posilenia ciała i duszy.
W tym czasie płynęła koronka do Miłosierdzia Bożego, a stan mojej mocy był równy zeru. Padłem w ciężki sen w fotelu karetki, ale on też nie sprawił powrotu siły! Pacjent „sprzedany” (przyjęty do szpitala), a słabość trwała dalej! Jakże Pan wszystko ukazuje! Teraz zerwano do rodzącej, a poród w karetce to wielkie utrapienie, ponieważ nie ma warunków. Poprosiłem Pana Jezusa o pomoc, wrócił pokój i udało się. „Dziękuję Panie Jezu”!
Po powrocie do pokoju lekarskiego z radia Maryja popłyną słowa o o. M. M. Kolbe oraz kazanie bp Zawitkowskiego. Padłem na kolana odmawiając moją modlitwę przebłagalną. Podczas odmawiania „św. Osamotnienia Pana Jezusa” trafiłem do chatki staruszków, gdzie w kuchni był wielki obraz Pana Jezusa omdlewającego w Ogrójcu! Na podwórku była sterta narąbanego drzewa, na wypadek jego śmierci.
Dziadek słabiutki, żegnał się „w Imię Ojca, Syna i Ducha Świętego”. Podczas Drogi Krzyżowej 10 razy powtarzałem stację „Szymon pomaga nieść krzyż Zbawicielowi”. Znowu trafił się pijany po urazie głowy (z takimi nic nie wiadomo, szczególnie, gdy są nieprzytomni), a to zarazem przypadki naszej słabości...wysłałem go karetką transportową do szpitala.
W pokoju lekarskim odruchowo włączyłem przewiniętą kasetę, gdzie pełen zadziwienia słuchałem słów pieśni śpiewanej przez kapłana: „p o s i l e n i pokarmem duchowym, pokornie błagamy Cię, Boże”! Kręciłem głową, ponieważ to było ostateczne potwierdzenie odczytu intencji modlitewnej tego dnia. Kilka razy pocałowałem twarz Pana Jezusa z Całunu, którego oczy uśmiechały się!
Na ten czas Zbawiciel powiedział do mnie z „Prawdziwego życia w Bogu” (t. 1, str. 366): „Pójdź umiłowany. Rzeczywiście wezwałem cię, bracie!” Znowu zerwano do wymagającego posilenia, którego upito i przyniesiono matce staruszce...rzucając zakrwawione „zwłoki”! Ja nadal słaby padłem na państwowe łóżko o 22:30. Nawet nie podziękowałem za ten dzień, przecież mnie obudzą! Tak też się stało o 4:30, a w sercu przepłynęły dzieła dla wieczności: budujący kościoły, przekazy duchowe Pana Jezusa, nawet nie wolno ich czytać jak zwykłe książki, bo są to dzieła wieczne.
Wróciło też moje nędzne życie z wymodlonym przez pacjentki i żonę...nawróceniem! Wróciłem do życia, do Ojca Prawdziwego i Pana Jezusa, do wieczności! Popłakałem się, także teraz, gdy to przepisuje o 6:30! Pan jest dobry, ponieważ przez 36 godzin postu w intencji pokoju w b. Jugosławii oraz na świecie nic nie jadłem (woda i kawa), a serce było pełne szczęścia!
Podczas toalety towarzyszyła mi siostra Faustynka, która dokładnie wykonywała swoje życiowe czynności. Tak powinno być – trzeba żyć dla wieczności, a tutaj wszystko czynić wolno i dokładnie. Dlaczego większość kapłanów spieszy się podczas konsekracji i po podaniu Ciała Pana Jezusa? Jak wypowiedzieć moje odczucie bliskości Pana Jezusa i jego miłość zalewającą moje serce!? „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”...mogę zaczynać nowy dzień „w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”…
APeeL