Zdziwisz się tą intencją, wcale nie mniej ode mnie. W poprzednich latach martwiłem się jaka będzie, a teraz wszystko mam „podawane”. Nawet teraz, gdy piszę to tuż przed świtem...moją uwagę zwróciło rytmiczne tykanie budzika. Normalnie nie słyszymy tego. Podam tzw. „duchowość zdarzeń...
1. Kapłan na czwartym roku w Seminarium miał pokusę zrezygnować z tego stanu. Poprosił Boga Ojca o pomoc w podjęciu decyzji. Trafił na adorację Monstrancji, gdzie o 21.00 podszedł do niego kościelny i zapytał: czy wie jaka jest godzina? Przypuszczał, że 17.00 – 18.00, a to była już 21.00. Trzeba dodać, że nie spał. Tak Bóg dał mu znak, że istnieje.
2. Właśnie w niedzielę mogłem się nabrać, bo zegar w przedpokoju zatrzymał się godzinę wcześniej…
3. Natomiast przed Mszą św. wieczorną poprzedzoną adoracją Najświętszego Sakramentu sądziłem, że odwrotnie założyłem zegarek, który wskazywał 19.00, a była 17.00.
4. Dodatkowo zatrzymał się datownik z zegarem w samochodzie.
5. Pod moim krzyżem zgasła właśnie lampka...
Później w natchnieniu napłynęła ww. intencja, która obejmuje wiele naszych stref życia. Przy okazji wspomnę, że w wieczności czas nie istnieje i nasze „100 lat” jest głupie. To tak jakbym komuś życzył zesłania lub uwięzienia.
Każdy zna powiedzenie, że ktoś ładnie trzyma się na starość...jakby dla takich czas nie istniał. Nawet zapytałem znajomego ile ma lat?
- powiedział, że 72…
- to ładnie pan wygląda, tak jak ja (82)! Zaśmiał się i porozumiewawczo szturchną mnie...
Poczucie zatrzymania się czasu może pojawić się w naszych tragicznych wydarzeniach lub w wielkim szczęściu. Często jest to marazm z utknięciem w przeszłości, może to być też nostalgia za dobrym czasem...mentalnie taka osoba żyje w minionej epoce. Może to być pierwsza lub ostatnia miłość ("zatrzymał mi się czas, gdy na ciebie spojrzałem") – co oznacza, że dany moment był tak ważny, iż cała reszta przestała mieć znaczenie. Wielu pragnie żyć jak w młodości i walczy ze starością (Magda Gessler).
Podobnie jest z tymi, którzy jak krowy nie zmieniają poglądów (wg Stefana Kisielewskiego), co widzimy u wyznawców związku bratniego, „który miał ogarnąć ludzki ród”. Może to być też trwanie w rozkroku, co widzimy u Lecha Wałęsy podpierającego „lewą” grubą noga z wizerunkiem Matki Bożej. Podobnie jest z bratem Wową, wyznawcą prawosławia. Oto piękne zdjęcie na jego biurku, podobnie uczynił b. Donek z rodziną przy ołtarzyku rodzinnym.

Ja przepraszam, że wtrącam się jako katolik (gorszy sort) do władzy, ale mamy obecnie przykład brata Wowy Czarzastego, który nawet nie mruknął o swojej przeszłości. Wciągnął w przestępstwo Marka Siwca robiąc go szefem kancelarii prezydenta z dostępem do super tajnych akt...bez uprawnienia! To typowy przykład tych, dla których zatrzymał się czas...
APeeL