Nie wiedziałem, że dzisiaj będę miał dyżur także po obiedzie. Przerwa będzie tylko na obiad i wizytę domową. „Młócka” będzie trwała do 18.40! Do tego trafią się niespodziewane przypadki…

- dziadek pomieszał maści

- dziadek ma przepuklinę, było pogotowie, ale nie zabrali go, przybył do mnie i czekaliśmy na chirurga, który skierował go do szpitala (czasami bywa niepełne uwięźnięcie)

- pacjentka źle skierowana, zeszło godzinę)

- kierowany na badania, a ma niewypełniony formularz, nie zrobiono tego, strata mojego czasu

- z apteki zgłosili uwagi - muszę podjechać

- pacjentka była już specjalisty, ale prosi o ponowne skierowanie

- na korytarzu kłócą się dwie panie między sobą, a obie przyszły tylko po recepty

- obca chciała jakieś zaświadczenie, a całkowicie nie znam jej schorzeń i sytuacji życiowej

- skierowanie do reumatologa, a to moja specjalizacja

- mieszkająca w moim bloku przyszła pogadać

- jeszcze biedna prosząca o przyjęcie, a to moja ulubiona pacjentka, którą zawsze proszę, aby nie przychodziła w poniedziałek! Teraz siedzi na korytarzu i płacze, a u kolegi obok nie ma nikogo! Napracujesz się, chcesz pomagać, a wychodzisz trzęsąc się ze złości.

      Dodatkowo nie byłem na spotkaniu z Panem Jezusem. Całkowicie wyczerpany padłem wcześniej do łózka…często lekarze z tego powodu umierają.

                                                                                                                                                             APeeL

 

22.10.2004(pt) ZA ODDANYCH TOBIE, MATECZKO…

      Spokojnie płynęła praca w przychodni, na górze budynku w którym jest pogotowie. Schodziło trochę z pisaniem, wielu ma skomplikowane sprawy prawne, a mnie to interesuje i pragnę takim pomagać. To był dzień ścisłego postu (37 godzin) w intencji pokoju na świecie.

       Dopiero teraz spożyłem talerz zupy, chleb i kawę. O owocach tego wyrzeczenia dowiem się po śmierci. Zdziwisz się codziennym chodzeniem do kościoła, co niewierni i wrogowie naszej wiary nazywają „lataniem do kościoła”.

      Trwało to od 7.00-15.00, chwilka snu i już jest 17.00. Przed wyjściem na Mszę św. czyli spotkaniem z Panem Jezusem córka poprosiła o recepty na lek przeczyszczający, jest uzależnioną anorektyczką. Łzy zlały oczy, bo nic nie mogę uczynić, ona nie chce być uzdrowiona (zwiedzenie przez złego ducha).

     Poprosiłem Pana Jezusa o pomoc. Zarazem napłynął obraz mojej córeczki Marty, która zmarła oraz obecnego syna (nie wiadomo, co z nim jest). Poprosiłem Matkę o wstawiennictwo w ich intencji. Serce zalał ból i smutek. Popłakałem się z wołaniem: „Mamo! Matko! To Twoje dzieci!”

1. Św. Paweł prosił (Ef 4,1-6): „Zachęcam was (…) abyście postępowali w sposób godny powołania, jakim zostaliście wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości. (…) Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który [jest i działa] ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich.

2. Psalmista pytał (Ps 24,1-6): „Kto wstąpi na górę Pana, kto stanie w Jego świętym miejscu? Człowiek rąk nieskalanych i czystego serca, który nie skłonił swej duszy ku marnościom”.

3. W zawołaniu Jezusa (Mt 11,25) będą moje słowa: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że tajemnice królestwa objawiłeś prostaczkom”.

     W tym czasie wzrok zatrzymała stacja Drogi Krzyżowej: Pan Jezus zdejmowany z krzyża, a płyną właśnie słowa pieśni: „Idźmy, tulmy się jak dziadki do Serca Maryi Matki”. Po Eucharystii nie obchodził mnie ten świat. Zapaliłem lampkę przed obrazem Matki Zbawiciela.

     Na ten czas oglądałem w telewizji cierpienia, które niesie ten świat...

- dziewczynka po operacji (zła diagnoza), krwiak po spowodował ucisk, duszność i odmóżdżenie z niedotlenienia

- przytulisko dla bezdomnych, normalnych ludzi, którzy zostali bez niczego

- wysłani do Iraku, zabity, niewiele dostanie

- niewidomi, biedni, niedożywieni, zdani na łaskę losu, chorzy bez pomocy, krzywdzeni, bezradni

- ogarnij cały świat; ofiary wypadków z niesprawnością, a moim bloku leży porażony po skoku do wody, oddałem opiece Matki Bożej moje dzieci

- zwiedzionych przez mafię i zbrodnicze systemy, mogą nagle zginąć bez nawrócenia...właśnie kapłan pukał w konfesjonale (odpuszczenie grzechów)

- zabijający nienarodzonych…

      „Oddaję Tobie Mateczko tych wszystkich, także dzieci, które nie wiedzą, że Jesteś! Tak jak dziecko płaczące w telewizji ma lęk odosobnienia...płacze po każdej chwilce oddalenia od matki!”

      Całość dopełni nabożeństwo różańcowe przy figurze Mateczki, koło mojego bloku o 17.30...z kapłanem i lampkami w kształcie serca. Łzy zalewały oczy z moim oddaniem Matce Bożej moich dzieci…

                                                                                                                                                              APeeL